Deadwood - serial (HBO, 2004-2006) i film (2019)
No i rola Ian McShane'a jak dla mnie w TOP5 kreacji aktorskich bez podziału na film/seriale.

Odpowiedz
Może ja aż tak jej nie ubóstwiam (TOP5 zajmuje w większości DDL :D), ale ma zdecydowanie największa i najlepszą scene fizycznego cierpienia jaką w życiu widziałem. Normalnie mnie też bolało :P

Odpowiedz
W końcu nadrobione. I wydaje mi się, że temu serialowi szkodzi trochę legenda arcydzieła. Jest dobry, miejscami naprawdę bardzo dobry - ale do wybitności jednak trochę brakuje (zwłaszcza przy niekompletnej wizji, której film raczej w pełni nie domknie). Owszem, zagrany jest genialnie. Lecz jednocześnie sporo tu bullshitowych odcinków o niczym, wydarzeń, które spływają po widzu, bohaterów, którzy specjalnie nic nie wnoszą do większej całości, a zagarniają dla siebie sporo czasu ekranowego kosztem innych, ciekawszych (BTW, nagroda najbardziej irytującej persony wędruje do Trixie - zwykła dziwka, której nie zamyka się japa, a która jakimś cudem obskakuje wszystkie najważniejsze wakaty w mieście i owija sobie wszystkich wokół palca, choć wygląda wiecznie jak obrażona dama, która wszystko wie najlepiej, WTF? z rozwiązaniem tego wątku). A i zdarza się parę wybitnie przesadzonych momentów
. Poza tym forma jednak nieco zabija flow tej opowieści. Jednak bluzgi trzeba umieć sprzedać, a Deadwood pod tym względem zamienia się miejscami w Psy 3 i parodię poważnych dialogów - zwłaszcza, że każdy, niezależnie od backgroundu wypowiada się tak samo, wstawiając pińcet fucków w najprostsze zdania (co jest śmieszne jeszcze zwłaszcza w kontekście tego: Despite the intense amount of swearing on the show, in real life, no man in the 1800s would have sworn in public, especially in front of women and children. Any man doing so would have ended up getting arrested, because it was illegal to swear in public.). A to męczy i sprawia, że po jakimś czasie ma się zwyczajnie dość cocksuckerów i innych takich. Nie jestem też w stanie kupić tej całej afery z Hearstem - jasne, niby słynna persona z koneksjami, ale nie sądzę, aby przy tym, co wyprawia w takim miejscu jak Deadwood pożył tak długo (bo nie oszukujmy się, historyczna dokładność jest tu jedynie pretekstem).

Tak czy inaczej obejrzeć warto - choćby dla aktorów i tych kilku doskonałych momentów nie do zapomnienia. No i na film czekam teraz jak pojebany, licząc, że choć część rzeczy pozamykają jak trzeba.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Też robię powtórkę przed filmem i myślę, że trzeba też wziąć pod uwagę, iż Deadwood to miasto bezprawia, które funkcjonuje niejako poza strukturami ówczesnych Stanów Zjednoczonych - kiedy tam trafiamy, to w mieście nie ma szeryfa, nie funkcjonuje żadna instytucja, która mogłaby kogoś wsadzić za kraty za przeklinanie w miejscu publicznym. Niemniej kiedy pada w zdaniu informacja o agencji Pinkertona, to widzimy na twarzach bohaterów odpowiedni przestrach.

Poza tym Milch tak cudownie lokuje te swoje cocksuckery, te dialogi mają taki fajny flow, że ja to łykam bez popity. Zresztą artykuł z wikipedii wyjaśnia dlaczego jest tak, a nie inaczej i ja to akceptuję, bo może dla mnie byłoby takie trzymanie się realizmu fajne, ale większości widzów wydałoby się to śmieszne i serial zszedłby szybciej niż po trzech sezonach:

From its debut, Deadwood drew attention for its extensive profanity. It is a deliberate anachronism on the part of the creator with a twofold intent. Milch explained in several interviews that the characters were originally intended to use period slang and swear words. Such words, however, were based heavily on the time's deep religious roots and tended to be more blasphemous than scatological. Instead of being shockingly crude (in keeping with the tone of a frontier mining camp), the results sounded comical. As Geoffrey Nunberg put it "… if you put words like 'goldarn' into the mouths of the characters on Deadwood, they'd all wind up sounding like Yosemite Sam."[9]

Instead, it was decided that the show would use current profanity in order for the words to have the same impact on modern audiences as the blasphemous ones did back in the 1870s. In early episodes, the character of Mr. Wu excessively uses "cocksucker," his favorite derogatory term for those whom he dislikes. Wu is also fond of the Cantonese derogatory term "gweilo" which he applies to the camp's white males.

The other intent in regard to the frequency of the swearing was to signal to the audience the lawlessness of the camp in much the same way that the original inhabitants used it to show that they were living outside the bounds of "civil society."

The issue of the authenticity of Deadwood's dialogue has even been alluded to in the show itself. Early in the second season, E.B. Farnum has fleeced Mr. Wolcott of $9,900, and Farnum tries to console the geologist:

EB: Some ancient Italian maxim fits our situation, whose particulars escape me.

Wolcott: Is the gist that I'm shit outta luck?

EB: Did they speak that way then?

The word "fuck" is said 43 times in the first hour of the show.[10] It has been reported that the series had a total count of 2,980 "fucks" and an average of 1.56 utterances of "fuck" per minute of footage.[11]


Niemniej z resztą argumentów się zgadzam - dialogi zazwyczaj są genialne, postaci zagrane bezbłędnie, ale czasami historia się wlecze i niedomaga.

Odpowiedz
(22-04-2019, 14:00)Albertino napisał(a): Poza tym Milch tak cudownie lokuje te swoje cocksuckery, te dialogi mają taki fajny flow, że ja to łykam bez popity. Zresztą artykuł z wikipedii wyjaśnia dlaczego jest tak, a nie inaczej i ja to akceptuję

Nie zamierzam się z tym kłócić - zwłaszcza w momencie, gdy część złotych myśli bez przekleństw nie byłaby tym samym. Ale w ogólnym rozrachunku "kurw" zdaje się tu być po prostu za dużo miejscami, co niejako zabija ich moc.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
No tak, Deadwood to nie jest serial idealny, sam wywalił bym z 10-20% fucków i cocksuckerów, ale i tak uwielbiam i biorę go z dobrodziejstwem inwentarza, przykładowo te zbędne, nudne wątki - są jak w pozytywistycznej powieści, czyli same w sobie nic ciekawego, ale zebrane do kupy budują fascynującą całość.

Odpowiedz
@simek

No niekoniecznie budują. Dla mnie najbardziej zwarty i soczysty był sezon pierwszy. Braki wyszły dopiero w drugim, kiedy Swearengen leczył rany po upadku z balkonu. Robiło się po prostu monotonnie. W trzecim kompletnie niepotrzebnym i nieciekawym zapychaczem był z kolei wątek z grupą teatralną, która zajechała do miasteczka. Pamiętam, że przewijałem te sceny. "Deadwood" ma wady tak samo jak "Red Dead Redemption 2".

Odpowiedz
Dla mnie te "wydarzenia o niczym", to jedna z sił tego serialu, którą operuje jak żaden inny. Bo na poziomie intrygi w Deadwood przez 3 sezony, tak naprawdę to wiele się nie dzieje (dopiero w trzecim się nakręca). Bardzo dużo ma tutaj formę takiego momentami, prawie, że "sielankowego" przyglądaniu się grupie ludzi żyjących w specyficznych miasteczku, ale Milch tak to pisze i tak to jest zagrane, że nawet te ich codzienne perypetie i pierdoły ogląda się dla mnie jak kino najwyższej próby. Jest tu ciężar, ale jest też taka sspecyficzna poetyckość, zwykłych i mocno odmiennych od siebie ludzi, którzy próbują sobie wydziergać kawałek zwykłego życia, w trudnych warunkach.

Jest to też przez to chyba jedyny serial, który operuje w takim "gritty settingu", ala GOT, gdzie wszystko jest brudne, brutalne, nagie i obrazoburcze, ale jednocześnie nie zamienia się w edgy festiwal flaków, gwałtów, mordów i ciągłego, nieustającego kalejdoskopu ludzkiej nędzy i okrucieństwa i pokazuje, że niezależnie od warunków i nie wazne jak zjebane jest miejsce, prędzej czy pózniej tworzy się wspólnota i ludzie zaczynają po prostu żyć.

Ja też lata temu, nie zostałem zmiażdżony przez Deadwood przy pierwszym podejściu, oceniając serial po tym "co się tam dzieje", ale od pierwszego seansu, regularnie wracam do niego myślami i mogę ze skupieniem oglądać nawet najbardziej "pierdołowatą", sielankową scenę.


Jedyny wątek, któy trochę mi wadził i wydawał się niepotrzebny, to cały ten motyw teatralnej grupy.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Proteus napisał(a):Jest to też przez to chyba jedyny serial, który operuje w takim "gritty settingu" (...) nie zamienia się w edgy festiwal flaków

Bo to najbardziej realistyczna produkcja osadzona w kontekście Starego Zachodu/Pogranicza/górniczych osad, jaką kiedykolwiek stworzono. Historia miasteczkowego Pogranicza nie zna strzelanin takich jak z "Bezprawia" Costnera. Największa odnotowana strzelanina w historii Starego Zachodu do końca XIX wieku to było O.K. Corral. Trwała dosłownie 30 sekund.

edit
Było jednak kilka większych, o których nie pamiętałem w momencie pisania. Taka najbardziej spektakularna wybuchła w indiańskim sądzie w 1872 roku podczas procesu Ezekiala Proctora. Zginęło 11 osób.

Odpowiedz
Pewnie, tylko mi nawet nie chodzi o kontekst autentycznych realiów dzikego zachodu, a bardziej o takie szersze, popkulturowe ujęcie.

W ostatniej dekadzie obrodziło nam w serialach, filmach, grach, komiksach, takich właśnie mocno "gritty" dzieł, operujących we wszelkich post-apo, czy pseudo-średniowiecznych settingach, gdzie nacisk stawia się na realistyczne i bezkompromisowe przedstawienie brutalnych realiów. No i spoko, wszyscy tego przecież chcemy -  R'kowego ujęcia poważnych sytuacji. Tylko problem polega na tym, że bardzo często - właściwie to prawie zawsze - prędzej czy pózniej zamienia się to w taki nachalny festiwal łopatologicznego wbijania ludziom do głowy, że "JAK ŚREDNIOWIECZE, ALBO UPADEK CYWILIZACJI, TO WSZĘDZIE TYLKO KURWA GWAŁTY I MORDY I NIKOMU NIE MOŻNA ZAUFAĆ I WSZEDZIE SĄ PSYCHOPACI I TORTUUUUUURY I WSZYSTKO JEST BRUDNE I ODRAPANE I NIE DA SIĘ PRZEJŚĆ SPOKOJNIE ULICĄ PO MIEŚCIE BEZ DOSTANIA KOSY MIĘDZY ŻEBRA"

W efekcie coś co miało być poważnym ujęciem tematu, zaczyna wyglądać jak taka szczeniacka, nachalna pretensja i po prostu czysta, artystyczna stylizacja. I to taka, która paradokaslanie sprawia, że te światy są pod pewnym względem mniej przekonywujące, bo człowiek ma problemy z wyobrażeniem sobie, jak ci wszyscy ludzie zasiedlajacy ten świat, żyją te swoje codzienne życia.

Oczywiście, standardowy kontrargument, to zwrócenie uwagi na ludzką historię i to, że średniowieczu odpierdalano rzeczy gorsze niż w Grze o Tron i że kiedyś to rzeczywiście nie było sielanki, tylko bród, smród, krew, zabobon, niesprawiedliwość społeczna i mnóstwo ludzkiego okrucieństwa. Oczywiście, tyle że to niekoniecznie była codzienność. Był czas na śmiech, na taniec, na rodzinne relacje i na po prostu życie, bez codziennego patrzenia na każdego przechodnia jak na kogoś, kto cie zaraz zgwałci, ograbi i zaszytletuje (niekoniecznie w tej kolejności). Był czas na zwykłe życie, bez codziennego myślenia o tym, że jest się w piekle. Zresztą to właśnie prawdziwe życie, czesto pokazuje ile warte jest to pierdolenie, że jak tylko padnie cywilizacja, to wszyscy zamieniają się w zwierzęta, biorąc pod uwagę jak często ludzie wykazują solidarność, gdy następuje jakaś katastrofa.

Czasy gdy jarałem się filmowymi analizami na Cracked.com, już dawno mineły, wraz z renomą tej obecnie mocno nierównej strony, ale pamiętam, że mieli oni kiedyś serię kilku artykułów naśmiewających się z ideii apokalipsy zombie. W większości to było takie niewinne podśmiechiwanie, którego nie należało brać na serio, bo wiadomo, że krytykowanie ideii zagrożenia ze strony Zombie dlatego, że są "powolni i po czasie powinni ulec procesowi rozkładu", to takie głupkowate zignorowanie zasad konwencji. Ale, pamiętam, że mieli jeden artykuł w tej serii, w którym był jeden punkt, który wydał mi się bardzo celny i prawdziwy. Był to punkt, naśmiewający się z tej popkulturowej ideii, ala The Walking Dead, że jak nastąpi apokalipsa, to świat będzie należał do hardcorowców i psycholi. Że zwykli ludzie w koszulach w kratę pójdą do piachu, a ziemią będą rządzić czarne laski z katanami i białasy z kuszami, a każdą ludzką osadą będzie rządził Negan, bo nowe, trudne realia świata będą tego wymagąć. W artykule twierdzili, że takie myślenie to czysta, artystyczna konwencja udająca realizm, i że ludzkie społeczeństwa tak nie działają. Że po początkowym okresie paniki i niewiedzy, w ludzkich grupach bardziej ceniony od psychola z bronią, będzie ktoś kto potrafi grać na gitarze, opowiadać dobre historie przy ognisku, albo przygotować obiad, tak by ludzie nie stracili zmysłów od monotonii. I że generalnie, niezależnie od zjebania sytuacji, prędzej czy pozniej "life finds a way" i ludzie się przystosowują, co Deadwood pięknie pokazuje. Więcej czasu na życie, mniej na odpierdalanie Mad Maxowych szaleństwa z maczetą i karabinem.

Gdyby Deadwood ocenić po pozorach, to "na papierze" może wydawać się jak najbardziej pretensjonalnie "Edgy", nachalnie obrazoburczy serial ever. Wszędzie tylko bród smród, co drugi bohater wygląda jakby się wytarzał w gównie, w powietrzu unosi się zapach moczu, whisky i spoconego górnika, którego kutas został przed chwilą opędzlowany przez starą prostytukę z chorobą weneryczną. Każdego faceta nazywa się lachociągiem, a każdą kobietę pizdą. Słowo "fuck" wykorzystywane jest niczym interpunkcja w wypowiedziach. ALE....w przeciwieństwie do innych serialów tego typu, ta brutalność swiata przedstawionego, ona sobie...."po prostu jest". I tyle. Jest pokazana, jest widoczna, ale tak jakby w sumie bardziej w tle. Nie ma tutaj nachalnego szczucia cycem, czy skupiania kamery na flakach. Setting jest brutalny i bezkompromisowy, ale ludzie, którzy go zapełniają są na pierwszym miejscu i nikt z nich nie jest karykaturą.

Mało które dzieło sztuki, potrafi tyle emocji wycisnąć z czegoś tak przyziemnego, jak czyjeś problemy z kamieniem pęcherza, a Deadwood potrafi.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
(22-04-2019, 16:32)Proteus napisał(a): Setting jest brutalny i bezkompromisowy, ale ludzie, którzy go zapełniają są na pierwszym miejscu i nikt z nich nie jest karykaturą.

A temu przyklasnę, bo postaci - abstrahując od ich przywar i zalet - niosą ewidentnie ten serial. Zresztą same nazwiska to armia przekozaków (wielka szkoda, że części z nich już z nami nie ma), które samoistnie przykuwają uwagę. Dlatego też nie przeszkadzał mi specjalnie wątek teatralny, bo sprzedaje go bezbłędnie Brian Cox i patrzy się na niego z prawdziwą przyjemnością (co ciekawe, ktoś kiedyś gdzieś napisał, że Deadwood ma teatralną inscenizację właśnie, i tu też jest coś na rzeczy). Dlatego też tak bardzo cenię sobie wątek Richardsona, który zwyczajnie ubarwia ten świat... sobą. I to wystarcza. Niemniej nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby całość nieco bardziej doszlifować i trochę zmniejszyć ilość pobocznych, zbędnych pierdół (jak ten synek z Liberii) i dorzucić trochę fabularnego mięsa (nie oszukujmy się, niektóre odcinki kończą się w taki sposób, jakby brakło pomysłów albo więcej czasu ekranowego) to byłby to zdecydowanie lepszy twór. 
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Proteus napisał(a):nachalny festiwal łopatologicznego wbijania ludziom do głowy, że "JAK ŚREDNIOWIECZE, ALBO UPADEK CYWILIZACJI, TO WSZĘDZIE TYLKO do kroćset fur beczek! GWAŁTY I MORDY I NIKOMU NIE MOŻNA ZAUFAĆ I WSZEDZIE SĄ PSYCHOPACI I TORTUUUUUURY I WSZYSTKO JEST BRUDNE I ODRAPANE I NIE DA SIĘ PRZEJŚĆ SPOKOJNIE ULICĄ PO MIEŚCIE BEZ DOSTANIA KOSY MIĘDZY ŻEBRA"

Też mnie to wkurwia. I jak średniowiecze to obowiązkowo ludzie bez zębów albo z uzębieniem przeżartym próchnicą jak kwasem.


Odpowiedz
@Proteus świetny post, wszystko trafione w punkt :)

Odpowiedz
(22-04-2019, 16:52)Mefisto napisał(a): i dorzucić trochę fabularnego mięsa (nie oszukujmy się, niektóre odcinki kończą się w taki sposób, jakby brakło pomysłów albo więcej czasu ekranowego)
To chyba wynika z tego, że proces tworzenia tego serialu były zdaje sie bardzo otwarty i płynny. Bodajże Olyphant w rozmowie w podcaście Nerdist mówił chyba o tym, że ta praca wyglądała mocno jak Milch bawiący się w piaskownicy - tu coś mu wpadło mu do głowy, tu nakręcili scenę do innego odcinka, tu coś dodali, itp.

Tak mi się wydaje - mogłem źle to zapamiętać i coś przekręcić, więc polecam przesłuchać tę rozmowę z Olyphantem i mnie poprawić, ale pamietam, że ten proces produkcji wyglądał stosunkowo niekonwencjonalnie.

Choć dziś też się tak trochę w serialach - np. GOT - kręci, że kręcą sceny do późniejszych odcinków wcześniej, ale z tego, co zrozumiałem wtedy to w przypadku Deadwood to było bardzie spontaniczne i żywe. Co też ma sens, bo scenografie mieli cały czas zbudowaną, więc mozna było się bawić. :D To musiało być ciekawe doświadczenie.

Proteus, są jakieś duże mejkingofy Dedłud?

Odpowiedz
@Russell Crov

Oprócz wywiadów z Milchem i niektórymi członkami obsady, to nigdy nie zgłębiałem making offów serialu, ale pamiętam, że chyba tutaj w tym wątku, polecano kiedyś jakąś książke od Milcha o Deadwood.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Po YT lata sporo wywiadów czy wypowiedzi Milcha, ale chyba dużego, dobrego making offa z prawdziwego zdarzenia jakie HBO robi teraz to nie ma.

Odpowiedz
https://www.vulture.com/2019/04/david-milch-deadwood-movie.html

Przeczytajcie koniecznie

Odpowiedz
Alzheimer's a cocksucker.

Odpowiedz
Mnie tekst ruszył, przeczytałem go nawet z 3 razy aby zrozumieć jak najwięcej. Teraz nadchodzący film jest jeszcze ważniejszy.

Odpowiedz

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  The Boys (Amazon, 2019 -) Mierzwiak 416 68,306 23-05-2026, 22:17
Ostatni post: Scheckley
  For All Mankind (Apple, 2019) Pelivaron 98 17,218 23-05-2026, 13:32
Ostatni post: michax
  The Big Bang Theory (CBS, 2007-2019) Negrin 45 14,137 14-05-2026, 01:07
Ostatni post: Pelivaron
  Euphoria / Euforia (HBO, 2019- ) Kuba 60 9,389 12-05-2026, 08:02
Ostatni post: Phlogiston2
  Twin Peaks - serial (ABC / Showtime, 1990-2017) i film Fire Walk With Me (1992) military 1,261 217,564 04-05-2026, 01:29
Ostatni post: michax
  The Witcher (Netflix, 2019-) Gal Anonim 2,774 317,585 22-04-2026, 23:53
Ostatni post: shamar
  Glina (TVP, 2004-2008) shot 164 30,959 17-03-2026, 13:29
Ostatni post: shamar
  Game of Thrones (HBO, 2011-2019) jarod 6,490 1,003,277 05-03-2026, 01:12
Ostatni post: Pelivaron
  Friends (NBC, 1994-2004) Mefisto 307 75,298 04-03-2026, 20:43
Ostatni post: Bucho
  Breaking Bad - serial (AMC, 2008-2013) i film El Camino (Netflix, 2019) Albertino 1,662 389,094 22-12-2025, 20:11
Ostatni post: Pelivaron



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości