Jest moim filmem dekady.
20-01-2020, 14:00
|
1917 (2019) reż. Sam Mendes
|
|
Nadal zamierzam iść do kina, ale ostatnio spędziłem trochę czasu z filmem robiąc napisy dla starszych członków rodziny (które może wrzucę niedługo w internety, bo obecnie dostępne tłumaczenie jest koszmarne). Z perspektywy tych kilku dni muszę zmienić moją wcześniejszą opinię. 1917 nie jest moim filmem roku.
Jest moim filmem dekady. 20-01-2020, 14:00
W Trójmieście niestety wciąż mamy XX wiek i brak sali IMAX w związku z tym jestem zmuszony skorzystać z tej opcji w innym mieście. W grę wchodzi Łódź i Warszawa. Czy obie lokalizacje czymś się różnią? Są jakieś różnice w jakości, wygodzie foteli, etc.? Któraś ma na przykład płatne parkingi?
21-01-2020, 13:03
Polecam Kraków :D Parking bezpłatny. Ja mam ten komfort, że mam IMAXA praktycznie pod blokiem, co biorąc pod uwagę, że w Polsce jest tylko sześć takich przybytków jest prawdziwym fartem. Z tym, że seans sobie przełożę na jakiś późniejszy termin, bo zostały już tylko miejsca na skraju.
21-01-2020, 13:13
W Wawie w Sadybie parking jest płatny dopiero od niedawna, ale w kasie kina dostajesz kwit na 3h gratis.
21-01-2020, 19:56
Jestem na seansie o 17:30 w sobotę w Warszawie. Mam nadzieję, że wyrwie mnie z butów.
22-01-2020, 12:56
"1917" stoi formą i nie chodzi mi o naganę w stylu "ten film to tylko efekty specjalne". Historia jest prosta, ale w niczym nie umniejsza to dziełu Mendesa. Za to obraz... Dawno nie oglądałem filmu, w którym każdy kadr i każdy szczegół hipnotyzowałby mnie takim głębokim poczuciem, że wszystko tu jest na swoim miejscu, że twórcy mieli kontrolę nad wszystkim. Płynny taniec kamery wyostrza każdy aspekt obrazu i wprawia w stan jakiegoś zen - ciągłej świadomości i obecności. Jakbym się nauczył nowego języka i z zachwytem zwracał uwagę na każde nowe słowo, chociaż przecież wszystko to znałem już wcześniej, bo pod względem treści nie ma tu nic zaskakującego ani oryginalnego.
9/10 22-01-2020, 19:53
Pewnie, Mendes bawi się dobrze znanymi widowni klockami, ale 1917 to przypomnienie, że film jest sztuką samą w sobie i liczy się przede wszystkim jak historia jest opowiadana. Zadziwiające, że w zalewie zachwytów stroną czysto techniczną, spośród wszystkich recenzji które widziałem, tylko Kermode zwrócił uwagę na chwilami wręcz metafizyczny charakter filmu:
1917 ocieka poezją, nie tylko dosłownie cytowaną (Kipling czy nieoczywiste użycie Edwarda Leara), ale przede wszystkim audiowizualną. Odcinek z rzeki do lasu to pod tym względem popis geniuszu. Dla mnie 1917 jest jak wiersz Wilfreda Owena przeniesiony na ekran. 22-01-2020, 20:35
1917 to film spektakularny pod względem wizualnym... i bardzo prosty w warstwie fabularnej. Czy to źle? Nieprzypadkowo podczas seansu nasuwały mi się porównania do Grawitacji. Tam również pojawiały się uwagi, że poza spektakularną oprawą film nie oferuje szczególnie złożonej historii. Seans 1917 to trochę taka podróż do parku rozrywki o tematyce pierwszowojennej. Seans w kinie IMAX i rewelacyjne zdjęcia Deakinsa pozwalają przenieść się do tamtych realiów, dzięki czemu przemierzamy plugawe okopy razem z bohaterami. No właśnie, tyle, że główne postacie w żaden sposób nie zapadły mi w pamięć. Nie wiem, może taka formuła nie pozwala na większe rozbudowanie fabuły? Pewnie tak, bo w końcu to historia jednego dnia i sprytnie osiągnięte jedno (dwa) ujęcia. Mimo wszystko jestem trochę rozczarowany, co nie zmienia faktu, że zakup na Blu obowiązkowy, podobnie zresztą jak było w przypadku Gravity. Mimo wszystko, gdybym miał wybierać między Szeregowcem Ryanem lub nawet Fury, a takim 1917 to jednak wolałbym oglądać więcej takich filmów jak te pierwsze.
7/10 PS. Wybuch w okopie nieźle podbija tętno ;) 24-01-2020, 18:57 (24-01-2020, 18:23)srebrnik napisał(a): Arcydzieło. Otototo! 10/10 - ale jako przeżycie, nie jako fabuła, bo pod względem tego drugiego można się przyczepić do paru rzeczy. W trakcie seansu zdenerwował mnie zwłaszcza jeden motyw. Z kolei drugi wydawał się na dłuższą metę może nie tyle zbędny, co niepotrzebnie stopujący doskonałą dynamikę opowieści, od której jest też odrobinę oderwany. Poza tym niektóre działania bohaterów - zwłaszcza względem Niemców - wydały mi się mocno wątpliwe, głupie wręcz. Nie wiem na ile to wina samego Mendesa, a na ile laski, z którą pisał skrypt, ale sporo rzeczy można było poprowadzić lepiej/ciekawiej dramaturgicznie. Ale to są w sumie detale, bo przede wszystkim w ten film się wsiąka, jego się doznaje, a nie analizuje. Tu nie ma błyskotliwych dialogów (ba! sporo z nich bym wyciął w cholerę), nie ma jakichś niesamowitych wolt fabularnych (aczkolwiek parę razy twórcom udało się mnie zaskoczyć nagłymi, nazwijmy to jump scare'ami), etc., za to jest totalna immersja, kino w najczystszej formie, które się po prostu chłonie jak gąbka. Jednocześnie, mimo pomniejszych wpadek, nie irytował mnie tak jak Grawitacja, która zdecydowanie była przedobrzonym efektem specjalnym. Aczkolwiek w obu tych filmach człowiek stoi na pierwszym miejscu, a wraz z nim emocje. Dość napisać, że jest tu pewna niezwykle realistyczna scena śmierci, która autentycznie przejmuje, mimo iż przecież nie wiemy praktycznie nic o danym bohaterze i powinien być nam obojętny. Ale obojętnym 1917 bynajmniej nie pozostawia w żadnej sekundzie. Dla mnie już choćby za to zasługuje na wszystkie nagrody świata - zwłaszcza patrząc na konkurencję, która nie zagwarantowała mi nawet w połowie podobnych doznań, choć przecież jest pozornie o wiele bardziej ambitna.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 24-01-2020, 21:13
Mówiłem.
Też się dziś przeszedłem i wbrew moim obawom na sali (pełnej) było cichutko jak makiem zasiał. 24-01-2020, 21:22
10/10 - film może być przeżyciem. Taki Mad Max fabułę też ma cienką jak dupa węża (a nawet gorzej, bo tam fabularne założenia są bez sensu), ale jako audio-wizualna jazda bez trzymanki się sprawdza. Tutaj oczywiście ambicje są większe, bo nie rozchodzi się jedynie o gonitwę z czasem.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 25-01-2020, 01:16
Wow, dużo dziesiątek tu wpadło :) Dla mnie, jak to się mówi... Close, but no cigar.
9/10
Trakt.tv | Letterboxd | Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room!
25-01-2020, 15:12
Głupio trochę tak wyraźnie oddzielać w produkcji stronę formalną od fabuły, ale przy "1917" nie da się inaczej. To JAK zrobiono ten film zdecydowanie dominuje nad kwestią, CO on przedstawia. Jednak koniec końców i tak się idealnie zazębia. Jedno bez drugiego nie działałby tak idealnie.
Nie wiem jak uciekać od banałów mówiąc o tym filmie. Jak go określić? Kinowe przeżycie? Wojenne doświadczenie na sali kinowej? Możliwość przeniesienia się na 2h na front I wojny światowej? To wszystko prawda. Jednak wynika ona z tego, że "1917" jest absolutnym arcydziełem w kwestii filmowego rzemiosła jako takiego. Jest to efekt odważnej wizji, fenomenalnych umiejętności technicznych całej ekipy i artystycznego wyczucia najwyższej próby. I to ta ostatnia kwestia moim zdaniem głównie świadczy o sukcesie tego przedsięwzięcia. Bo zachwyty wynikającego wyłącznie z technicznej perfekcji szybko by gdzieś uleciały. Mendes i jego ludzie szli po coś więcej. Sam w sobie plan na "film bez cięć" (w praktyce tutaj jest jedno jawne cięcie - w pełni fabularnie uzasadnione) nie robi dziś jakiegoś ogromnego wrażenia. Wielu filmowców w ostatnich latach romansowało z długimi ujęciami i nie zawsze czuło się, żeby były one uzasadnione czymś więcej, niż chęcią popisania się techniczną biegłością. W "1917" zabieg ten ma jednak sens i to ogromny. Przede wszystkim wzmaga on intensywność historii, bo wywołanie uczucia, że fabuła rozgrywa się w czasie rzeczywistym jest w zasadzie nietypowym przeżyciem filmowym. Oglądanie filmów tak bardzo spowszedniało, że oczywistym jest fakt, że 2 rzeczywiste godziny nie są równe 2 godzinom ekranowym. A zestawienie tego z realiami wojennymi już kompletnie wywraca wszystkie przyzwyczajenia widza. Nieustannie łapałem się na tym, że przecież to, co spotkało bohaterów 5 minut temu, rzeczywiście miało miejsce 5 minut temu. Skala trudu wojennego życia chyba nigdy nie była tak wyraźnie widoczna. Już samym tym konceptem Mendes wygrał. Jednak to nie koniec maestrii, którą zaprezentował w tym filmie. Stworzyć iluzję jednego ujęcia, to jedno. Większą sztuką jest jednak poprowadzić kamerę tak, jak zrobił to tutaj Roger Deakins. To nie jest tak, że mamy tutaj kilka udanych kadrów, a reszta to jakieś techniczne ujęcia konieczne do uzyskania efektu. Absolutnie nie. Sztuka operatorska w tym filmie polega na tym, że wszystkie kadry, wszystkie ruchy, każda sekunda pracy kamery jest dokładnie taka, jaka być miała. Nie umiem nawet objąć umysłem etapu planowania tego filmu. Bo to, że taki geniusz, jak Deakins pokaże w realiach wojennych piękne widoki, było oczywiste. Jednak nie spodziewałem się aż takiej perfekcji. Tutaj dosłownie każdy szwenk jest taki, jakby był planowany on sam w sobie. Każdy kadr jest artystycznie doskonały. Kiedy jednak dochodzi świadomość, że wszystkie te elementy płynnie przechodzą między sobą, to - to nie wiem co. No słów brakuje. Nie ma nagród, które wystarczająco wyraźnie doceniłyby stronę wizualną tego filmu. Mnie się zdarzało wzruszać patrząc na ten obraz. Na sam obraz. Byłem tak niesamowicie poruszony fenomenem zjawiska, która obserwuję. Jest w tym filmie sekwencja scen, które bardzo mocno ze sobą kontrastują. Można zobaczyć wówczas po sobie płonące miasto, rwącą rzekę i kwitnący las. Nie wiem jak to opisać. Nie da się. To jest piękno samo w sobie. Nie chciałbym jednak pominąć wspaniałej pracy Lee Smitha, który odpowiadał za złożenie tego wszystkiego w całość. Jego niewidzialny montaż jest dosłownie niewidzialny, a to w zasadzie najlepsza rekomendacja przy tego typu formie. Kolejnym z doskonałych pomysłów było też zatrudnienie mało opatrzonych aktorów do głównych ról. Świetnie wypada to w sytuacji, gdzie na dalszym planie - ale w rolach dowódców - przewijają się wielkie filmowe nazwiska. To w końcu opowieść o zwykłych ludziach, otoczonych przez coś, co ich przerasta, do czego w zasadzie nie dorośli. No właśnie - co ten film proponuje w treści? Też wbrew pozorom sporo. Jednak zwrócę uwagę, że nie odebrałem historii w "1917" dosłownie. Jest to paradoksalne, bo ta zwiększająca realizm i bliskość wydarzeń forma, przedstawia historię moim zdaniem bardzo symboliczną. Podróż przez front wojenny ma w sobie coś metafizycznego. Nie do końca prawdziwego. Jest tutaj wiele symboliki, która bywa mniej lub bardziej subtelna. Nie odbywa się to, co prawda w jakimś oderwaniu od formy, która zachowuje spójność od pierwszego do ostatniego kadru. Jednak pewne mocne kontrasty fabularne i wizualne, pozwalają porównać mi ten film do czegoś na kształt filmowego wiersza. Jest to jednak bardzo naturalne. Oczywiście za sprawą tej płynącej przez opowieść kamery. W tym wszystkim Mendes jest też bardzo konkretny. Krytyka wojny w "1917" jest bardzo wyraźna. Zwraca on uwagę na jej wszystkie aspekty. Zarówno dramat jednostki, trud organizacyjny, jak i chaos na każdym polu działań. "Nadzieja to niebezpieczna rzecz" -takie zdanie pada w pewnym momencie z ekranu. I może ono służyć jako ideowe podsumowanie tego filmu. Wykreowano tutaj świat niebezpieczny, w którym liczyć na coś pozytywnego niespecjalnie można, a wręcz nie warto. Bo nawet potencjalny sukces, okupiony jest wielkimi stratami. Arcydzieło absolutne.
.
25-01-2020, 18:53 (25-01-2020, 18:53)srebrnik napisał(a): Głupio trochę tak wyraźnie oddzielać w produkcji stronę formalną od fabuły, ale przy "1917" nie da się inaczej. To JAK zrobiono ten film zdecydowanie dominuje nad kwestią, CO on przedstawia. Jednak koniec końców i tak się idealnie zazębia. Jedno bez drugiego nie działałby tak idealnie.Filmu jeszcze nie widziałem, ale trochę nie rozumiem dylematu i oddzielania, oceniania osobno treści i formy - to ZAWSZE są naczynia połączone i koniec końców można ocenić poziom płynów w tym układzie. Dla mnie sytuacja jest prosta: jeśli oglądasz genialnie nakręcony film, ale czegoś ci pod względem fabularnym brakuje, to znaczy, że czegoś brakuje w filmie jako całości, a jeśli pomimo płytkiej fabuły i tak jest zajebiście (jak w Mad Maxie ostatnim), to znaczy, że ta fabuła po prostu jest tam niepotrzebna, bo przecież na dobrą sprawę fabuła, dialogi nie są kinu potrzebne, hipotetycznie może istnieć film w którym nie ma żadnej historii, a i tak jest 10/10 jako wyłącznie spektakl wizualny i nie trzeba podkreślać, że ta dycha to tylko za formę. Nie, 10/10 dla filmu, a fabuła jest nieistotna. 25-01-2020, 19:18
No i pełna zgoda. Napisałem to zresztą w tym swoim wstępie w taki właśnie sposób. Dlatego na początku wspomniałem, że mi głupio jakoś tak wyraźnie w teorii oddzielać od siebie elementy. Całościowo chyba jednak wyjaśniłem w miarę, co mam na myśli. Mam nadzieję przynajmniej.
.
25-01-2020, 19:26 (25-01-2020, 19:18)simek napisał(a): jeśli oglądasz genialnie nakręcony film, ale czegoś ci pod względem fabularnym brakuje, to znaczy, że czegoś brakuje w filmie jako całości, Wszystko zależy od tego, co twórca chce przekazać. Mi brakowało kilku rzeczy pod względem fabularnym - choć raczej drobnostek, detali, które sam poprowadziłbym inaczej lub w nieco innym kierunku je popchnął, odważniej ich użył - ale to nie znaczy, że film Mendesa przez to słabuje, bo forma idealnie zazębia się tu z treścią, a treść dostaje dokładnie taką formę, jakiej potrzebowała. W swym przekazie, jak i w swym pokazie możliwości, jest to film kompletny. Tak samo jak Avatar też jest kompletny - a wiele osób narzekało na treść. Tu może być to samo.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 25-01-2020, 21:32
Gdy kamera wyjrzała przez okno ukazując oświetlane flarą ruiny miasteczka, z tymi tańczącymi cieniami, łzy napłynęły mi do oczu. Jeszcze nigdy w życiu żaden film nie poruszył mnie do tego stopnia na tak podstawowym poziomie jak samo połączenie obrazu i muzyki, ujęciem, które jest wizualną maestrią samą w sobie, nawet w oderwaniu od reszty filmu. Wiem że oglądam coś wyjątkowego, skoro moja reakcja jest dla mnie samego zaskakująca i niespodziewana.
1917 to kino w najczystszej postaci. Nie ma najmniejszego znaczenia jak pobieżnie nakreśleni są bohaterowie, jak prosta jest fabuła i tak dalej, ponieważ mimo że istnieją pewne uniwersalne zasady tego jak konstruować bohaterów i fabułę, jak ją poprowadzić i tak dalej, to są filmy, które się tym zasadom wymykają. W 2013 roku była to Grawitacja, dwa lata później Mad Max, a teraz 1917. Coś niesamowitego, niezwyklego, zachwycającego, poruszającego i trzymającego w napięciu jak mało który film. 25-01-2020, 21:54 |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |