Po latach wróciłem do tej adaptacji legendy o królu Arturze, by sprawdzić, czy może poprawi mi się jej odbiór. Nie poprawił się.
Jest to jeden z tych filmów, które chciałem mieć w kolekcji głównie ze względu na tematykę i klimat, a o którym pamiętałem, że całościowo mnie nie zachwycił (widziałem go wcześniej dwa razy). Tak samo było i tym razem, przy czym należy zaznaczyć, że pierwsza połowa jest jak najbardziej w porządku, klimat i strona wizualna świetne (skojarzenia z Robinem z Sherwood nieuniknione), całkiem fajny Merlin, Artur (Nigel Terry) kojarzący się z Lukiem S...
Niestety im dalej w las tym gorzej. Gdy Artur obejmuje tron, zaczynają się niezgrabne przeskoki czasowe, narracja robi się rwana, pewne wątki są ucinane (potem postacie pojawiają się na chwilę w 1-2 scenach jak np Lancelot, o którym Artur mówi, że jest najlepszym z ludzi, choć głównym zajęciem Lancelota w filmie jest ruchanie żony Artura), cały motyw z Graalem wjeżdża nie wiadomo skąd. Rozegranie finału jest zdecydowanie zbyt szybkie i przy tym wyprane z wszelkich emocji, a scena w której Percival wraca do Artura, stwierdza, że nie wykonał polecenia i za chwilę jedzie ponownie by jednak je wykonać, wypada dość absurdalnie (jak coś, co zdecydowanie należało wyciąć).
W filmie pojawiają się między innymi Liam Neeson, Gabriel Byrne, Helen Mirren, Patrick Stewart i Robert Addie (Gisburne z RoS).
Pierwsza połowa 8/10, druga - 4/10, co nam w sumie daje 6/10
.
PS. Kadrowanie na BD jest koszmarne (na DVD było to samo, mówi się, że tylko laser disc wyglądał pod tym względem jak należy). Wygląda jak polskie filmy przycięte z 4:3 do 16:9. Ciasne kadry, poucinane czubki głów itd.
===EDIT===
I dwa posty wygrzeban e z krótkiej piłki:
Azgaroth napisał(a):Excalibur - film widziałem bardzo dawno i plebiscyt na filmy z 80-tych był świetną okazją żeby sobie go przypomnieć. Excalibur zapamiętałem jako świetne, mroczne fantasy dla dorosłych i okazuje się, że pamięć mam dobrą :) Przede wszystkim film posiada świetny klimat. Jest magicznie, a zarazem mrocznie. Niby historia dzieje się w naszym świecie, ale ma się wrażenie, że cała akcja rozgrywa się w jakiejś magicznej krainie. Klimat taki osiągnięto dzięki świetnym zdjęciom, nietypowemu oświetleniu i scenografią. Wszystko to wypada bardzo dobrze, choć niektóre elementy scenografii rażą sztucznością. Sama historia to dość wierna adaptacja Le Morte d'Arthur przez co do scenariusza trudno się przyczepić. Jedyne co czasem przeszkadzało to bardzo teatralna miejscami gra aktorska. Niemniej film świetny i obok Merlina z Samem Neillem jest najlepszą filmową opowieścią o Królu Arturze.
Phlogiston2 napisał(a):Według mnie właśnie scenariusz ciągnął w dół. Ma on dwie wady, a imię ich:
-Przeskoki czasowe
-Papierowe postacie
Przez pierwszą wadę ciężko było się z kimś utożsamiać. Z początku wydawało się to OK, ale później to zaczynało być męczące. W trakcie seansu nachodziły mnie dziwne myśli :), szło to mniej więcej tak:
"Ocho, Artur jednak przyjął koronę. Teraz pewnie Merlin będzie go uczył, jak być królem, podejmie pierwsze decyzje...ej co jest? Kto to? A, no tak Artur już dorósł. Ach, ten laluś to pewnie Lancelot. O, uwiódł Ginewrę. Artur ich widział, to będzie mieć straszne konsekwencję...Co jest?! Ach to Morgana. A gdzie Lancelot i Ginewra? Artur się wściekł i nawet o tym nie wspomnicie w dialogach. Co...Ach, szukają Graala. O, teraz mamy ostatnie starcie dobra i zła...Ale gdzie Lancelot? Czemu dajecie jakiegoś dziada? Co mnie obchodzi jakiś...A, więc ten dziadek to sir Lancelot.
Fajnie."
Wiem, że twórcy mieli bardzo ambitne założenie, ale efekt jest taki, że non stop gubię wątek, i jak zacząłem się interesować czyimś losem, to zaraz znikał i delikwent pojawiał się godzinę później, albo wcale. To było, do kroćset fur beczek, frustrujące:). I tu przechodzimy do punktu drugiego. O postaciach(poza Morganą) nie wiem NIC. Artur jeszcze na początku ma jakieś wahania, ludzkie odruchy, można się z nim identyfikować, ale całą resztę filmu - kłoda. Lancelot zakochuje się w Ginewrze - bo tak. Mordred jest czystym złem bez najmniejszych wahań - bo tak. Tylko Morgana jest nieco rozwinięta, i da się o niej powiedzieć więcej niż dwa zdania(niemała w tym zasługa Helen Mirren), ale i ona,
zmienia się w chodzącą kliszę.
Pamiętacie Robin Hooda z Costnerem? Tam np. formowanie się drużyny, romans z Marion - wszystko to było zagrane i rozpisane w miarę naturalnie, po prostu wierzysz w to co widzisz. Wszystko jest zgodnie ze standardową wersją legendy, ale czujesz, że tak mogły wyglądać wydarzenia, które obrosły legendą. W Excaliburze widzę aktorów na koturnach, którzy drżą na samą myśl, że mogą wyjść milimetr poza kanoniczną wersję.
Jest dobra obsady, jest brud i syf, jest krew, jest Carmina Burana, jest nawet trochę epy, ale będę nieubłagany - bryk z lektury to zawsze bryk. Na pewno lepszy Excalibur niż, nie wiem "Zemsta" Wajdy, czy inny Pan Tadeusz, ale to nadal bryk, sorry :)
Chętnie zobaczyłbym siedmiogodzinny serial z tymi samymi aktorami, z tymi samymi zdjęciami, z tym samym klimatem i trochę zmodyfikowanym scenariuszem.
15-09-2021, 11:14 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-09-2021, 11:37 przez Gieferg.)
Spoiler




