Pewnie, tylko mi nawet nie chodzi o kontekst autentycznych realiów dzikego zachodu, a bardziej o takie szersze, popkulturowe ujęcie.
W ostatniej dekadzie obrodziło nam w serialach, filmach, grach, komiksach, takich właśnie mocno "gritty" dzieł, operujących we wszelkich post-apo, czy pseudo-średniowiecznych settingach, gdzie nacisk stawia się na realistyczne i bezkompromisowe przedstawienie brutalnych realiów. No i spoko, wszyscy tego przecież chcemy - R'kowego ujęcia poważnych sytuacji. Tylko problem polega na tym, że bardzo często - właściwie to prawie zawsze - prędzej czy pózniej zamienia się to w taki nachalny festiwal łopatologicznego wbijania ludziom do głowy, że "JAK ŚREDNIOWIECZE, ALBO UPADEK CYWILIZACJI, TO WSZĘDZIE TYLKO KURWA GWAŁTY I MORDY I NIKOMU NIE MOŻNA ZAUFAĆ I WSZEDZIE SĄ PSYCHOPACI I TORTUUUUUURY I WSZYSTKO JEST BRUDNE I ODRAPANE I NIE DA SIĘ PRZEJŚĆ SPOKOJNIE ULICĄ PO MIEŚCIE BEZ DOSTANIA KOSY MIĘDZY ŻEBRA"
W efekcie coś co miało być poważnym ujęciem tematu, zaczyna wyglądać jak taka szczeniacka, nachalna pretensja i po prostu czysta, artystyczna stylizacja. I to taka, która paradokaslanie sprawia, że te światy są pod pewnym względem mniej przekonywujące, bo człowiek ma problemy z wyobrażeniem sobie, jak ci wszyscy ludzie zasiedlajacy ten świat, żyją te swoje codzienne życia.
Oczywiście, standardowy kontrargument, to zwrócenie uwagi na ludzką historię i to, że średniowieczu odpierdalano rzeczy gorsze niż w Grze o Tron i że kiedyś to rzeczywiście nie było sielanki, tylko bród, smród, krew, zabobon, niesprawiedliwość społeczna i mnóstwo ludzkiego okrucieństwa. Oczywiście, tyle że to niekoniecznie była codzienność. Był czas na śmiech, na taniec, na rodzinne relacje i na po prostu życie, bez codziennego patrzenia na każdego przechodnia jak na kogoś, kto cie zaraz zgwałci, ograbi i zaszytletuje (niekoniecznie w tej kolejności). Był czas na zwykłe życie, bez codziennego myślenia o tym, że jest się w piekle. Zresztą to właśnie prawdziwe życie, czesto pokazuje ile warte jest to pierdolenie, że jak tylko padnie cywilizacja, to wszyscy zamieniają się w zwierzęta, biorąc pod uwagę jak często ludzie wykazują solidarność, gdy następuje jakaś katastrofa.
Czasy gdy jarałem się filmowymi analizami na Cracked.com, już dawno mineły, wraz z renomą tej obecnie mocno nierównej strony, ale pamiętam, że mieli oni kiedyś serię kilku artykułów naśmiewających się z ideii apokalipsy zombie. W większości to było takie niewinne podśmiechiwanie, którego nie należało brać na serio, bo wiadomo, że krytykowanie ideii zagrożenia ze strony Zombie dlatego, że są "powolni i po czasie powinni ulec procesowi rozkładu", to takie głupkowate zignorowanie zasad konwencji. Ale, pamiętam, że mieli jeden artykuł w tej serii, w którym był jeden punkt, który wydał mi się bardzo celny i prawdziwy. Był to punkt, naśmiewający się z tej popkulturowej ideii, ala The Walking Dead, że jak nastąpi apokalipsa, to świat będzie należał do hardcorowców i psycholi. Że zwykli ludzie w koszulach w kratę pójdą do piachu, a ziemią będą rządzić czarne laski z katanami i białasy z kuszami, a każdą ludzką osadą będzie rządził Negan, bo nowe, trudne realia świata będą tego wymagąć. W artykule twierdzili, że takie myślenie to czysta, artystyczna konwencja udająca realizm, i że ludzkie społeczeństwa tak nie działają. Że po początkowym okresie paniki i niewiedzy, w ludzkich grupach bardziej ceniony od psychola z bronią, będzie ktoś kto potrafi grać na gitarze, opowiadać dobre historie przy ognisku, albo przygotować obiad, tak by ludzie nie stracili zmysłów od monotonii. I że generalnie, niezależnie od zjebania sytuacji, prędzej czy pozniej "life finds a way" i ludzie się przystosowują, co Deadwood pięknie pokazuje. Więcej czasu na życie, mniej na odpierdalanie Mad Maxowych szaleństwa z maczetą i karabinem.
Gdyby Deadwood ocenić po pozorach, to "na papierze" może wydawać się jak najbardziej pretensjonalnie "Edgy", nachalnie obrazoburczy serial ever. Wszędzie tylko bród smród, co drugi bohater wygląda jakby się wytarzał w gównie, w powietrzu unosi się zapach moczu, whisky i spoconego górnika, którego kutas został przed chwilą opędzlowany przez starą prostytukę z chorobą weneryczną. Każdego faceta nazywa się lachociągiem, a każdą kobietę pizdą. Słowo "fuck" wykorzystywane jest niczym interpunkcja w wypowiedziach. ALE....w przeciwieństwie do innych serialów tego typu, ta brutalność swiata przedstawionego, ona sobie...."po prostu jest". I tyle. Jest pokazana, jest widoczna, ale tak jakby w sumie bardziej w tle. Nie ma tutaj nachalnego szczucia cycem, czy skupiania kamery na flakach. Setting jest brutalny i bezkompromisowy, ale ludzie, którzy go zapełniają są na pierwszym miejscu i nikt z nich nie jest karykaturą.
Mało które dzieło sztuki, potrafi tyle emocji wycisnąć z czegoś tak przyziemnego, jak czyjeś problemy z kamieniem pęcherza, a Deadwood potrafi.
W ostatniej dekadzie obrodziło nam w serialach, filmach, grach, komiksach, takich właśnie mocno "gritty" dzieł, operujących we wszelkich post-apo, czy pseudo-średniowiecznych settingach, gdzie nacisk stawia się na realistyczne i bezkompromisowe przedstawienie brutalnych realiów. No i spoko, wszyscy tego przecież chcemy - R'kowego ujęcia poważnych sytuacji. Tylko problem polega na tym, że bardzo często - właściwie to prawie zawsze - prędzej czy pózniej zamienia się to w taki nachalny festiwal łopatologicznego wbijania ludziom do głowy, że "JAK ŚREDNIOWIECZE, ALBO UPADEK CYWILIZACJI, TO WSZĘDZIE TYLKO KURWA GWAŁTY I MORDY I NIKOMU NIE MOŻNA ZAUFAĆ I WSZEDZIE SĄ PSYCHOPACI I TORTUUUUUURY I WSZYSTKO JEST BRUDNE I ODRAPANE I NIE DA SIĘ PRZEJŚĆ SPOKOJNIE ULICĄ PO MIEŚCIE BEZ DOSTANIA KOSY MIĘDZY ŻEBRA"
W efekcie coś co miało być poważnym ujęciem tematu, zaczyna wyglądać jak taka szczeniacka, nachalna pretensja i po prostu czysta, artystyczna stylizacja. I to taka, która paradokaslanie sprawia, że te światy są pod pewnym względem mniej przekonywujące, bo człowiek ma problemy z wyobrażeniem sobie, jak ci wszyscy ludzie zasiedlajacy ten świat, żyją te swoje codzienne życia.
Oczywiście, standardowy kontrargument, to zwrócenie uwagi na ludzką historię i to, że średniowieczu odpierdalano rzeczy gorsze niż w Grze o Tron i że kiedyś to rzeczywiście nie było sielanki, tylko bród, smród, krew, zabobon, niesprawiedliwość społeczna i mnóstwo ludzkiego okrucieństwa. Oczywiście, tyle że to niekoniecznie była codzienność. Był czas na śmiech, na taniec, na rodzinne relacje i na po prostu życie, bez codziennego patrzenia na każdego przechodnia jak na kogoś, kto cie zaraz zgwałci, ograbi i zaszytletuje (niekoniecznie w tej kolejności). Był czas na zwykłe życie, bez codziennego myślenia o tym, że jest się w piekle. Zresztą to właśnie prawdziwe życie, czesto pokazuje ile warte jest to pierdolenie, że jak tylko padnie cywilizacja, to wszyscy zamieniają się w zwierzęta, biorąc pod uwagę jak często ludzie wykazują solidarność, gdy następuje jakaś katastrofa.
Czasy gdy jarałem się filmowymi analizami na Cracked.com, już dawno mineły, wraz z renomą tej obecnie mocno nierównej strony, ale pamiętam, że mieli oni kiedyś serię kilku artykułów naśmiewających się z ideii apokalipsy zombie. W większości to było takie niewinne podśmiechiwanie, którego nie należało brać na serio, bo wiadomo, że krytykowanie ideii zagrożenia ze strony Zombie dlatego, że są "powolni i po czasie powinni ulec procesowi rozkładu", to takie głupkowate zignorowanie zasad konwencji. Ale, pamiętam, że mieli jeden artykuł w tej serii, w którym był jeden punkt, który wydał mi się bardzo celny i prawdziwy. Był to punkt, naśmiewający się z tej popkulturowej ideii, ala The Walking Dead, że jak nastąpi apokalipsa, to świat będzie należał do hardcorowców i psycholi. Że zwykli ludzie w koszulach w kratę pójdą do piachu, a ziemią będą rządzić czarne laski z katanami i białasy z kuszami, a każdą ludzką osadą będzie rządził Negan, bo nowe, trudne realia świata będą tego wymagąć. W artykule twierdzili, że takie myślenie to czysta, artystyczna konwencja udająca realizm, i że ludzkie społeczeństwa tak nie działają. Że po początkowym okresie paniki i niewiedzy, w ludzkich grupach bardziej ceniony od psychola z bronią, będzie ktoś kto potrafi grać na gitarze, opowiadać dobre historie przy ognisku, albo przygotować obiad, tak by ludzie nie stracili zmysłów od monotonii. I że generalnie, niezależnie od zjebania sytuacji, prędzej czy pozniej "life finds a way" i ludzie się przystosowują, co Deadwood pięknie pokazuje. Więcej czasu na życie, mniej na odpierdalanie Mad Maxowych szaleństwa z maczetą i karabinem.
Gdyby Deadwood ocenić po pozorach, to "na papierze" może wydawać się jak najbardziej pretensjonalnie "Edgy", nachalnie obrazoburczy serial ever. Wszędzie tylko bród smród, co drugi bohater wygląda jakby się wytarzał w gównie, w powietrzu unosi się zapach moczu, whisky i spoconego górnika, którego kutas został przed chwilą opędzlowany przez starą prostytukę z chorobą weneryczną. Każdego faceta nazywa się lachociągiem, a każdą kobietę pizdą. Słowo "fuck" wykorzystywane jest niczym interpunkcja w wypowiedziach. ALE....w przeciwieństwie do innych serialów tego typu, ta brutalność swiata przedstawionego, ona sobie...."po prostu jest". I tyle. Jest pokazana, jest widoczna, ale tak jakby w sumie bardziej w tle. Nie ma tutaj nachalnego szczucia cycem, czy skupiania kamery na flakach. Setting jest brutalny i bezkompromisowy, ale ludzie, którzy go zapełniają są na pierwszym miejscu i nikt z nich nie jest karykaturą.
Mało które dzieło sztuki, potrafi tyle emocji wycisnąć z czegoś tak przyziemnego, jak czyjeś problemy z kamieniem pęcherza, a Deadwood potrafi.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
22-04-2019, 16:32 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-04-2019, 16:51 przez Proteus.)





