Ale padaka. Bitki nawet fajnie nakręcone, strzelaniny też, ale cała reszta to bidna rusko-bułgarsko-rumuńska produkcja. Jest tu może czterech rasowo anglojęzycznych aktorów, reszta to kacapy. Nawet w rolach Amerykanów!
Chciałem by po "JCVD" to był mój pierwszy film z nim, co by dać mu szansę nazbierać kasy na lepszy projekt, będący kontynuacją jego najlepszego filmu. Naiwne to było z mojej strony. To kolejna tania, dziadowska produkcja nakręcona za budżet bezdomnych ludzi, która powinna trafić od razu na żółtego VHSa.
Sam Van Damme pojawia się dopiero po 30 minutach jako stary kloszard, który nie potrafi się wtopić w społeczeństwo i potrzebuje wojskowego psychiatry. Pierwsza akcyjka z nim to pobicie beja w barze. Serio. Poza tym, to rola całkowicie drugoplanowa, gdyż potem Jean-Claude znika z ekranu i pojawia się dopiero jak zostaje odeskortowany na super montaż treningowy "Rocky spotyka Gwiezdne Wojny", czyli prawie na końcu tego dennego filmu!
Jako smaczek w obsadzie na 5 minut znalazł się także doktor Lundgren, po to by stoczyć walkę z Van Damem i umrzeć, co stanowi najlepszy moment w całym filmie. Mega pomysłowa i brutalna epa. Szkoda, że to tylko 10 sekund na półtorej godziny.
Ogólnie miałem wrażenie, że to ruski film, o ruskim UniSolu, granym przez ruskiego miszcza MMA, który w dodatku musi udawać, żę klepie się gorzej niż dziadek, co pojawia się na końcu by mu skopać dupsko. Przez cały film rozwalał zastępy ruskich statystów i kaskaderów w replikach amerykańskich mundurów w czadowy sposób, by w finale podkładać się pod kopnięcia z obrotu emerytowanego Belga, który już nawet nie kopnie na wysokość głowy. Porażka.
1+/10
Ein...
Zwei...
![[Obrazek: 42316179.jpg]](http://img685.imageshack.us/img685/1980/42316179.jpg)
Die!
Chciałem by po "JCVD" to był mój pierwszy film z nim, co by dać mu szansę nazbierać kasy na lepszy projekt, będący kontynuacją jego najlepszego filmu. Naiwne to było z mojej strony. To kolejna tania, dziadowska produkcja nakręcona za budżet bezdomnych ludzi, która powinna trafić od razu na żółtego VHSa.
Sam Van Damme pojawia się dopiero po 30 minutach jako stary kloszard, który nie potrafi się wtopić w społeczeństwo i potrzebuje wojskowego psychiatry. Pierwsza akcyjka z nim to pobicie beja w barze. Serio. Poza tym, to rola całkowicie drugoplanowa, gdyż potem Jean-Claude znika z ekranu i pojawia się dopiero jak zostaje odeskortowany na super montaż treningowy "Rocky spotyka Gwiezdne Wojny", czyli prawie na końcu tego dennego filmu!
Jako smaczek w obsadzie na 5 minut znalazł się także doktor Lundgren, po to by stoczyć walkę z Van Damem i umrzeć, co stanowi najlepszy moment w całym filmie. Mega pomysłowa i brutalna epa. Szkoda, że to tylko 10 sekund na półtorej godziny.
Ogólnie miałem wrażenie, że to ruski film, o ruskim UniSolu, granym przez ruskiego miszcza MMA, który w dodatku musi udawać, żę klepie się gorzej niż dziadek, co pojawia się na końcu by mu skopać dupsko. Przez cały film rozwalał zastępy ruskich statystów i kaskaderów w replikach amerykańskich mundurów w czadowy sposób, by w finale podkładać się pod kopnięcia z obrotu emerytowanego Belga, który już nawet nie kopnie na wysokość głowy. Porażka.
1+/10
Ein...
Zwei...
![[Obrazek: 42316179.jpg]](http://img685.imageshack.us/img685/1980/42316179.jpg)
Die!
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi
-- Laozi
02-01-2010, 10:07





