Stały bywalec
Liczba postów: 12,512
Liczba wątków: 29
Za kilka dolarów więcej
Tym razem mamy dwóch łowców nagród. I dopiero jest zabawa.
Mortimer widzi list gończy. Koleś w okienku "Nikt mu nie podskoczy.". Mortimer zrywa list i gnie go. Koleś wtedy: "Przynajmniej jak dotąd." I potem ta sekwencja z ściganiem szczura (motyw z podsuwaniem listu pod drzwi). Ach, chce się osobny film z bohaterem Lee Van Cleefa.
Ale Manco nie gorszy. To jak bezczelnie zajmuje pokój w hotelu, a Martinez (właściwy wynajmujący) zamiast się wykłócać, to spierdala jakby Manco był nie wiadomo kim... chociaż...
A potem oboje się spotkają i to ich pierwsze spotkanie oglądane z perspektywy dzieci pod gankiem. Idealny przykład obrazowania sceny bez słowa. Właściwie zdjęcia są jeszcze od poprzednika.
W sumie jak panowie łączą siły, niejako to jest quasiremake "Za garść dolarów" - i tutaj jest infiltracja gangu, i tutaj po przejrzeniu zamiarów jest zbiorowy wpierdol. Ale spokojnie, nie licząc wpierdolu, nie ma uczucia odtwarzania czy kopiowania.
Z kolei Indio to świetny czarny charakter z pamiętnym motywem pozytywki. Najlepsza scena jak wyzywa na pojedynek kabla grożąc przy okazji jego rodzinie.
Co mam powiedzieć? To zajebiste kino. Minimalnie wolę jedynkę, ale dwójka niewiele ustępuje.
10-02-2015, 13:18
Stacjonarny podróżnik
Liczba postów: 650
Liczba wątków: 2
Zdecydowanie dwójka bije jedynkę realizacją, jest bardziej dopracowana w szczegółach (np. rola muzyki!, montaż, Gian Maria Volonte, lepsi "twarzowcy") i lepiej nakręcona. Poza tym dwójka jak dla mnie wygrywa klimatem z trójką, mimo epickiego rozmachu i batalistyki w tym ostatnim. Koniec końców środek jest najlepszy z trylogii. I Mortimer to chyba jednak najlepsza rola LVC.
10-02-2015, 14:59
Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
Ja wolę dwójkę nawet bardziej od trójki. Dwójka miała lepszego antagonistę (el Indio - nic nie ujmując Clintowi i LVC, dla mnie Gian Maria Volonte jest najlepszym aktorem w całej trylogii) i mocny motyw zemsty. I Klausa Kinskiego jako oprycha.
I bardziej ponury, dużo gęstszy klimat.
10-02-2015, 16:29
Stacjonarny podróżnik
Liczba postów: 650
Liczba wątków: 2
Otóż to.
10-02-2015, 23:12
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Kto jest autorem zamieszczonego niżej cytatu z "Dobrego, Złego i Brzydkiego"? Scenarzystów było w sumie pięciu: Agenore Incrocci, Furio Scarpelli, Luciano Vincenzoni, Sergio Leone (i niewymieniony w czołówce Sergio Donati). Potrzebuje dokładny namiar.
You see, in this world there's two kinds of people, my friend: Those with loaded guns and those who dig. You dig.
Może Eastwood improwizował?
Marginesem dodam, że dla mnie prywatnie to są najgłębsze słowa kiedykolwiek wypowiedziane przez człowieka.
19-03-2015, 23:34
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-03-2015, 23:36 przez Mental.)
Oskarmeister
Liczba postów: 6,841
Liczba wątków: 18
Nigdy nie zagłębiałem się w gatunek westernu, ale już od dawna czaiłem się na kultową już Trylogię Dolara. No i na pierwszy strzał padł "Za garść dolarów", to był celny strzał. Sergio Leone stworzył dzieło, które już na samym początku pokazuje mi z czym będę miał do czynienia. Uwielbiam takie sceny: milczący nieznajomy tylko przygląda się bandytom, potem oni sami go zaczepiają, a następnie rewolwer idzie w ruch. Film bardzo przyjemnie się ogląda, a jak na rok 1964. uważam, że jest świetnie zrealizowany. Szczególnie uwagę przykuła muzyka Enio Morricone. Fabuła to idealna vendetta. Nasz Bezimienny widząc opustoszałe i zastraszone miasto zaczyna działać, by pozbyć się złych gości i przywrócić porządek. Dosięga go jednak zła ręka i zmaltretowany wraca po słodką zemstę. Powrót bohatera, który wstaje z kolan i wymierza sprawiedliwość to świetny motyw filmowy, który tutaj sprawił się fantastycznie. Rzeczą oczywistą jest pierwszoplanowa rola. Clint Eastwood mógłby po prostu stać w miejscu i patrzeć prosto w kamerę przez dwie godziny, a ja bym to kupił. Jest to aktor, który nie musi się wysilać, nie widzimy u niego nadmiernej ekspresji, właściwie to w ogóle nie widać, że on gra! To jest najlepsze w aktorstwie, gdy człowiek nie odtwarza postaci, ale nią się staje. Sam Bezimienny to podmiot, o którym praktycznie nic nie wiemy. Jest owiany tajemnicą i to chyba jest w nim najlepsze, że tak jak Joker z TDK, on po prostu wchodzi w trakcie dziania się historii, ale nie musimy znać jej początku. Na wyobraźnie jedynie mogą nam działać jego blizna na twarzy oraz tekst, że już raz widział małżeństwo, którzy nie dostało znikąd pomocy. Dodajmy do tego jego doświadczenie i możemy tylko pomyśleć, przez jakie rzeczy musiał przejść, by stać się Bezimiennym Rewolwerowcem. Świetna postać, co tu dużo mówić. 8.5/10. Może jeszcze dzisiaj poleci "Za kilka dolarów więcej".
24-04-2017, 21:08
Stały bywalec
Liczba postów: 4,900
Liczba wątków: 19
Później jest tylko lepiej :)
24-04-2017, 21:09
Oskarmeister
Liczba postów: 6,841
Liczba wątków: 18
"Za kilka dolarów więcej" - Gdyby nie to, że film się trochę wlecze w drugim akcie, to byłby o wiele lepszy od poprzednika. Clint jak zwykle, klasa. Na dodatek dochodzi nam nowa postać czyli Pułkownik, który odegrany jest po prostu perfekcyjnie poczynając od sceny czytania Biblii do spełnienia swojej vendetty. Bardzo dobrą postacią był tu też główny antagonista, El Indio. Niby ten sam aktor zagrał wroga w poprzedniej części, ale tutaj był lepszą postacią, bardziej schizowaną. Ogromnym plusem jest muzyka Morricone, a najlepszą sceną zdecydowanie jest finał. Dwoje ludzi stoi naprzeciwko siebie, a my boimy się o losy pozytywnej postaci. Już myślimy, że to będzie koniec, a tu nagle wchodzi Clint z ponownym włączeniem melodii z zegarka. W życiu bym się nie spodziewał, że tak mi opadnie szczena, po prostu epicka scena. A potem dochodzi jeszcze genialny tekst: "Miałem przez chwilę problemy z rachunkami", rewelacja. Jedyne do czego mogę się przyczepić to brak śladów trafień podczas strzelanin, oraz lekko ciągnący się środek filmu. 8.5/10, czyli równy poziom jak na razie.
28-04-2017, 22:28
Stały bywalec
Liczba postów: 3,286
Liczba wątków: 5
Przed Tobą nadal najlepsze :)
Kurde, aż nabrałem ochoty na odświeżenie sobie całej trylogii, zwłaszcza, że stoi na półce na DVD :)
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau
28-04-2017, 23:02
Oskarmeister
Liczba postów: 6,841
Liczba wątków: 18
Trzy godziny to chyba jednak za dużo, albo to przez oglądanie filmu na dwa razy nie do końca się wczułem. Aktorsko perełka. Clint, wiadomo, Anielskie Oczko bardzo dobry, ale w poprzedniej odsłonie ten sam aktor miał większe pole do popisu, a Tuco to chyba moja ulubiona postać. Nawet czułem tę chemię pomiędzy nim, a Bezimiennym. Morricone swoją muzyką przebił sam siebie. W ogóle widać, że Sergio osiągnął ogromny progres od czasu pierwszej części. Zdjęcia są po prostu świetne, a finał i to jak jest zmontowany jest istną perełką. Przez długi czas trwania filmu trochę mi się już dłużyło. Seria trzyma równy poziom, ale gdybym miał wybrać najlepszy epizod, wybrałbym "Za kilka dolarów więcej". Jedno jest pewne, za kilka lat wrócę do tych historii. 8.5/10. Czuję ogromną satysfakcję i dumę, że w końcu nadrobiłem Trylogię Dolara :)
01-05-2017, 01:41
Captain Skullet
Liczba postów: 20,314
Liczba wątków: 128
Widziałem tylko "Dobry, Zły i Brzydki", do pewnego momentu mi się nawet podobało, przestało gdzieś w momencie jak wpadli na żołnierzy, potem jeszcze finał był dobry. Raz potem do tego wróciłem, ale na kolejną powtórkę jakoś nie mam większej ochoty. Podobna sytuacja jak z OUATITW.
7/10
01-05-2017, 10:58
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
Gieferg, zerknij sobie na Za kilka dolarów więcej - jest krótsze, bardziej zwarte od GBU. Przy nim możesz nie czuć, że oglądasz coś za długiego.
A GBU szkodzą przywrócone w 2003 roku sceny. Pierwszy raz oglądałem ten film w 165-minutowej wersji kinowej i nie miałem wtedy żadnych problemów z jego tempem. Po zapoznaniu się z dłuższą wersją niby zdaje sobie sprawę, że wytłumaczyła ona sporo luk scenariuszowych, ale żałuję, że nie zachowałem sobie gdzieś tamtej starej wersji, tak na wszelki wielki.
Zapodaje fajny wywiad z Clintem o produkcji pierwszej części. Nie wiem czy było, ale miło posłuchać.
04-05-2017, 13:53
Stacjonarny podróżnik
Liczba postów: 650
Liczba wątków: 2
Ja też uważam FAFDM za najlepszą część. TGTB&TU jest ciut za długie już w wersji 165 min., a konkretnie - sekwencja wojenna wybija z rytmu i z klimatu. Sama w sobie nie jest zła, ale zgrzyta z resztą filmu, do której po prostu nie pasuje. FAFDM jest poza tym poważniejsze - niepozbawione humoru, ale nie tak dowcipne jak następca.
04-05-2017, 20:13
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
Jak to "też" uważasz? Dla mnie GBU jest zdecydowanie najlepszy, sekwencja bitwy wcale IMO nie odstaje, jedynym elementem do wywalenia byłby brat Tuco.
04-05-2017, 20:16
Stacjonarny podróżnik
Liczba postów: 650
Liczba wątków: 2
Oj, "też" bo zgadzam się z Krismeisterem.
04-05-2017, 21:09
Krzyżowiec
Liczba postów: 7,252
Liczba wątków: 19
Polski już nie ma.
26-05-2017, 11:30
chuck
Liczba postów: 1,527
Liczba wątków: 0
Obejrzałem jakiś czas temu jednym tchem całą trylogię i cóż mogę powiedzieć, każda kolejna część lepsza od poprzedniej, wyśmienita muzyka która momentami była lepsza niż scena do której grała.
A jeśli chodzi o ulubioną częścią, to wybierałbym między drugą i trzecią częścią, ale chyba jedna trzecia była moim zdaniem lepsza.
16-07-2017, 10:47
Twoja stara
Liczba postów: 1,105
Liczba wątków: 0
(26-05-2017, 11:30)Kluski napisał(a):
Zajebiste, tylko o co biega z tym drugim planem?
Za kilka dolarów więcej - co za arcydzieło, nie mam pytań. Fabuła, dialogi, pełnokrwiste postaci nawet na dziesiątym planie, perfekcyjna dbałość o szczegóły, scenografia, dźwięk, praca kamery, MUZYKA, miażdżący KLIMAT, żadnych mudżinów, wyjebane w kosmos kreacje aktorskie na czele z przekurwistym Lee van Cleefem i nie ustępującym mu Gian Marią Volonte, Clint to Clint, wiadomo, co ja gadam, cała obsada powinna dostać Oscara za najlepszą obsadę aktorską stulecia (dlaczego nie ma takiej kategorii?), dlaczego Lee van Cleef nie ma na koncie statuetki i ogólnie jest raczej zapomnianym aktorem?.
Każda scena w tym filmie to kanon.
wyjebało poza skalę/10
Jedyną słabością tego obrazu jest dubbing nieanglojęzycznej obsady, ale to detal
28-09-2022, 18:34
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-09-2022, 18:39 przez first-pepe.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,254
Liczba wątków: 1
Zgadzam się w zupełności.
W mojej opinii to najlepszy film z trylogii dolarowej, a Lee Van Cleef i jego charyzma przyćmiły tutaj nawet Clinta.
Kozacki film, kozackie postacie, kozacka reżyseria, muzyka - wszystko w tym filmie gra.
28-09-2022, 19:31
Twoja stara
Liczba postów: 1,105
Liczba wątków: 0
Całą trylogię oglądałem naście lat temu, w złotych czasach p2p, ale wówczas oglądałem tak masowo filmy, że z tego natłoku zapamiętałem jedynie zajebisty klimat i muzykę. I mindfuck, dlaczego dobry pułkownik Mortimer zamienił się w Złego :D
Teraz przypadkowo obejrzałem na Tvp Kultura drugą część ponownie i zakochałem się w tym filmie bezapelacyjnie. Moim zdaniem final duel jest tutaj lepszy niż Dobry, Złym i Brzydkim, nie jest tak przekombinowany.
28-09-2022, 20:28
|