Past Lives (2023) reż. Celine Song
#1
Past Lives (2023) - lubię melodramaty, lubię filmy o samotności, lubię filmy o niespełnionej, młodzieńczej miłości. Dlatego sam się trochę dziwię, że ten film kompletnie mnie nie porwał. Czegoś mi tu ewidentnie zabrakło. Gra aktorka jak najbardziej poprawna, kadry, szczególnie z Korei, super. Chemia między bohaterami obecna. Skłaniam się ku temu, że po prostu nie zdążyłem się zaangażować w relację pomiędzy bohaterami, bo
. Ostatnie 30 minut nieco nadrabia, bo spora jest to dawka emocji, ale mimo wszystko. Ten film przypomina mi te krótkie historie na kanale youtubowym Omeleto. Wszystko poprawne, technicznie na wysokim poziomie, ale człowiek od razu zapomina.

Nomki do Oscara za najlepszy film kompletnie nie rozumiem. Ode mnie 5.5/10

Odpowiedz
#2
Oscary już jutro, więc ostatnie filmy z głównej stawki nadrobione.

Past Lives

Absolutnie moje kino. Uwielbiam tego typu filmy opierające się w dużej mierze na dialogach i drobnych gestach aktorów. Niby proste kino, ale chwytające za serducho i piękne pod wieloma względami. Mimo prostoty formy to niemalże każdy kadr ma w sobie coś co pochłania mą kinomańską duszę. Te ujęcia Nowego Jorku potrafią robić nierzadko dobre wrażenie. Ludzie tłumnie psioczyli na brak nominacji rezyserskiej dla Gerwig, ale faktem jest że z kobiet to Celine Song dużo bardziej zasłużyła na tytuł nominowanej.

Jak na historię o walce przeszłości z teraźniejszością to szacun dla autorki za unikanie banałów. Postać obecnego białego męża nie jest egoistycznym dupkiem stojącym na przeszkodzie miłości dwóch azjatów. W jednej scenie rozmowy sam nawet z tego oklepanego motywu żartuje. Też jest człowiekiem z uczuciami i mimo zmieszania radzi sobie z sytuacją. Już się zainteresowałem karierą Grety Lee :)

8/10


Zone of the Interest

Świetny pomysł na przedstawienie holocaustu. Już paru twórców kiedyś powiedziało, że obiektyw filmowy nigdy nie odda prawdziwej grozy obozu zagłady. Glazer o tym doskonale wie i zdaje się na wyobraźnię widza. Wszystko co najgorsze ma miejsce poza kadrem, ale idylla rodziny Hössów tego skutecznie nie stłumia. Cholernie mi się taki zabieg podoba. Za to jak największy respekt dla twórców.

Jest jedno "ale" - to by się lepiej sprawdziło jako krótki metraż. Gdzieś tak po 30 minutach trochę znudzony byłem tą obserwacją urywków z dostatniego życia rodzinki zbrodniarza wojennego i myślę, że tak długi czas trwania nie był do końca potrzebny. Świetnie pomyślana końcówka z motywem schodzenia do piekła.

7/10

Nie wiem co zrobić z tą opinią po przeniesieniu postów o Past Lives do osobnego tematu, chcesz, to sam sobie wklej recenzję The Zone of Interest gdzie indziej :P
simek

Odpowiedz
#3
(10-03-2024, 13:02)Kryst_007 napisał(a): Oscary już jutro, więc ostatnie filmy z głównej stawki nadrobione.

Past Lives

Absolutnie moje kino. Uwielbiam tego typu filmy opierające się w dużej mierze na dialogach i drobnych gestach aktorów. Niby proste kino, ale chwytające za serducho i piękne pod wieloma względami. Mimo prostoty formy to niemalże każdy kadr ma w sobie coś co pochłania mą kinomańską duszę. Te ujęcia Nowego Jorku potrafią robić nierzadko dobre wrażenie. Ludzie tłumnie psioczyli na brak nominacji rezyserskiej dla Gerwig, ale faktem jest że z kobiet to Celine Song dużo bardziej zasłużyła na tytuł nominowanej.

Jak na historię o walce przeszłości z teraźniejszością to szacun dla autorki za unikanie banałów. Postać obecnego białego męża nie jest egoistycznym dupkiem stojącym na przeszkodzie miłości dwóch azjatów. W jednej scenie rozmowy sam nawet z tego oklepanego motywu żartuje. Też jest człowiekiem z uczuciami i mimo zmieszania radzi sobie z sytuacją. Już się zainteresowałem karierą Grety Lee :)

8/10

A nie wydaje Ci się, że ewidentnie zabrakło w tym filmie dłuższego rozwinięcia motywu ich wspólnego dzieciństwa? Mieliśmy 10 minut, kilka wspólnych scen i od razu widzimy jak oboje są dorośli. Moim zdaniem to był kardynalny błąd, który uniemożliwił mi zaangażowanie się w ich losy w dorosłym życiu. Widz powinien przeżywać to samo co oni, a więc być częścią ich wspólnego dzieciństwa i momentów, które sprawiły, że potem jest taka bomba emocjonalna między nimi. 

Co do męża to ja uważam wręcz przeciwnie. Po to jest mężem, żeby być dupkiem dla wszystkich fagasów z jej przeszłości. A on wyglądał jakby się czuł niezręcznie, że tam jest i im przeszkadza, lol. No ale to był typowy nowojorski, sojowy artysta-kukold wyuczony, że jego kobieta ma prawo do spotykania się z miłością swojego życia. Na jego miejscu to bym zareagował inaczej:
Oscarowych nominacji też nie rozumiem, bo choć film był poprawny, to żadne och, ach. 10 lat temu tego typu produkcja nie miałaby szansy na żadne nomki.

Odpowiedz
#4
Zgadzam się sie w 100% z ugh, praktycznie ubiegł mnie z opinią :) ten film to jakas dziwna apoteoza cuckoldztwa. Absolutnie nie wierzę, że jakikolwiek sensowny mężczyzna mógłby tak ulegle zareagować na widok zapłakanej żony, która dopiero co uświadomiła sobie, że bezpowrotnie utraciła miłość swojego życia w postaci przyjaciela z dzieciństwa, z którym randkuje od paru dni (za przywoleniem swojego partnera ofc). Sceny w barze, gdzie oboje rozmawiają między sobą po koreańsku o miłości, a mąż z głupią miną sie im przysłuchuje nie rozumiejąc ani słowa, doprowadziły mnie do szczytowej irytacji. Sednem rozkminy w tym "dziele" jest jakaś miałka koreańska przypowiastka o odnajdywaniu siebie w kolejnych wcieleniach, zapachniało mi to mocno Paulo Coelho. Past lives to film bezbarwny, subtelny do porzygu, chcący przekazać wiele w nijaki, ascetyczny sposób, ostatecznie nie przekazując nic, bo albo scenariusz nie dał do tego podstaw, albo reżyserce zabrakło talentu.  Ja obstawiam obie rzeczy naraz, 3/10 i idzta w chuj z takimi kandydatami do Oscara
Youniverse

Odpowiedz
#5
Tam w ogóle studnia cuckoldztwa sięga głęboko. Past Lives zrobiła na motywach autobiograficznych Celine Song, która sama ma sojowego męża białasa. Mąż kolei napisał scenariusz do Challengers, tego nowego Guanognino, w którym najwyraźniej Zendaya robi cuckolda ze swojego męża, każąc mu konkurować z jej byłym na korcie i w sypialni. Wszystko to składa się na międzynarodowy spisek kolorowych kobiet, włoskich pedałów i nowojorskich neomarksistów mający na celu podporządkowanie i upodlenie białych heteroseksualistów.

Odpowiedz
#6
(10-03-2024, 16:42)ugh napisał(a): Co do męża to ja uważam wręcz przeciwnie. Po to jest mężem, żeby być dupkiem dla wszystkich fagasów z jej przeszłości. A on wyglądał jakby się czuł niezręcznie, że tam jest i im przeszkadza, lol. No ale to był typowy nowojorski, sojowy artysta-kukold wyuczony, że jego kobieta ma prawo do spotykania się z miłością swojego życia. 

Tak offtopowo skomentuję z własnego życia wzięte dwie sytuacje (w sumie to bardziej do tematu podrywacze, ale chcę nawiązać do tego, co napisał ugh):
- na studiach (czyli dwie dekady temu), kiedy jeszcze człowiek świeżynka i pełen naiwności co do kobiet spotykałem się z taką normiczką, rudą okularnicą, dobrą kandydatką na towarzyszkę życia. Spotykaliśmy się przez miesiąc, po tym miesiącu zaczęła się dziwnie zachowywać i szybko okazało się, że jakaś stara miłość licealna się do niej odezwała i poruszyła jakieś stare motyle w serduszku; zrobiłem jej dwie awantury, jedna facetoface, druga telefoniczna, przy drugiej zachowałem rozum i godność mężczyzny i kazałem jej wypieprzać, mocno to przecierpiałem, ale nie wiem, czy wówczas właśnie nie uratowałem się przed kukoldwerą i nie zaczęło się moje lewitowanie w kierunku alfa,
- całkiem niedawno jedna z moich przygodnych od czasu do czasu kobiet (mężatka) zwierzała mi się, że jakiś właśnie były z jej przedmałżeńskich czasow się do niej odezwał, co wzbudziło stare motyle i okazało się, że ona nadal go trochę kocha i coś tam coś tam; po jakichś 20 minutach tych wynurzeń stwierdziłem, że nie mam ochoty tego słuchać i jeżeli ją męczy stara miłość to niech się rozwiedzie albo coś, bo ja nie jestem od jej słuchania, tylko od grzmocenia (prawie dosłownie); co więcej po tej całej rozmowie potem zacząłem jej unikać jak ognia, bo kobieta przestała mi się kojarzyć z przyjemnością, odskocznią od rzeczywistości, a z męczyduszą.
Żeby nie było, jestem wsparciem emocjonalnym, ale nie gdy sprowadza się mnie do roli tego drugiego albo próbuje angażować w swoje emocje, gdzie na takie rzeczy nie ma miejsca, bo swoje emocje rezerwuję dla innej osoby.
Sorka za offtop, ale musiałem się tym podzielić ;)

Odpowiedz
#7
Parę dni temu obejrzałem Materialistów i na Filmwebie spotkałem wiele głosów, że no może i fajne, ale do pierwszego filmu Song to w ogóle nie ma startu, więc postanowiłem nadrobić.

Jak to zwykle bywa, okazało się, że to gówno prawda, bo Past Lives jest dosyć marny, a Materialiści byli super :)

Jest to jeden z tych filmów, gdzie bardziej domyślam się o co chodziło pani reżyser niż widzę to na ekranie. Kompletnie nie rozumiem tego przywiązania do miłości z dzieciństwa; narzekaliście tutaj, że wspólnych scen z Korei jest za mało, a według mnie to nie jest kwestia ilości (bo przecież trochę ich było), tylko wyboru co i jak pokazać - ileż te dzieciaki mają lat? 10? 12? Przecież trudno wtedy o jakieś sensowne zauroczenie i randkowanie na placu zabaw, nawet trochę zdziwiła mnie scena rozmowy tej małej z matką w której ta ją wypytuje o fajnych chłopaków w szkole tak jakby to była co najmniej klasa maturalna i było normalnym, że można szukać już jakiegoś faceta.
Później film również nie pomaga w zrozumieniu dylematu głównej bohaterki, bo dostajemy przeskok od przygodnego ruchania do "x lat po ślubie" i w sumie to nie wiemy czy i jak oni się kochają z tym Żydem. Ogólnie ostatni akt jest najlepszy, a najciekawsza scena to ta łóżkowa, małżeńska rozmowa, gdzie Artur właściwie artykułuje to o czym myśli każdy ogarnięty widz - to było całkiem niezłe, ale kończy się w sumie na niczym, podobnie jak cały film, który sprowadza się do powzdychania nad alternatywnymi ścieżkami życiowymi, że może by było pięknie, może lepiej niż teraz, a może nie, któż to wie: no zajebiście odkrywcze.
Ode mnie 5/10 bo tragedii nie było, jest to całkiem intrygujące, przyzwoicie nakręcone i zagrane, ale kompletnie nie trafiło w moją wrażliwość, chociaż mam wrażenie, że gdyby jakiś sensowniejszy reżyser i scenarzysta zabrali się za identyczny temat, to mogłoby wyjść o wiele lepiej.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  The Holdovers (2023) reż. Alexander Payne PropJoe 42 3,855 25-03-2026, 06:35
Ostatni post: Debryk
  Poor Things (2023) reż. Yorgos Lanthimos Bradesinarus 139 16,904 03-01-2026, 13:38
Ostatni post: Pelivaron
  Bękart (2023) reż. Nikolaj Arcel Scheckley 5 1,235 06-08-2025, 09:28
Ostatni post: simek
  Dungeons & Dragons: Honor Among Thieves (2023) Pelivaron 45 8,661 12-05-2025, 13:26
Ostatni post: al_jarid
  Barbie (2023) reż. Greta Gerwig Kryst_007 414 40,831 16-12-2024, 12:17
Ostatni post: Nemo
  The Creator (2023) reż. Gareth Edwards Paszczak 61 8,232 16-10-2024, 20:27
Ostatni post: Debryk
  All of Us Strangers (2023), dir. Andrew Haigh Krismeister 9 1,359 23-02-2024, 20:51
Ostatni post: Krismeister
  Asteroid City (2023) reż. Wes Anderson Kryst_007 31 5,249 08-02-2024, 04:48
Ostatni post: Mefisto
  Air (2023) reż. Ben Affleck Pelivaron 6 1,258 12-12-2023, 10:39
Ostatni post: simek
  Thirteen Lives (2022) reż. Ron Howard Debryk 42 6,518 14-12-2022, 23:31
Ostatni post: Mefisto



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości