Knowing (reż. Alex Proyas)
#61
Solo napisał(a):O czym pisałem, trzeba było czytać.

Nigga please... Chciałeś się dowiedzieć, co jest głupie, z dupy i nie trzyma się kupy to piszę. Co z tego, że pisałeś, że TOBIE się to podoba albo nie podoba?

A argumenty typu, że na 2 sekundy się te skrzydełka pojawiają - w trzecim matriksie krzyż na klacie neo pojawia się na pół sekundy i to wystarczająco, żeby ten motyw ssał na całego i dodatkowo dobijał ten tandetny film.

Odpowiedz
#62
strata czasu, ale 3 sceny warto zobaczyć:
- katastrofę samolotową
- katastrofę w metrze
- katastrofę globalną

pozostałe wątki i elementy tej układanki są bezsensowne, bo - sorry za słowotwórstwo - nieusensownione. Taki drink, do którego wrzucono wódkę, burbon, gin i limonkę. Każde z osobna pyszne, ale z szejkera wychodzi niestrawna ciecz - daje po głowie, ale smakuje okropnie. Ta łopatoloooogia, te scheeeeematy, te nielogicznooości. Irytujące smęcenie Cage'a potęguje głupotę całości, nawet jeśli ta dostarcza kilka parareligijnych sugestii, przy których można się zatrzymać na moment. Apokalipsa jako kara? Karzącą rozwałkę ziemską naprawdę miło się oglądało! Więcej pomyślunku po seansie? Nie mam zamiaru zasmiecać głowy tym gniotem.

Odpowiedz
#63
Dokładnie. Po wczorajszym seansie z fajniejszych rzeczy w pamięci została mi tylko naprawdę nieźle skręcona scena katastrofy samolotu, natomiast cała reszte tego co pamiętam (mega drewniany Cage, kosmici-elfy, płonące CGI łosie i inni mieszkańscy lasów Narnii) próbuję wykasować i nigdy więcej sobie o tym nie przypominać. Jak ktoś widział zapodany już w tym temacie jutubowy filmik ze spadającym samolotem, resztę filmu może sobie spokojnie darować. Puste, topornie zagrane, momentami niesamowicie wlekące się filmidło z może nieco innym niż zazwyczaj serwowane w holyłódzie zakończeniem, choć i tak popsutym przez słodki do wyrzygania motyw
i CGI zboże.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
#64
jak to się stało, że 3 osoby, zazwyczaj unikające takich pierdołowatych bajeczek, obejrzały knowing w odstepie 2 dni? wiem! [bez takich info o ripach, proszę] się pojawił na torrentach:)

Odpowiedz
#65
Mnie zmyliły różne pozytywne opinie o nowym dziełku Proyasa, także prezentowane w tym temacie no i scena rozwałki samolotu, która jak na standardy dziesiejszego amerykańskiego kina jest całkiem niezła. Niestety, nie da się tego już powiedzieć o reszcie filmu i nawet takie patenty jak "masakra" w metrze zwyczajnie rozczarowywują, bo ginie tam grubo ponad 100 osób (dokładnej liczby ofiar nie pamiętam, coś koło 130 chyba było) - rozpędzona maszyna masakruje kolejnych CGI ludzików a krwi mamy tam tyle, co kot napłakał. Jest nawet jedno ujęcie z wnętrza kabiny pokazujące pękającaą powoli przednią szybę, na której po "zaliczeniu" kilkudziesięciu przypadkowych przechodniów pojawiają się dosłownie ze trzy kropelki komputerowej krwi. Śmiech na sali. Wątki "kosmiczne" wspaniałomyślnie przemilczę ;-)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
#66
Mental napisał(a):jak to się stało, że 3 osoby, zazwyczaj unikające takich pierdołowatych bajeczek, obejrzały knowing w odstepie 2 dni? wiem! [bez takich info o ripach, proszę] się pojawił na torrentach:)

Ależ DVDripy pojawiają się praktycznie na równo z premierą DVD. :P Jestem przekonany, że wszyscy wypożyczyli albo kupili legalnie ten "film".

Odpowiedz
#67
Jak to się stało, że Mental tak jeżdżący po Terminator Salvation obejrzał go nie wychodząc z domu? :twisted:
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#68
desjudi napisał(a):Taki drink, do którego wrzucono wódkę, burbon, gin i limonkę. Każde z osobna pyszne, ale z szejkera wychodzi niestrawna ciecz - daje po głowie, ale smakuje okropnie.

podałeś prawie dokładny przepis na Long Island Iced Tea, jeden z najbardziej znanych i lubianych drinków:D

Odpowiedz
#69
desjudi napisał(a):Apokalipsa jako kara?

Skąd ten wniosek.
Apokalipsa tutaj - co wyraźnie podkreślono - pokazan jest jako nieuchronna kolejność dziejów, efekt sił natury, nie do powstrzymania nawet przez obcych. Nie wiem czego chcesz od tego wątku akurat.

Odpowiedz
#70
ok, po co więc te przewidzenia? mam je traktować jako zwiastun apokalipsy? do czego były one potrzebne? przecież można było zwyczajnie czekać na koniec świata bez ględzenia o przyszłych katastrofach - chyba, że coś mnie ominęło. oświećcie mnie, proszę.

[aha, kara wydawała mi się, powiedzmy, symboliczna - w najefektowniejszej scenie filmu, smaganiu ogniem po powierzchni ziemi, pojawiła mi się w głowie taka mała filozoficzna myśl o nas, maluczkich, i naszych dziełach, które nikną w zetknięciu z naturą. Ładne to było. No ale później były łany zboża, drzewo życia 8) ]

Odpowiedz
#71
desjudi napisał(a):ok, po co więc te przewidzenia?

Jakie znowu przewidzenia?
Nie pamiętam ich.

desjudi napisał(a):przecież można było zwyczajnie czekać na koniec świata bez ględzenia o przyszłych katastrofach

To było raczej ostrzeżenie, aby ludzie się przygotowali na koniec. Też się zgadzam, że to trochę bez sensu.

Odpowiedz
#72
przewidzenia, przepowiednie, wizje, proroctwa. no te cyferki. złego słowa użyłem. w każdym bądź razie - po co one? Skoro ostrzeżenie - dlaczego właśnie przez katastrofy? Ostrzeżenie o końcu świata? Dlaczego w tak mistyczno-matematyczny sposób, że tylko Cage w podobnie mistyczny sposób dochodzi do apokaliptycznych wniosków?
Jaki cel miały ufoki, skoro przewidziały taki, a nie inny koniec? Po co ta zabawa cyferkami? Może chodzi o determinizm, bo pamiętam, że pare zdań padło i na ten temat. Jeśli pójdziemy tym tropem, to, wg twórców, apokalipsa została nakręcona przez mechanizm powiązany z czynnikiem albo ludzkim (i tu wchodzi w grę wina, kara itp), albo naturalnym (ale wpychanie determinizmu w działania natury byłoby zwyczajną bzdurą, tanią błyskotką intelektualną). Tak czy siak, ludzki determinizm nie ma uzasadnienia w fabule, natomiast czynnik naturalny jest teoretyczną wydmuszką z pretensjami do głębi, której nie ma, bo się efekciarstwo katastrof i nastrój brrr parareligijny liczą.
Ten film nie jest wart zadawania pytań.

Odpowiedz
#73
desjudi napisał(a):Skoro ostrzeżenie - dlaczego właśnie przez katastrofy? Ostrzeżenie o końcu świata? Dlaczego w tak mistyczno-matematyczny sposób, że tylko Cage w podobnie mistyczny sposób dochodzi do apokaliptycznych wniosków?

Oczywiście masz rację. W tym aspekcie logika filmowej narracji przegrałą z logiką. Jak w wielu filmach, czego zrozumieć nie umiem. (Ale piękna burza zaczyna mi się za oknem...)

desjudi napisał(a):Jaki cel miały ufoki, skoro przewidziały taki, a nie inny koniec?

To było jasne: uchronić przedstawicieli ludzi w nowym "raju". Po co ten list? Nie wiem.
Nie ma to sensu, ale za to ogląda się to wybornie.

desjudi napisał(a):Jeśli pójdziemy tym tropem, to, wg twórców, apokalipsa została nakręcona przez mechanizm powiązany z czynnikiem albo ludzkim (i tu wchodzi w grę wina, kara itp), albo naturalnym

Naturalnym, powiedziano to w filmie wyraźnie.
Determinizmu w filmie nie stwierdziłem. W których konkretnie scenach go widziałeś?

desjudi napisał(a):Ten film nie jest wart zadawania pytań.

A jednak je zadajesz. :)

Odpowiedz
#74
bo czymś mnie film zaintrygował i chociażby z tego powodu nie mogę go permanentnie skreślić 8)

Solo napisał(a):Determinizmu w filmie nie stwierdziłem. W których konkretnie scenach go widziałeś?

wykład Cage'a na początku. Jest w nim mowa o determinizmie [cel, porządek] i losowości [przypadek, brak celu]. Cage deklaruje poparcie dla tego drugiego. Zakładając, że rozwój akcji spowodował przewrót w myśleniu Cage'a, to zrozumiał on na koniec, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu [czyli determinizm]. Czyli naturalny (ludzki odrzucam) porządek rzeczy. Skoro tak - znowu zadaję sobie to pytanie - to po co ta cała mistyka? Ona ogłupia fabułę. I narzuca interpretacje, które może i mają oparcie w fabule, ale nie w rozsądku. Film udaje, że ma coś więcej do powiedzenia, a tak naprawdę to pretekst do pokazania kilku efektownych katastrof. To ogłupianie gorsze od Transformersów (bo te są głupie z zasady i do tego dla publiczności, która chce być ogłupiona).

Odpowiedz
#75
Spoko spoko - przywidzenia przecież też były - już wyparliście płonące łosie z pamięci? :D

Odpowiedz
#76
Scenariusz jest zlepkiem dwóch motywów:
1) Numery będące przepowiednią katastrof,
2) Apokalipsa + obcy zapewniający ludzkości przetrwanie.

Toż to materiał na dwa filmy, tym bardziej że wątek liczb jest z dupy wzięty i równie dobrze mogłoby go nie być. Bo co in niby wnosi do fabuły poza stanowiącymi pretekst dla pokazania mniej (metro) lub bardziej (samolot) udanych efektów specjalnych? Według mnie nic.

Po co tuż przed końcem świata liczby zapisywał też Caleb? Po co szepty? Po co kamyczki?

Scenarzyści kładą film już na początku, pozbawiając go jakiejkolwiek tajemnicy. Czy naprawdę od samego początku trzeba było walić widza młotem po łbie i pokazywać opętaną liczbami dziewczynkę, szepty i tajemniczego pana w cool płaszczu czającego się w oddali? Nic by się nie stało gdyby film zaczął się od wyjęcia kapsuły czasu, odrobina suspenus by nie zaszkodziła.

Obcy to osobny problem. Nie wiem co gorsze, bladolicy blond przystojniacy w płaszczach czy te koszmarne CGI cosie. Wątek ratowania ludzkości, przynajmniej w takiej postaci, zupełnie do mnie nie przemawia. Skoro są tacy mili i chcieli ocalić ludzi, dlaczego nie zaczęli akcji ratunkowej 50 lat temu tylko niemal w ostatniej chwili?

Symbolika specjalnie mi nie przeszkadzała. Zniszczenie ziemi wyszło im całkiem nieźle, szkoda tylko że zupełnie brakuje tej sekwencji emocji, jest zresztą strasznie krótka. Na wszelki wypadek, w trosce o wrażliwe umysły amerykańskiego widza, na koniec dostajemy potwornie cukierkową scenkę na planecie X.

Dobry pomysł wyjściowy, a raczej oba, ale potencjał zmarnowany.

PS. Katastrofa samolotu niezła, szkoda tylko że byłem na nią przygotowany. Thank you trailer!

Odpowiedz
#77
desjudi napisał(a):wykład Cage'a na początku. Jest w nim mowa o determinizmie [cel, porządek] i losowości [przypadek, brak celu]. Cage deklaruje poparcie dla tego drugiego. Zakładając, że rozwój akcji spowodował przewrót w myśleniu Cage'a, to zrozumiał on na koniec, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu [czyli determinizm]. Czyli naturalny (ludzki odrzucam) porządek rzeczy. Skoro tak - znowu zadaję sobie to pytanie - to po co ta cała mistyka?

Racja, zapomniałem o tym wykładzie?
Po co mistyka?
Nie ma mistyki.
Jest tylko eksplodujące Słońce, czyli przypadkowy "wypadek" natury, kosztujący życie na Ziemi. Mistyki tu nie ma, są tylko obcy początkowo pozujący na "aniołów", ale to w celu zmylenia widza, bo ich zachowanie nie jest racjonalne. I tu jest problem filmu (nie tylko tego), że dla potrzeb narracyjnych i fabularnych na bok odstawia się logikę i konsekwencję w budowie scenariusza. Tak, ja tez tego w filmach nie lubię, ale to tutaj jest.

desjudi napisał(a):I narzuca interpretacje, które może i mają oparcie w fabule, ale nie w rozsądku.

O tym pisałem tu już wiele razy: to nie ogłupianie, tylko sięganie po deanikenowskie sensacje, okupione w tym przypadku bluźnierczymi sugestiami. Innymi słowy, twórcy filmu w pogoni za efekciarstwem finału porzucili zdrowy rozsądek, tudzież nie chciało im się zrobić tego filmu pisząc do niego solidny i rozsądny scenariusz. Ale wtedy film nie byłby taki jaki jest.

Craven napisał(a):Spoko spoko - przywidzenia przecież też były - już wyparliście płonące łosie z pamięci?

To nie były przywidzenia, tylko wizje wybrańca.

Odpowiedz
#78
Solo napisał(a):Innymi słowy, twórcy filmu w pogoni za efekciarstwem finału porzucili zdrowy rozsądek, tudzież nie chciało im się zrobić tego filmu pisząc do niego solidny i rozsądny scenariusz. Ale wtedy film nie byłby taki jaki jest.

Taki osąd mógłbym skierować do niemal każdego filmu, które próbuje być mądrzejszy od samego siebie.
Problem tego filmu leży w tym, że główny ciężar przeniesiono na to, co w zasadzie jest albo nieistotne albo nie ma pływu na rozwój fabuły. Wpierw głupia karteczka z cyferkami - zgadniesz nie zgadniesz - i tak wszystko trafi szlag. Wkurza mnie to, że główny bohater niemal zawsze ma odwrotny sposób myślenia/patrzenia na rzeczywistość, kiedy przychodzi mu ratować świat. Gdyby Cage nie grał świra gadającego jak najęty o przypadkowości to podtarł by sobie tyłek tą kartką.

To film, w którym kiedy kończą się marne pomysły na zwodzenie widza zaczyna się thriller, w którym trzeba zatłuc bidną kobietę, bo przecież w finale Cage nie ma wiele do powiedzenia, więc kolejny aktor na planie niepotrzebnie by się pałętał. Poza tym - czy matka oddałaby własne dziecko kosmitom? Akurat. Scenarzyści udupili ją wcześniej, by zakończyć swoje głupie pseudo-mistyczne dziełko.

Odpowiedz
#79
Holy damn, to... nie było takie złe. Nie żeby od razu dobre, ale oglądało się bezboleśnie. Oprócz ostatnich dwóch minut, bo te były bardzo bolesne. Taki kop w jaja - jakby pokazać na końcu A3 Ripley całą i zdrową. Wkurza lub nurtuje mnie, poza tym, tylko kilka kwestii.

1. na symulacji było pokazane, że wybuch jest krótkotrwały - więc teoretycznie druga strona Ziemi powinna przetrwać, right?
2. film o końcu świata, a tu cenzura przy sieczce w metrze. Przecież tam flaki powinny zachlapywać ściany.
3. po co w ogóle kosmici zostawiali wiadomość? Mogli zabrać kogo chcieli, dając wybór itp., bez tego cyrku.
4. czy mi się zdaje, czy tuż przed katastrofą samolotu w samochodzie Cage'a dorobili CGI wycieraczki?

...a w ogóle i tak wiadomo, że Rosjanie przetrwali, bo oni mają domy z azbestu.

5/10

[ Dodano: Pią Lip 03, 2009 23:50 ]
Rzecz jeszcze jedna: nie podoba mi się nastawienie współczesnych filmowców. Zamiast "kręcimy potencjalnego klasyka s-f" teraz przeważa "kręcimy blockbustera". Widać, że Proyas miał ambicje - mniejsza z tym, czy spełnione; same ambicje to i tak więcej niż Bayowski brak jakichkolwiek ambicji. W związku jednak z filmową modą, nie wysilił się - albo mu nie pozwolono - na zrobienie czegoś stylowego, co pamiętałoby się po latach. W zasadzie to jest mój główny problem ze współczesnymi filmami - brak stylu. Wszędzie teraz taka sama kolorystyka, taki sam sposób filmowania, takie same zdjęcia, takie same efekty. Przecież projekty kosmitów itp. w tym filmie to totalne pójście na łatwiznę - nic z tego nie zapada w pamięć.

Jedynymi stylowymi s-f w ostatnich latach były - ogłaszam oficjalnie - Children of Men i Watchmen. 2 filmy na 5 lat. Nie za dobrze...

Odpowiedz
#80
military napisał(a):1. na symulacji było pokazane, że wybuch jest krótkotrwały - więc teoretycznie druga strona Ziemi powinna przetrwać, right?

Nieźle kombinujesz, ale wyboraż sobie coś takiego: mała stalowa kulka pomalowana farbą, a do niej przyłożony palnik acetylenowy, tylko ze średnicą płomienia powiedzmy metr. Jak sądzisz, druga strona kulki nie będzie opalona? :)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Annihilation (2018) reż. Alex Garland nawrocki 197 40,600 06-04-2026, 19:50
Ostatni post: Bucho
  Civil War (2024) reż. Alex Garland Pelivaron 40 3,363 23-05-2025, 15:18
Ostatni post: simek
  The Crow (Kruk) reż. A. Proyas patyczak 212 38,981 30-09-2024, 10:53
Ostatni post: shamar
  Dark City (reż. Alex Proyas) Garrett 29 7,663 03-03-2024, 12:10
Ostatni post: marsgrey21
  Ex Machina (2015) reż. Alex Garland nawrocki 98 33,281 10-02-2022, 22:59
Ostatni post: Rozgdz
  Alex Cross military 12 3,889 30-12-2012, 21:00
Ostatni post: Mierzwiak



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości