![[Obrazek: 956531xz9.jpg]](http://img300.imageshack.us/img300/8469/956531xz9.jpg)
złapali gume
źle się dzieje za oceanem. traktowany jak persona non grata przez decydentów wielkich wytwórni, Verhoeven pakuje manatki i wraca na łono macierzy. umówmy się: czarne chmury nad tą genialną i niezłomną osobowością zaczęły się gromadzić już w roku 1995, kiedy to Holender nie pokłonił się przed zdewociałym trybunałem MPAA i nie przemontował Showgirls wedle zaleceń tamtejszego księdza. co prawda, nie od razu go deportowali - zdążył jeszcze nakręcić znakomitych Starship Troopersów oraz przewspaniałego Hollow Mana (którego oglądanie tzw. zwykli ludzie kwitują uśmiechem politowania), wkrótce jednak przepustowość rury przesyłającej gotówkę do jego kieszeni została drastycznie ograniczona.
ale walić to - zamiast płakać i wycierać gile w zaciszu gabinetu tudzież reżyserować hellboje oraz inne komiksowe syfy dla upośledzonych amerykańskich dzieci, Verhoeven ląduje w Holandii i kreci film o Żydówce, która ma przygody pod niebiosa. najpierw hitlerowcy masakrują jej rodzinę ostrzeliwując prom, potem biedaczka musi przedzierać się przez zasieki, potem przenika do holenderskiego ruchu oporu, potem zostaje podwójną agentką, z narażeniem życia nosi podsłuch, sypia z SS-manem (i przy okazji farbuje włosy łonowe na blond, bo nazi-żołdacy tak lubią), a potem... potem film sie kończy i widza ogarnia bezbrzeżny smutek, że trwał on raptem dwie godziny.
![[Obrazek: 956811vr8.jpg]](http://img185.imageshack.us/img185/459/956811vr8.jpg)
Król Reżyserów
Verhoevenowi udała się rzecz trudna: do spółki z kumplem stworzył wielowątkowy scenariusz zupełnie pozbawiony dygresji. mało tego, już na starcie uporał się z nowotworem toczącym spory odsetek wojennych historii, a polegającym z grubsza na umartwianiu się nad losem świata pogrążonego w wojennej pożodze. zamiast więc sadzić smuty, zasiedlił ów świat na przekór stereotypom - nietuzinkowymi postaciami, których życie przywodzi na myśl chybotliwa wieże z żetonów - jeden podmuch i już ich nie ma. to się komentuje samo przez się. w tym miejscu trzeba uczciwie przyznać, że pobyt w usa bardzo Króla zdyscyplinował. przepaść dzielącą Czarną Księgę od jego wcześniejszych kontynentalnych dokonań mierzyć należy w milionach kilometrów. nie bójmy się mocnych słów: pierwsze filmowe przedsięwzięcia Verhoevena cechowała typowo europejska niechlujność w prowadzeniu intrygi i generalnie nadawały się one co najwyżej na festiwal Era Nowe Horyzonty. tymczasem Black Book to coś zgoła odmiennego - fascynujący, porywający i niepozbawiony czysto ludzkiej głębi tajemnicy film, łączący najlepsze cechy amerykańskości (fabuła, akcja, bohaterowie, dialogi) i europejskości (wolność twórcza).
patrząc od strony genologicznej, akcja filmu rozgrywa się w gęstym klimacie rasowego thrillera wojennego (to taki nowy podgatunek, który - taką mam przynajmniej nadzieje - już wkrótce na szczyty kinematograficzne wywinduje Tarantino). o dziwo, opowieść nie jest wcale jakaś hardkorowo mroczna ani tez wybitnie depresyjna. ze swoim imperatywem niepoddawania się w sytuacjach ekstremalnych przypomina 'Życie jest piękne' Benigniego albo obozowe przygody Herzoga - ta sama gloryfikacja niezłomnego charakteru i duchowej suwerenności. jednakże w przeciwieństwie do Rescue Dawn Czarna Księga ma nieporównywalnie więcej do zaoferowania w dziedzinie dramaturgii wydarzeń i jest nieskończenie bardziej nieprzewidywalna (konia z rzędem temu, kto wytypuje nazwiska bohaterów, którzy dotrwają do napisów końcowych). fajnym motywem jest również to, że film nakręcony został w totalnie oldskulowy sposób - długie ujęcia, spokojny montaż, stosunkowo mało zbliżeń. dam sobie rękę uciąć, że całość była montowana w 100% analogowo.
ciekawostka: historia jest ponoć oparta na faktach z życia.
![[Obrazek: 84484560zz1.jpg]](http://img360.imageshack.us/img360/9747/84484560zz1.jpg)
tego MPAA nie wytnie
02-08-2008, 16:39






