Zacząłem na początku roku, skończyłem wczoraj. Chyba najlepszy serial, jaki widziałem [tuż obok SoA], jest jednak kilka "ale". Mianowicie:
1. Trzeci sezon męczący przez nagromadzenie niepotrzebnych wątków. Weźmy takich braci Earpów - pojawili się w serialu chyba tylko dlatego, że źródła historyczne podają, że prawdopodobnie Wyatt kręcił się w tamtych okolicach w tamtym czasie.
Nic nie przebije jednak trupy teatralnej - wątek starego aktora nudny i niepotrzebny. Jakkolwiek sama postać Langrishe'a miała swoje momenty [zyskiwała przede wszystkim w scenach rozmów z Alem i z Hearstem].
2. Kilka postaci scenarzyści ciągnęli na siłę. Na przykład Calamity Jane - przez ostatnie dwa sezony nie robiła nic poza chlaniem, nie miała na nic wpływu, a wątek męczył. Zwłaszcza w finale, w którym niepotrzebnie zajmował miejsce na prawdziwe mięcho, jakim była Inną zmarnowaną postacią był Cy Tolliver - w sezonie pierwszym świetny, w drugim też dawał czadu, a w trzecim, jak już ktoś przede mną wspomniał, stał się męczący przez swoje psychopatyczne jazdy. W założeniu miał być nieprzewidywalnym świrem, ale chyba jednak nie wyszło.
To samo dotyczyło miejscowego rasisty - co za dużo, to niezdrowo. Jego postać działała mi na nerwy do tego stopnia, że Zalet wymieniać nie będę, bo parę osób powyżej już to zrobiło :) Co więcej, nie uważam wcale, że serial się "urywa". Wszystkie wątki są podomykane lub z grubsza podomykane, a No i jeszcze jedno: "Deadwood" nabyłem legalnie, polskie wydania pierwszych dwóch sezonów i brytyjski sezon trzeci. Płyty z tym ostatnim zostały zabezpieczone na tyle różnych sposobów, że oglądanie serialu na kompie okazało się praktycznie niemożliwe. W rezultacie cały sezon zassałem z netu. Brawa dla wydawców...
1. Trzeci sezon męczący przez nagromadzenie niepotrzebnych wątków. Weźmy takich braci Earpów - pojawili się w serialu chyba tylko dlatego, że źródła historyczne podają, że prawdopodobnie Wyatt kręcił się w tamtych okolicach w tamtym czasie.
Nic nie przebije jednak trupy teatralnej - wątek starego aktora nudny i niepotrzebny. Jakkolwiek sama postać Langrishe'a miała swoje momenty [zyskiwała przede wszystkim w scenach rozmów z Alem i z Hearstem].
2. Kilka postaci scenarzyści ciągnęli na siłę. Na przykład Calamity Jane - przez ostatnie dwa sezony nie robiła nic poza chlaniem, nie miała na nic wpływu, a wątek męczył. Zwłaszcza w finale, w którym niepotrzebnie zajmował miejsce na prawdziwe mięcho, jakim była Inną zmarnowaną postacią był Cy Tolliver - w sezonie pierwszym świetny, w drugim też dawał czadu, a w trzecim, jak już ktoś przede mną wspomniał, stał się męczący przez swoje psychopatyczne jazdy. W założeniu miał być nieprzewidywalnym świrem, ale chyba jednak nie wyszło.
To samo dotyczyło miejscowego rasisty - co za dużo, to niezdrowo. Jego postać działała mi na nerwy do tego stopnia, że Zalet wymieniać nie będę, bo parę osób powyżej już to zrobiło :) Co więcej, nie uważam wcale, że serial się "urywa". Wszystkie wątki są podomykane lub z grubsza podomykane, a No i jeszcze jedno: "Deadwood" nabyłem legalnie, polskie wydania pierwszych dwóch sezonów i brytyjski sezon trzeci. Płyty z tym ostatnim zostały zabezpieczone na tyle różnych sposobów, że oglądanie serialu na kompie okazało się praktycznie niemożliwe. W rezultacie cały sezon zassałem z netu. Brawa dla wydawców...
25-05-2012, 16:08
Spoiler




