14-10-2018, 18:40
|
Zimna wojna (2018) reż. Paweł Pawlikowski
|
|
Czy ten film można kupować w ciemno na bluray?
Nie lubię snobów, hipsterów i internetowych cwaniaków
Powiedziałbym, że jeśli nie odbiłeś się od Idy, lubisz ten film, to Zimna wojna też powinna usatysfakcjonować.
14-10-2018, 19:27
Zimna wojna jest wg mnie dużo łatwiej przyswajalna aniżeli Ida. Bardziej dynamiczniejszy film, więcej dzieje się na ekranie, a sama historia jest po prostu ciekawsza. Jak na film stricte artystyczny ogląda się go bardzo dobrze.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
14-10-2018, 21:07
Uważam tak samo. "Zimna wojna" to w 100% film artystyczny, ale jednocześnie nie jest trudny w odbiorze. Wręcz przeciwnie. Ma taką strukturę, że historia biegnie sprawnie, nie ma dłużyzn, muzyka leci cały czas, zdjęcia piękne. Nie ma tu oczywiście jakiejś lekkiej opowiastki, ale to zdecydowanie przystępniejsze kino niż "Ida".
.
14-10-2018, 21:27 (14-10-2018, 19:27)simek napisał(a): Powiedziałbym, że jeśli nie odbiłeś się od Idy, lubisz ten film, to Zimna wojna też powinna usatysfakcjonować. Nie wytrwałem Idy, nie spodobał mi sie temat jako mało ważny, film uznałem za nudny i bezwartościowy :(
Nie lubię snobów, hipsterów i internetowych cwaniaków
15-10-2018, 00:57 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-10-2018, 00:59 przez Pai-Chi-Wo.)
Miałem w tym tygodniu istny czarno-biały kinowy maraton: najpierw "Roma", a teraz "Zimna wojna". Byłem też ostrożny, aby znaleźć film w wersji oryginalnej, choć dziwnie się go oglądało z niemieckimi napisami, szczególnie podczas polskich przekleństw ;)
Film mi się podobał i jestem też w stanie zrozumieć dlaczego ludziom się tak podoba i zdobywa te wszystkie nagrody. Gdyż to w sumie dość klasyczna tragiczna historia miłosna, która jeszcze przez specyfikę zdjęć może przywołać dawne czasy kina z femme fatale. Czy uwierzyłem w uczucie głównych bohaterów? Zwłaszcza, że film ma tą dość specyficzną, epizodyczną formę. Ale może też dlatego też ta miłość nigdy nie mogła być szczęśliwa, gdyż ograniczała się do takich spotkań raz na jakiś czas, a kiedy bohaterowie mogli dłużej ze sobą przebywać, jednak pojawiały się tarcia. Może więc jedyną formą tej miłości był związek przerywany? Trudno mi powiedzieć, ale mimo że film jest krótki i jak pisałem są te przeskoki w czasie, to jednak kupiłem go jako spójną historię, którą naprawdę się przejąłem. Wiadomo Joanna Kulig, trochę jak Bridget Bardot rozsadza ekran swoją energią, Tomasz Kot wypada dobrze, ale miał zupełnie inną rolę do odegrania. Borys Szyc to wiadomo taki komunistyczny aparatczyk, trochę przerysowany, ale też w porządku. Kulesza z mniejszą rolą, ale dalej trzyma poziom. Wiadomo ładne zdjęcie, interesujący dobór muzycznego repertuaru i podoba mi się też oddanie epoki. Zwłaszcza, że wydarzenia historyczne są tłem do całej historii i nie ma tu martyrologii i krzyczenia do widza "Patrzcie jak my Polacy cierpieliśmy!". I taka forma mi się zdecydowanie bardziej podoba i nawet jest według mnie dla widza czytelniejsza. W ostateczności też krótki czas trwania filmu zaliczam na plus. Dobry film i jak zdobędzie dalsze nagrody z Oscarem łącznie, to będzie to dobra decyzja. Nawet jeżeli osobiście w filmach zagranicznych wyżej stawiałbym "Romę". Ale to byłoby coś, przez dziesięciolecia nic, a tu nagle dwa Oscary dla polskiego filmu i to jeszcze dla tego samego reżysera i dwa razy za film czarno-biały. 7,5/10 21-12-2018, 14:21 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-12-2018, 14:21 przez Lawrence.)
Film bardzo dobry, lepszy od "Idy". Nie nudziłem się, tak jak przy poprzednim filmie Pawlikowskiego. Fabuła jest zgrabna, chociaż przy tak krótkim czasie trwania filmu sama historia jest tak szeroka, że mimo wygodzie oglądania nie czuję się w pełni spełniony. Pierwsza sprawa - reżyseria i zdjęcia to klasa. Każdy kadr jest dokładnie przemyślany i nadaje się do obramowania, czyste mistrzostwo. Obsada to głównie Kot i Kulig, Szyc jak Szyc, a Kuleszy było bardzo malutko. Kot to kot, przyciąga, magnetyzuje, a jak wywija palcami na klawiszach to wygrywa wszystko. Kulig jest równie genialna, ale w przeciwieństwie do Kota, jej postać jest trudna do polubienia. Motywację postaci Kota rozumiem absolutnie. Spełnia się muzycznie, realizuje marzenia, i przy okazji zakochuje się w dziewczynie z zespołu. Potem spełnia się w Paryżu, jedzie tam i z powrotem dla Zuzy, i pomaga jej zaistnieć i nagrać album. Zuza?
Bądź co bądź, po seansie byłem ogólnie zachwycony. 8.5/10.
31-12-2018, 00:21
Wow. Spora niespodzianka. Różne opinie, w tym wasze obniżyły moje oczekiwania. Bardziej niż z rzeczywistej chęci obejrzałem, bo wypada, bo nie pamiętam, żeby jakiś inny polski film zrobił tyle zamieszania za granicą. Wśród twórców, których lubię a przynajmniej takich, którzy sporo pewnie widzieli. Ale też w podsumowaniach roku na blogach, twiterze itd. Nie spodziewałem się, że hype nawet jeśli nie w 100% to jest jednak uzasadniony. Moim zdaniem film jest zauważalnie lepszy niż Ida.
Co mi się podobało: - zdjęcia - kręciłem nosem na fakt, że znowu taki same, ale są one po prostu świetne. Może kolor by tu był jeszcze lepszy, ale tak jak jest, jest super. Bez aż takiego epatowania "dziwnym" kadrowaniem jak w Idzie, naturalniej. - realizacja ogólnie - nadal mam opory przed wychwalaniem Pawlikowskiego jako reżysera, wydaje mi się, że jest "tylko" bardzo dobrym rzemieślnikiem, ale tu jeszcze bardziej niż w Idzie pokazuje, że warsztat ma przynajmniej bardzo dobry, reżyseruje pewną ręką, w najgorszym razie potrafi po prostu podglądać lepszych i zastosować obserwacje w praktyce czego ciągle w polskim kinie mi bardzo brakuje. W obszarze kina artystycznego ktoś jest mu w Polsce w stanie podskoczyć? Może Matuszyński od Ostatniej rodziny, która nie do końca mi się podobała, ale akurat realizacyjnie była bardzo dobra. Skonieczny pokazał w Ślepnąc... że ogrania, ale aż tak dojrzały i pewny nie jest chyba. Tak czy inaczej nie ma się tutaj za bardzo czego przyczepić. Podoba mi się praca kamery (szczególnie te powolne szerokie spiralne obroty kończące się na jakimś detalu, postaci), montaż też na plus, scenografia podobnie. - szkoda, że Wiktor to zdecydowanie słabsza postać niż Zula i Kot nie miał do zagrania czegoś na miarę swojego potencjału, ale są momenty, w których Pawlikowski potrafi pokazać znowu ciekawą i intrygującą relację między postaciami. W Idzie wyszło to co prawda lepiej, tutaj zabrakło jednak trochę pogłębienia postaci, szczególnie właśnie Wiktora i może uzasadnienia pewnych działań, ale i tak jest dobrze. - właśnie, jeśli chodzi o chyba najczęstszy zarzut dotyczący scenariusza, czyli niepokazanie ważnych wydarzeń w życiu bohaterów to owszem, do pewnego momentu myślałem, że się w 100% zgodzę. Na początku miałem w ogóle wrażenie, że film jest zbyt zdystansowany, praktycznie nie zbliża się do głównych bohaterów, po prostu sobie gdzieś tam przemykają po ekranie (swoją drogą trochę podobnie jak bohaterowie konkurencyjnej Romy). Czym dalej, tym bardziej byłem przekonany do takiej rwanej narracji. Ważnymi wydarzeniami w ich życiu były ich spotkania, punkty zwrotne w ich związku. A nie decyzje zawodowe czy nawet fakt trafienia do więzienia. Nie wiem czy nie przypisuje Pawlikowskiemu zbyt dużych zasług, ale wydaje mi się, że jest to zabieg jak najbardziej zamierzony i co ważniejsze w dużej mierze udany. Na pewno jest trochę odejściem od sztampy, tego, czego można się było spodziewać. Wątpię, żeby to była bezpośrednia inspiracja, ale ja to odbieram jako taką smutniejszą wersję trylogii Before, którą uwielbiam. Tam też luki w biografii uzupełniać można było tylko na podstawie dialogów i domysłów i to i tak tylko te najważniejsze. - inne już dużo słabsze skojarzenie jakie miałem to Phantom Thread, który z oczywistych względów jest jeszcze mniej prawdopodobny jako inspiracja - mam na myśli związek utalentowanego, starszego faceta, artysty trochę rozkapryszonego z prostą, rezolutną dziewczyną. Szkoda, że ten lub inny aspekt ich związku nie został pogłębiony, bo trochę jednak zabrakło w tym wszystkim większej zadziorności, prawdziwości. Jak Zula mówi, że ona by nie wyjechała sama albo z bólem wzdycha "co my narobiliśmy" to to jest dobre. Szkoda, że nie ma tego więcej i bardziej intensywnie. - bo takiej roli nie spełnia u mnie zakończenie. Owszem niby jest mocne, nie do końca się zgadzam z zarzutami, że kompletnie nieuzasadnione, ale jednak nie wiem czy potrzebne. Dosyć łatwo wysunąć zarzut, że jest na siłę szokujące, nieprzystające do dosyć subtelnej reszty. Ogólnie seans jak najbardziej udany. Słabe 8/10 nie będzie chyba wielkim nadużyciem. Może kiedyś zweryfikuję. Na pewno cieszę się bardziej i bardziej będę kibicował na BAFTA-ch i Oscarach niż Idzie. O, jeszcze jeden plus mi się przypomniał - brak nachalnego politykowania. Tło społeczne jest właśnie tylko tłem. Po pierwszych recenzjach myślałem, że bardziej to będzie obraz związku na tle zmieniającej się Polski, ale tak nie jest. Z tego względu też ułatwi to Zimnej Wojnie stanie się uniwersalnym, małym klasykiem kina światowego, co też jest fajne i nie często się przytrafia polskim filmom. 10-01-2019, 22:49 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-01-2019, 22:52 przez PropJoe.)
Takie coś z 1998 roku:
Nie lubię snobów, hipsterów i internetowych cwaniaków
15-01-2019, 01:23 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-01-2019, 01:24 przez Pai-Chi-Wo.)
Rzeczywiście. Trochę lepsze od męczącej "Idy".
3/10 co za badziew.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 17-01-2019, 00:52 (17-01-2019, 00:52)shamar napisał(a): Rzeczywiście. Trochę lepsze od męczącej "Idy". Jakbym siebie czytał :D ... ale nie, nie, jeszcze nie oglądałem... Sprzedaje się jak świeże bułeczki ale jak mnie tylko trochę znudzi tak jak Ida to pojadę po tym jak po szmacie.
Nie lubię snobów, hipsterów i internetowych cwaniaków
25-01-2019, 19:12
Muszę się poprawić bo sprawdziłem co wystawilem "Idzie" - 3.
Więc tu będzie 4/10. A recenzja? Poszatkowany zlepek scen "trudnej" miłości, między roztrzepana chlopką i naiwniakiem wielkomiejskim którą.., mam totalnie w d. A w tle 45 razy "2 serduszka, 4 oczy" w 15tu wersjach ;) I w sumie - zapadajaca w pamiec jest tylko ta jedna scena, z tym spokojnym wykonaniem, bez cięć Jaki film - taka recenzja
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 25-01-2019, 20:03 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-01-2019, 20:06 przez shamar.)
No raczej nie polubię się z Pawlikowskim. Film trwa 80 minut, z czego 40 to coraz nowsze interpretacje Dwóch Serduszek, pieśni ludowe i chodząca po ulicach para Kulig-Kot. Nie przeczę, Joanna w tym filmie to jeden wielki wygryw, rola życia, "myszka z charakterem". Tylko co z tego skoro cała historia jest pozbawiona energii, a decyzje bohaterów podejmowane są na zasadzie "bo tak". Nie mam alergii na artystyczne kino, ale nie lubię gdy pod takim płaszczykiem przemyca się film prosty jak budowa cepa, a do tego pozbawiony emocji na podstawowym poziomie, z dialogami sztucznie pompowanymi "kurvami" i kończący się bez pomysłu (to było straszne).
Na plus: - Kulig - Zdjęcia - Scena z gościem spadającym z drabiny 5/10 i nie zamierzam do tego wracać nigdy.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
10-02-2019, 14:34 (10-02-2019, 14:34)Snappik napisał(a): Nie mam alergii na artystyczne kino, ale nie lubię gdy pod takim płaszczykiem przemyca się film prosty jak budowa cepa, a do tego pozbawiony emocji na podstawowym poziomie, z dialogami sztucznie pompowanymi "kurvami" i kończący się bez pomysłu (to było straszne). Prosta jak budowa cepa to jest bohaterka grana przez Kuligową i stąd te "kurvy". To taki typ kobiety to by była dzisiejsza blachara na dyskotekach, tylko jak na tamte czasy osadzona w zespole socjalistycznej pieśni, tańca i ruchańca. Poza układem cepa to taki nawet dosyć ładny film o prawdziwej miłości ponad wszystko. Nie oglądam melosów. i nie wiedziałem że to to, ale w sumie nie żałuję dobre odtworzenie tamtych czasów, trochę pokazany zachód aby podkreslić polskie dziadowstwo powojennych czasów. Chyba trochę ze zbyt dobrej strony pokazali możliwości bezpieczniackich chłopców, szkolonych przecież do gwałcenia szczotką klozetową niepokornych a tutaj rasowy uciekinier z kraju socjalistycznego i jakoś mi czegoś tu brakowało... nie powiem że to niedoróbka po prostu niedosyt :D Jak przyjdzie ochota na powtórkę to se sprezentuję to na płycie bluray.
Nie lubię snobów, hipsterów i internetowych cwaniaków
14-02-2019, 17:34 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-02-2019, 17:39 przez Pai-Chi-Wo.)
Film ratuje obsada (zaznaczam, że nie padam na kolana przed Kulig, to OK rola i nic więcej), ludowe utwory, czas akcji i fantastyczne zdjęcia, tworzące, jak w Idzie, specyficzny klimat.
Historia miała potencjał na coś wspaniałego, ale na potencjale się skończyło. Dlaczego scenariusz to ledwie niechlujny, pospieszny szkic? Nie uwierzyłem w tę miłość, bo nie dano czasu jej wybrzmieć. To króciutki zbiór epizodów, który gdyby nie pojawiające się daty mógłby dziać się na przestrzeni najwyżej kilku tygodni, ale nie dekady. Zakończenie pozostawia po sobie tylko puste echo, obojętność, rozczarowanie. Mimo wszystko 6/10 bo warto go obejrzeć. 02-11-2019, 12:25
Pojawił się na "Netflixie" to w końcu obejrzałem.
No nie jest to zły film. Ogląda się spokojnie, widoczki (zdjęcia) piękne, Kulig ma masę charyzmy i ciągnie ten film, ale Kot wcale nie jest zły. Po prostu taką miał rolę. No ale to chyba tyle plusów. Cała historia po prostu mnie nie ruszyła. Nie widać tej "chemii" między nimi. Nie wiem w sumie czemu się zakochali, czemu muszą być razem, ale nie mogą/nie chcą/nie potrafią. W sumie to też bym wybrał taki koniec jakbym miał tak żyć. Nie wiem czemu ale przypomniał mi się "Manhattan" Allena. Też czarno-białe, też komplikacje uczuciowe "artysty-intelektualisty" i prostej dziewczyny. Ale tam to zagrało. Tutaj zupełnie nie. I w sumie jak sprawdziłem, bo oglądałem bardzo dawno, to "Manhattan" jest dłuższy o kilka raptem minut, a jakoś potrafi pełniej pokazać historię. Rozumiem, że takie było założenie Pawlikowskiego, że to będzie taki kolaż scenek z różnych miejsc i w różnym czasie, ale nie zagrało. Na pewno jest bardzo sprawnym rzemieślnikiem i wie o co chodzi, ale całość wygląda dla mnie jak typowy film pod zagranicznego widza. To już wolę sobie powtórzyć "Niewinnych czarodziejów". Ale w sumie nie mogę jakoś jechać specjalnie po tym. Takie powiedzmy solidne 6/10. I przy okazji zwracam honor za "Idę". To dużo lepszy film, owszem trudniejszy w odbiorze, ale do niego mogę wrócić, bo tamta historia jednak potrafiła mnie zaangażować. Ten to film jednorazowego użytku. Ale jak chcą naszego Polaka nagradzać to czemu nie :)
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
13-07-2020, 20:32
https://www.theguardian.com/stage/2023/sep/20/romance-film-cold-war-london-stage-adaptation-elvis-costello-conor-mcpherson-rupert-goold-almeida-theatre
Netflixowo-wiedźminowa Yennefer zagra rolę Kulig w scenicznej adaptacji filmu. Nie wiem co oni tam chcą pokazać, no ale niech robią. 20-09-2023, 14:15 |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |

Spoiler





