Tree Of Life
#81
No więc ten, ekhm, nie jest dobrze. Muszę przetrawić ten film, ale, no... nie jest dobrze. Mam cholerne problemy z oceną bo z jednej strony jest genialnie, a z drugiej tragicznie. Dobra... może wieczorem będę wiedział :P

Odpowiedz
#82
Hehe, mógłbym napisać to samo, bo przez większość seansu myślałem sobie, że kurde jednak rozczarowanie, bo spodziewałem się czegoś innego jednak, ale potem, im dalej od końcowych scen, tym cieplej myślę o filmie i z miłą chęcią bym powtórzył seans.
Film jest dziwny nawet jak na Malicka - gdyby ociosać jego poprzednie filmy z długich, kontemplacyjnych ujęć, a z dialogów odrzucić nadmiar filozofowania to zostałyby całkiem normalne i jak najbardziej pasujące do mainstreamu fabuły. Tutaj jest zupełnie inaczej, bo żaden montaż by nie sprawił, że Drzewo życia będzie filmem łatwym i przyjemnym. Otóż tutaj, poza konfliktem łagodna matka vs. wymagający ojciec nie ma się czego zaczepić, bo cała reszta to raczej migawki z rodzinnego albumu+ujęcia kosmosu, z których każdy sobie może oczywiście wyciągać co chce.
Nie jestem w stanie ocenić tego filmu i coś czuję, że będzie mnie prześladował, aż nie zobaczę go drugi raz, tym razem w lepszym kinie.

Aha - najlepsze CGI dinozaury od czasu Parku Jurajskiego :)

Odpowiedz
#83
Mnie też prześladuje:)

Jedyne co mogę stwierdzić z całą pewnością -film jest przepiękny. I muzyka i ujęcia i zdjęcia natury i kosmos.

A tu kilka przemyśleń.
O dziwo "Drzewo życia" wydaje mi się przystępniejsze od "Cienkiej czerwonej linii". W tamtym filmie te wszystkie filozoficzne gadki wydawały mi się abstrakcyjne, tutaj je rozumiem. Może dlatego, że na wojnie nigdy nie bylem.

Odpowiedz
#84
Cytat:O dziwo "Drzewo życia" wydaje mi się przystępniejsze od "Cienkiej czerwonej linii".
W Cienkiej czerwonej miałeś kawał filmowego mięcha(dosłownie i w przenośni) i spektakularnych akcji, poza tym wojna zawsze dla widza atrakcyjniejsza niż dramat rodzinny. W Tree of Life dla niedzielnego widza są tylko ładne widoczki.

Odpowiedz
#85
No tak, zapomniałem uściślić, że przystępniejsze tylko w kwestii tych "gadek".

Odpowiedz
#86
Nadal nie mam zielonego pojęcia czy to jest dobry film czy nie. Chyba faktycznie będę musiał go obejrzeć drugi raz. A że jest przepiękny to nie ulega wątpliwości; chyba dla samych tylko zdjęć kupię go na blu, jeśli wyjdzie. Zresztą muzyka też jest wspaniale użyta i są przynajmniej 2 sceny, które dzięki niej stają się genialne. Szkoda, że tylko 2 :P
Akurat pod względem ideowym Tree of Life wydaje mi się nie tyle proste co nawet prostackie. Może dlatego, że gdy miałem 16 lat to zadawałem sobie pytania bardzo podobne do tych Malicka i mogę się z nim utożsamić. Jedna rzecz, którą wiem o tym filmie na pewno, to że jest optymistyczny. I mimo, że wydaje się, że bardziej abstrakcyjnego dzieła się nakręcić nie da i że konwencjonalnej fabuły tu nie uświadczymy to moim zdaniem jest tu coś chociaż na kształt 3-aktowej struktury.
Więc Tree of Life nie jest wcale jakimś niedostępnym dziełem dla wybranych, wręcz przeciwnie właśnie, to bardzo prosta historia zadająca bardzo fundamentalne pytania w bardzo, tak naprawdę, prosty sposób. Pytanie tylko czy Malick tym materiałem sięga granic geniuszu czy granic kiczu absolutnego. Nie mam pojęcia.

Odpowiedz
#87
Nie da się ukryć, że to najdziwniejszy film Malicka i chyba najbardziej odważny, ambitny. Moim zdaniem autor porwał się trochę z motyką na słońcę i chciał zrobić film totalny. Głębia poruszanych tematów: rzeczy ostateczne, sens życia, Bóg, śmierć - przy takich rzeczach poległo już tak wielu twórców, że kolejna porażka nie byłaby niczym dziwnym. Nie jestem jednak pewien czy rzeczywiście Malick tutaj poległ.

Mam z tym filmem pewien problem, bo wydaje mi się nierówny. Z jednej strony są przepiękne zdjęcia, i krajobrazy, ale na przykład początkowa sekwencja kosmiczna jest chyba za długa, powoduje znużenie i zdziwienie. Zaczynamy zadawać sobie pytanie: do czego to wszystko zmierza? Dlaczego tak długo?
Potem jest już dużo lepiej i sekwencja rodzinna robi się zajmująca. Pojawia się klimat. Za to sceny z Sean'em Penn'em już mi się mniej podobały. Nie widzę dla nich uzasadnienia.
Dla mnie mistrzowskie jest przedstawienie relacji między braćmi i pokazanie sposobu w jaki dziecko poznaje otaczający świat. To te zwyczajne relacje między ludźmi stanowią największą wartośc tego obrazu, a nie kosmiczne, monumentalne obrazy galaktyk i spektakularne pokazy potęgi natury, wulkanów, oceanów.

Nie wiem jak ocenić Tree Of Life, bo mimo wszystkich wad, zostawia widza w pewnym nastroju zadumy i skłania do refleksji. Na pewno jest to rzecz oryginalna i widowiskowa, robiąca spore wrażenie i gdy człowiek wejdzie w jego specyficzny klimat, film mu to wynagradza. Oczywiście tylko pod warunkiem pójścia do kina. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić oglądania go w domowych warunkach.

Odpowiedz
#88
Kopiuję krótką notkę, którą zamieściłem też na innej stronie:

Film Malicka zawsze jest sporym wydarzeniem, a oczekiwania wzrosły, po tym jak został wygwizdany na festiwalu w Cannes... chwilę później zdobywając Złotą Palmę.

Nie dziwię się ani gwizdom, ani temu, że wygrał. "Drzewo Życia" jest filmem artystycznym, a nie fabularnym, wspomnienia z dzieciństwa przeplatają się z (imponującym) powstawaniem świata, niesamowitymi obrazami natury... w jednej scenie znalazły się nawet dinozaury.
U Malicka zdjęcia są zawsze genialne, ale tutaj przeszedł samego siebie.
Obsada jest nieźle dobrana... dzieciaki grają bardzo naturalnie, a Brad Pitt zagrał najlepszą kreację od wielu lat.

Nie ma wrażenia płytkości, jak np. w "Mr Nobody", może na wiarygodność przesłania wpływa to, że Malick jest nauczycielem filozofii i absolwentem Harvardu.

Dopiero w końcowej scenie, przedłużanej do granic możliwości, zacząłem odczuwać lekkie znużenie, co mogło być zamierzonym efektem.
Z kina wyszedłem dosyć oszołomiony, a to mi się rzadko zdarza.
Mam wrażenie, że film wygląda dokładnie tak, jak tego chciał reżyser, więc trudno mi wytknąć jakiekolwiek wady.

Podsumowując, "Drzewo Życia" nie jest lekkim, ani nawet fabularnym filmem. Za to oszałamiającym wizualnie, oryginalnym, silnie oddziaływującym na widza.

Odpowiedz
#89
któraś już osoba wspomina, że Malick jest nauczycielem filozofii. Co to ma do rzeczy? Jaki to ma wpływ na to, czy film jest dobry czy zły, i czy koniecznie każdy filozof musi mieć coś mądrego do powiedzenia? Równie dobrze może być rzeźnikiem jak konduktorem, byle był teraz reżyserem.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
#90
(12-06-2011, 12:21)wujo444 napisał(a): Jaki to ma wpływ na to, czy film jest dobry czy zły, i czy koniecznie każdy filozof musi mieć coś mądrego do powiedzenia?

Ma wpływ na wygląd jego filmów.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#91
Dosłownie na wygląd, to akurat bycie filozofem wpływu nie ma żadnego, za to na treść już tak. Oczywiście to, że Malick ma tytuły nie powoduje z automatu, że ma coś ciekawego do powiedzenia w swoich filmach. Ja nie jestem w stanie ocenić czy Malick dotyka w dialogach swoich postaci granicz kiczu, czy geniuszu, bo się na tym nie znam i poznawać nie czuję potrzeby. Mi to filozofowanie ani szczególnie nie przeszkadza, ani nie polepsza filmu w żaden sposób - uznaję to za element budowania nastroju, który w jego przypadku świetnie komponuje się ze zdjęciami i muzyką.

Klaus_kinski napisał(a):Mam wrażenie, że film wygląda dokładnie tak, jak tego chciał reżyser, więc trudno mi wytknąć jakiekolwiek wady.
Dokładnie tak samo u mnie - w praktycznie każdym innym filmie śmiało mogę się domyślać, że coś reżyserowi nie wyszło(bo nie miał pomysłu, talentu, ekipy, pieniędzy, aktorów, producent nie pozwolił itd.), ale w Drzewie życia czuję, że Malick nakręcił dokładnie wszystko co chciał i tak jak chciał, a każda klatka była obejrzana przez niego pod lupą i zaakceptowana do filmu, więc z punktu widzenia reżysera ten film jest idealny, a czy podoba się widzowi to kwestia jego indywidualnych oczekiwać wobec takiej opowieści.

Odpowiedz
#92
(12-06-2011, 06:18)Rodia napisał(a): Czy zabijający dinozaury meteoryt jest dobry czy może zły? Tego nadal nie wiadomo.

WTF? Kawałek skały nie może być dobry ani zły, bo nie ma osobowości :P
A samo wydarzenie - cóż, powinieneś się cieszyć, bo dzięki niemu napisałeś tego posta ;)

Co do filmu Malicka - nie nazwę go złym filmem, nie nazwę go dobrym filmem i w ogóle nie nazwę tego filmem. Dla mnie to było bardziej jak doznanie, niż opowieść od A do Z. Jasne, jakaś tam fabuła jest i jest ona świetnie poprowadzona (tu zgodzę się z tym, że to film totalny w kontekście twórczym i Malick nie musiał iść na kompromisy, gdy go robił; z drugiej jednak strony chyba w żadnym filmie nie musiał się na nie silić zbyt mocno, a i rzut oka na trailer i mamy sporo ujęć, których w filmie nie widziałem, a chętnie bym zobaczył), ale w oderwaniu od całej reszty to historia jakich wiele, w dodatku całkiem trywialna i gdyby Malick jedynie na niej swój film oparł, to pewnie bym się zawiódł. Jasne, można powiedzieć, że te wspaniale zrobione dinozaury są na dłuższą metę zbędne, a o 10 minutowych sekwencjach kosmicznych, że za długie i trywialne, że to porywanie się z motyką na słońce - być może. Ale wszystko łączy się tu tak pięknie (i jest nakręcone tak pięknie), że trudno oderwać wzrok od ekranu i mieć pretensje do jakiejkolwiek sceny czy sekwencji. I choć mnie finał odrobinę rozczarował swoją długością i pretensjonalnością, to także nie powiem, że był nietaktowny czy błędny w kontekście całości.

I tak na dobrą sprawę, to jedynym czego faktycznie mi szkoda, jest fakt, że Malick po raz pierwszy praktycznie wywalił całą muzykę oryginalną, zastępując ją jakimiś klasycznymi zapożyczeniami (także z Preisnera) - co prawda to wszystko dalej świetnie się łączy z obrazem, ale słuchając płyty nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mogło wyjść coś znacznie lepszego, a przy tym nie tak drażniącego miejscami (jak chóry) i, koniec końców, oryginalnego. No ale cóż, to tylko podnosi mój szacunek do Desplat, bo moim zdaniem kapitalnie wyczuł zamysł Malicka i teraz słuchając płyty można dać się ponieść wyobraźni, jak by to wyglądało w takiej to, a takiej scenie.

Koniec końców - ja też nie potrafię z ręką na sercu ocenić tego filmu (daję 8 / 10, choć bardziej w kwestii zachowawczo-informacyjnej, niż faktycznej noty), bo choć daleki jestem od wygwizdywania i wyszedłem z kina usatysfakcjonowany (inna sprawa, że Malicka kino lubię i do mnie przemawia za każdym razem), to i też nie zamierzam rozpływać się w zachwytach (prócz zdjęć może - te są bezbłędne) i łamać palców na kolejnymi interpretacjami. Ale jednak warto się imo wybrać do kina.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#93

Boże, czemu ja mam byc dobry skoro Ty jesteś zły?

Ja idę jutro drugi raz i wtedy coś napiszę. Póki co: jak dla mnie podobne wrażenia jak po "Źródle" (reż. A.).

Odpowiedz
#94
Mnie też to zdanie utkwiło po seansie w głowie.

Odpowiedz
#95
(16-06-2011, 20:57)picek napisał(a): Póki co: jak dla mnie podobne wrażenia jak po "Źródle" (reż. A.).
To bardzo źle, ponieważ "The Fountain" to jeden z najsłabszych filmów, jakie widziałem: przekombinowany, bełkotliwy, z natrętnym symbolizmem, plastikowy i męczący. Nie wytrzymuje z "Requiem For A Dream", nawet "Pi" jest od niego lepszy. Mam nadzieję, że się pomyliłeś w ocenie, choć na mile widać, nawet a priori, że "Drzewo Życia" będzie miało wiele wspólnego nie tylko z "Fontanną", ale z czymś równie złym, czyli "Mr. Nobody".



Kiedy rozum śpi, budzą się eksperci.

Odpowiedz
#96
I tu się mylisz, bo Tree of Life nie ma prawie nic wspólnego z tym pretensjonalnym filmidłem. Nie rozumiem skąd w ogóle takie porównanie? Tych filmów nic nie łączy. A już najmniej filozofia i jakość wykonania.

Odpowiedz
#97
No wiesz, nie ja porównywałem, bo chyba pijesz do "Fountain" vs "Tree of Life"?
Kiedy rozum śpi, budzą się eksperci.

Odpowiedz
#98
6-godzinna wersja Drzewa życia?

http://www.slashfilm.com/terrence-malick-prepping-sixhour-version-the-tree-life/

Odpowiedz
#99
Nie porównuję filmów, porównuje wrażenia, stan umysłu po wyjściu z sali kinowej.

Odpowiedz
Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie jest jakimś wielkim przeciwnikiem ambitnego kina i "The Thin Red Line" bardzo wysoko cenię i widziałem chyba już z 5 jak nie więcej razy. Jednak to co Terrence Malick zaserował w "The Tree of Life", woła moim skromnym zdaniem o pomstę do nieba.

Do tej pory żałuję 8 Euro, które wydałem na ten film... Zaraz, zaraz czy to w ogóle był film? Trudno mi powiedzieć. Ja rozumiem, że Malick trochę inaczej rozumie pojęcie film, ale ja jego nie kupuję.

Jak na film o życiu w tytule, to "The Tree of Life" jest strasznie pozbawione życia, emocji o fabule już w ogóle nie wspominając. Tak po wyjściu z kina i moim wielkim zawodzie, zastanawiałem się długo jak opiszę innym ten film? Do tej pory nie wiem o czym właściwie był ten film?

Niestety umęczyłem się na "The Tree of Life" strasznie. 2/3 filmu to po prostu ujęcia przyrody i świata, najczęściej z jak najbardziej wydumanych perspektyw. O normalnych ujęciach można pomarzyć. Miejscami można odnieść wrażenie, że ogląda się Discovery Chanel, albo Animal Planet, a nie film fabularny, gdyż jak wspominałem fabuły tutaj jako takiej nie ma.
I choć całe powstawanie Wszechświata wizualnie może zachwycać, to jednak przez swą długość nudzi. W "Odysei Kosmicznej" Kubrick zdecydowanie lepiej sobie z tym poradził, nie męcząc tak widza.
Zresztą podobnie jak te wszystkie piękne i wydumane ujęcia, które przez swój nadmiar szybko zaczynają męczyć zamiast zachwycać.

Oglądając "The Tree of Life" irytowało mnie też strasznie, że sam film uważa siebie za bardzo ważny i poważny, poruszający ważne kwestie itd. A niestety tak reasumując to powstał napompowany, napuszony balon banałów.

"The Tree of Life" - ambitna porażka i jeden z największych moich zawodów roku. Aż dziw, że to coś, czego filmem nie nazwę otrzymał Złotą Palmę w Cannes? To już bardziej rozumiem te osoby, które wygwizdały i wybuczały ten film, albo wyszły w połowie seansu.
Zresztą sam myślałem, wiele razy aby wyjść z kina, ale jako, że zawsze oglądam filmy od początku do końca to i na "The Tree of Life" wytrzymałem.

Rety dawno nie byłem tak zawiedziony, umęczony i wściekły po wypadzie do kina.

Pewnie teraz posypią się na mnie gromy za moją opinię o "Tree of Life", ale swego zdania nie zamierzam zmieniać.

Między 2/10 a 3/10 moja ocena wynosi.
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  After.Life mroziek 16 5,189 28-03-2025, 03:48
Ostatni post: shamar
  Life (2017, reż Daniel Espinosa) Pelivaron 63 17,436 01-06-2024, 02:09
Ostatni post: Mefisto
  Life of Pi (Życie Pi) - reż. Ang Lee desjudi 94 25,427 02-11-2015, 13:15
Ostatni post: shamar
  A Bittersweet Life Mental 3 2,751 07-06-2011, 22:49
Ostatni post: Anielski_Pyl
  Army of One / Joshua Tree Gieferg 1 1,236 18-02-2011, 21:40
Ostatni post: Gieferg
  My Life In Ruins Anonymous 3 1,828 01-08-2009, 21:56
Ostatni post: Anonymous
  Waking Life Bart 3 1,494 20-06-2009, 14:56
Ostatni post: Artemis
  Dan in Real Life Anonymous 1 1,632 07-06-2009, 19:59
Ostatni post: Anonymous



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości