Black Swan (2010)
Pewnie, że widziałem. Dałem chyba 8/10 (w każdym razie na pewno >7). Banał i prostota w Zapaśniku nie przeszkadzały, bo forma korespondowała z treścią (też była prosta). Zapaśnik nie był pretensjonalny*, czego nie można powiedzieć o BS.


*No, może w końcówce troszeczkę.

Odpowiedz
und3r napisał(a):film jest MEGA przewidywalny, od początku do końca. Idzie jak po sznurku wg "schematu filmu o kimś kto ma schizy", zobaczycie, o co mi chodzi.
Dokładnie. Widzieliście dowolny "schizowy" film Polańskiego czy inne tego rodzaju rozkminki pokroju np. Perfect Blue - darujcie sobie nowy film Aronofskyego. Dodać należy jeszcze tragiczną, TRAGICZNĄ łopatologię - Portman w bieli, Kunis w czerni z wytatuowanymi czarnymi skrzydłami na plecach - porażka. Już nie mówiąc o pojawiających się w praktycznie co drugiej scenie lustrach. Film generalnie da się obejrzeć, jest świetny w warstwie technicznej (długie ujęcia tańców) i ma niezłą rolę Portman (chociaż znowu: nie ma w tej interpretacji nic, czego bym już gdzie indziej nie widział) - ale to w sumie tyle dobrego. Zdecydowanie najgorszy film Darrena, robiony moim zdaniem chyba wyłącznie pod Oscary/festiwale. 4/10
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Nie byłabym tak ostra jak Jarod, tym bardziej, że do kiczu Źródła ten film nawet się nie zbliża:) Z drugiej strony, Źródło posiadało jeden element fenomenalny, tzn. ścieżkę dźwiękową Mansella - a tu do Czajkowskiego dodano niewiele (na samego Czajkowskiego zaś nie znaleziono 'metody'). Film ogląda się dobrze, ale bez wyrywania kciuków. Atmosfera raczej letnia.

Przeklejam z fcb, bo święta i nie chce mi się kilka razy powtarzać tego samego:)

Zapaśnik jest o wiele lepszy, to kino na poziomie, ale już bez miazgi. To był dla mnie film, którego scenę po scenie 'odgadywałam'. Ale rurka i brudna 'fizyczność' tego filmu zrobiły wrażenie. Black Swan miał być chyba odwróceniem Zapaśnika - ale tam, gdzie w Zapaśniku było ciało, w Łabędziu nie ma niczego. To znaczy mam takie wrażenie, że ten film jest o uwodzeniu i on powinien uwodzić. A nie uwodzi. Za dużo sztampowych rozwiązań. Jednoznaczna krecha pomiędzy tym, co realne, a co zrodzone w chorym umyśle. (Wrażenia po pierwszym seansie; nie wykluczam drugiego, bardziej analitycznego). I zupełny brak erotyki, którą widzę na płaszczyźnie akcji, ale pod spodem - już nie. To są oczywiście bardzo subiektywne odczucia, moje rozczarowanie: nikt mnie nie uwiódł, nikt mną nie zakręcił. A Portman może zmieniać Rurce plastry i opatrunki, niestety.

i

Ps. Przez 'uwodzenie' rozumiem wyczuwalne przeze mnie erotyczne napięcie. Zapaśnik budził wstręt. Wstręt chyba w ogóle wychodzi aronofsky'emu lepiej.

i

Warsztatowo też się można przypieprzyć, wspomniana toporność w przechodzeniu pomiędzy rzeczywistością a zwidem i generalnie szereg zabiegów,których delikatność bardziej pasuje do przeciętnego horroru niż do festiwalu w Wenecji ;)


No właśnie: doceniłam Zapaśnika. Zapaśnik jest gorzko-ironiczny. Po Czarnym łabędziu aż ciśnie się na usta: WHY SO SERIOUS??

Co do Portman, to oczywiście w Oscarach moją faworytką pozostaje Jennifer Lawrence z Winter's bone. Natalie gra na jednej nucie; niezła, kiedy stłamszona (ale i tak szybko zaczyna nudzić), aseksualna, gdy powinna magnetyzować. Cassel pretensjonalny, Kunis taka jak zwykle. I to by było na tyle. Zdarza się i tak.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
w sumie dodam jeszcze jedną rzecz - bardzo ten film jest letni pod względem emocjonalnym. W poprzednich filmach Aronofsky'ego "wczuwałem się" w klimat, abstrahując już od tej całej reżyserskiej efektowności. Nawet Źródło, pomimo pewnego przekombinowania (chociaż ja jednak nie do końca uznaję te zabiegi za kicz) ruszyło mnie przede wszystkim jako piękna historia miłosna. Tutaj natomiast - zieeew. I jeszcze ta dosłowność i brak jakiejkolwiek możliwości własnej interpretacji, własnego podejścia do tego kina. Gruba krecha, jak sama mówiłaś. Kawa na ławę. Przynajmniej jedna rzecz zaskoczyła mnie na plus - nie do końca była to kalka Fight Clubu/ Perfect Blue, czego sporo osób się obawiało.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Ja ogólnie za klimatami Aronofsky'ego nie przepadam - zdecydowanie nie trafiająca w mój gust konwencja. Co mi się w Black Swan podobało to aktorstwo (Portman nie lubię, ale trzeba przyznać, że rola brawurowa!) i muzyka. Drażniły mnie bardzo te rozchwiane zdjęcia i ujęcia zza pleców. Film przewidywalny od początku do końca, ale ogląda się bezboleśnie. I to chyba też wada, bo filmu tego typu nie powinno się ogladać bezboleśnie .

Jedna tylko głębsza refleksja mi się nasuneła po seansie - gdybym była facetem, to miałabym teraz straszną ochotę przelecieć Milę Kunis... ;)

Odpowiedz
jarod napisał(a):Przynajmniej jedna rzecz zaskoczyła mnie na plus - nie do końca była to kalka Fight Clubu/ Perfect Blue, czego sporo osób się obawiało.
I jako interpretacja Jeziora łabędziego też się nie broni, bo za bardzo trąci sztampą.

Rozalia napisał(a):gdybym była facetem, to miałabym teraz straszną ochotę przelecieć Milę Kunis...
Skąd wiesz, że Rozalia-facet miałby na to ochotę, skoro nie ma to na ochoty Rozalia-dziewczyna? :P
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
Mam ochotę, tylko chciałam to delikatniej napisać ;) W przeciwienstwie do Portman, ktora nawet po "przemianie" była dla mnie całkowicie aseksualna.

Odpowiedz
Ja miałam taką teorię spiskową, że po odejściu Eo i Doni nie ma na tym forum oprócz mnie żadnej dziewczyny... Ostatnio uwierzyłam Monice, bo ślicznie wygarnęła B2ce, ale proszę się trząść moim światopoglądem, ja się muszę wolno przyzwyczajać!

Obczaiłam jeszcze raz tekst Tadzia z Wenecji i kurde, to-jest-to!:
http://wyborcza.pl/1,75475,8324983,Filmy_toksyczne_i_zdrowe.html
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
Mnie ten film wciągnął, porwał i wypluł dopiero na końcowych napisach.

Portman znakomita, Clint Mansell po raz kolejny daje czadu.

Świetnie się to oglądało.

Odpowiedz
Artemis napisał(a):Nie byłabym tak ostra jak Jarod, tym bardziej, że do kiczu Źródła ten film nawet się nie zbliża:)
Tak się składa, że strona wizualna Źródła jest tak daleko od kiczu, jak tylko może być. Jest wręcz przeciwieństwem kiczu. M. in. dlatego uważam ten film za życiowe osiągnięcie Darrena i wystawiam mu maksymalną notę. Wystawiłem 10/10 po dwóch seansach kinowych i późniejsze dwa na małym ekranie nie zachwiały mojej oceny nawet o jotę. No ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy musi rozumieć (czy też: nie każdemu muszą się one podobać) zastosowane w Źródle zabiegi artystyczne. Zresztą nie chce robić off topa - fakt jest taki, że forma Źródła perfekcyjnie koresponduje z opowiadaną przez film historią (piękną i wzruszającą), tymczasem w przypadku BS rozdźwięk pomiędzy formą a treścią jest wręcz kuriozalny i to jest właśnie największa wada filmu - wszystkie inne są niejako jej logicznymi następstwami. Bo BS mógłby być naprawdę dobrym filmem, gdyby jego forma była "lżejsza". A kiedy każda scena zdaje się wołać "patrzcie jaki czad! w tym roku wszystkie nagrody moje!", nawet jeśli pokazuje coś tak banalnego jak Portman w toalecie, to ja dziękuję za takie "dzieło". Boleję tylko nad tym, że tyle osób daje się na to nabierać.

Artemis napisał(a):[Portman] aseksualna, gdy powinna magnetyzować.
Hmm... Gdy powinna magnetyzować? Czyli kiedy? Nie śmiem zarzucać Tobie braku zrozumienia czegoś tak łopatologicznego jak Black Swan, a także nie zamierzam tego filmu bronić, ale czuję się w obowiązku stanąć w obronie warsztatu Portman. Otóż ona właśnie nie miała magnetyzować. Jej aseksualizm był częścią roli. Nawet w scenie łóżkowej Portman była (bo miała taka być, to nie jest błąd, jak zdajesz się sugerować) stroną bierną i stłamszoną. To na Kunis spoczywał w filmie cały "ciężar seksapilu", że tak powiem (i Kunis ten ciężar uniosła). To Kunis miała magnetyzować, stanowiąc w ten sposób kontrast dla Portman. Czyli to, że Portman nie magnetyzuje, jest paradoksalnie przejawem jej kunsztu aktorskiego (gdyby ktoś powiedział mi przed filmem, że Portman będzie aseksualna, to postukałbym się w czoło, tym bardziej mając na uwadze charakter roli - porównajcie sobie Portman w BS i Portman w Closer - jest różnica, nie?). Jest co prawda jedna scena (poniżej minuty), w której to właśnie Portman miała pokazać swoją "magnetyzującą stronę" i moim zdaniem wtedy tę stronę pokazała. Przez całą resztę filmu grała aseksualnie, bo tego oczekiwał reżyser.


jarod napisał(a): Zdecydowanie najgorszy film Darrena, robiony moim zdaniem chyba wyłącznie pod Oscary/festiwale. 4/10
Zdecydowanie. Tutaj nawet nie ma o czym dyskutować.

Rozalia napisał(a):Film przewidywalny od początku do końca, ale ogląda się bezboleśnie. I to chyba też wada, bo filmu tego typu nie powinno się ogladać bezboleśnie .
Raczej: film przewidywalny od początku do końca, dlatego ogląda się bezboleśnie. I tak, jest to wada. Chryste, przecież nawet scena
która przecież w założeniu powinna "zaboleć" i jakoś poruszyć widza, była tak cholernie przewidywalna, że zdążyłem się nie tyle na nią przygotować parę minut wcześniej, co wręcz jej obojętnie wyczekiwać (i kiedy się doczekałem moją reakcją było "no tak, jakżeby inaczej").

Odpowiedz
und3r napisał(a):No ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy musi rozumieć (czy też: nie każdemu muszą się one podobać) zastosowane w Źródle zabiegi artystyczne. Zresztą nie chce robić off topa - fakt jest taki, że forma Źródła perfekcyjnie koresponduje z opowiadaną przez film historią (piękną i wzruszającą)
Nie każdy musi lubić łzawe, pełne patosu historie, których przebieg można przewidzieć już na samym początku seansu; gdzie śmierć jest piękna, a rak wygląda jak gruźlica zatopiona tak bardzo jak tylko się da w swojej dziewiętnastowiecznej mitologii; gdzie jest kicz i przegięcie, ale brak gorzkiego, odreagowującego śmiechu.

Cytat:tymczasem w przypadku BS rozdźwięk pomiędzy formą a treścią jest wręcz kuriozalny
Nie no, przecież sam punkt wyjścia jest super, podobnie jak zdjęcia

Cytat:Hmm... Gdy powinna magnetyzować? Czyli kiedy? Nie śmiem zarzucać Tobie braku zrozumienia czegoś tak łopatologicznego jak Black Swan, a także nie zamierzam tego filmu bronić, ale czuję się w obowiązku stanąć w obronie warsztatu Portman. Otóż ona właśnie nie miała magnetyzować. Jej aseksualizm był częścią roli. Nawet w scenie łóżkowej Portman była (bo miała taka być, to nie jest błąd, jak zdajesz się sugerować) stroną bierną i stłamszoną.
Widzisz różnicę pomiędzy "byciem aseksualną" a "byciem stłamszoną"? Strona "bierna" w łóżku nie jest stroną "aseksualną"! (Zresztą coś takiego jak zupełna bierność nie istnieje; stąd cudzysłów).
To jest film o odkrywaniu seksualności, szerzej nawet: o odkrywaniu ciała. I dlatego Portman, w całej swojej niewinności i przerażeniu, powinna coś tam na ekranie wytwarzać. Tak, jak Rurka w Zapaśniku pokazywał ciało stare i groteskowo zniszczone, tak od Portman powinno bić, że tak się gównolotnie wyrażę, pożądanie :cool:
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
und3r napisał(a):Hmm... Gdy powinna magnetyzować? Czyli kiedy? Nie śmiem zarzucać Tobie braku zrozumienia czegoś tak łopatologicznego jak Black Swan, a także nie zamierzam tego filmu bronić, ale czuję się w obowiązku stanąć w obronie warsztatu Portman. Otóż ona właśnie nie miała magnetyzować. Jej aseksualizm był częścią roli.

Zgodzę się, że przez cały film miała być aseksualna i była. Tylko gdzieś pod koniec miał nastapić przełom, czekalam na niego i to miała być istota filmu. W pewnym momencie, prawie pod koniec, Cassel mówi do Portman "przełamałaś się" (czy cos w ten deseń), a ja nadal przełomu nie widzę, nadal nic mnie w niej nie magnetyzuje.

Odpowiedz
Film wyglądał na dobry. Przez wiekszą czesc seansu intrygujący. I ciekawy byłem , które z moich 3 przypuszczalnych wyjasnien okaze sie tym trafionym.

Niesety żadne.

Zakonczenie jest KIEPSKIE - najwyzej srednie i obniza ogolną ocene.

7/10


PS - ta scena seksu jest... lajtowa. O co tyle szumu ?
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Artemis napisał(a):Nie każdy musi lubić łzawe, pełne patosu historie, których przebieg można przewidzieć już na samym początku seansu; gdzie śmierć jest piękna, a rak wygląda jak gruźlica zatopiona tak bardzo jak tylko się da w swojej dziewiętnastowiecznej mitologii; gdzie jest kicz i przegięcie, ale brak gorzkiego, odreagowującego śmiechu.
Nie mogę z tym polemizować. Brak gorzkiego śmiechu? WTF? Przebieg historii można przewidzieć na samym początku? W Źródle? O rly? Na pewno nie pomyliło Ci się z Black Swan? :P

Artemis napisał(a):Nie no, przecież sam punkt wyjścia jest super, podobnie jak zdjęcia
Nie rozumiemy się. Odsyłam do tego co pisałem na ten temat wcześniej.

Artemis napisał(a):Widzisz różnicę pomiędzy "byciem aseksualną" a "byciem stłamszoną"? Strona "bierna" w łóżku nie jest stroną "aseksualną"! (Zresztą coś takiego jak zupełna bierność nie istnieje; stąd cudzysłów).
Nigdzie czegoś takiego nie napisałem. Napisałem, że nawet w scenie łóżkowej (w której seksualność, siłą rzeczy, musiała się pojawić) Portman była stroną bierną i zdominowaną. Nie ona miała w tej scenie "magnetyzować".

Artemis napisał(a):To jest film o odkrywaniu seksualności, szerzej nawet: o odkrywaniu ciała. I dlatego Portman, w całej swojej niewinności i przerażeniu, powinna coś tam na ekranie wytwarzać. Tak, jak Rurka w Zapaśniku pokazywał ciało stare i groteskowo zniszczone, tak od Portman powinno bić, że tak się gównolotnie wyrażę, pożądanie :cool:
Nie. Nie od Portman. Pożądanie postaci Niny jest upersonifikowane w postaci Lily (Kunis). Oczywiście tyczy się to scen, w których Lily jest wyobrażeniem/halucynacją Niny (zatem od Niny "biło pożądanie", ale grała je Kunis, nie Portman). Zostało to pokazane tak łopatologicznie, że nie wiem czemu to w ogóle piszę.

Rozalia napisał(a):Zgodzę się, że przez cały film miała być aseksualna i była. Tylko gdzieś pod koniec miał nastapić przełom, czekalam na niego i to miała być istota filmu. W pewnym momencie, prawie pod koniec, Cassel mówi do Portman "przełamałaś się" (czy cos w ten deseń), a ja nadal przełomu nie widzę, nadal nic mnie w niej nie magnetyzuje.
To już jest problem ogólnej słabości filmu, nie Portman. "Przełomem" był oczywiście taniec czarnego łabędzia i był on zagrany bardzo dobrze, a że w kontekście całego filmu ów "przełom" wyszedł blado i nieciekawie, to już wina reżysera.

Odpowiedz
shamar napisał(a):PS - ta scena seksu jest... lajtowa. O co tyle szumu ?
Portman! Kunis! Liżą się! Ojejku!!

Cytat:Nie mogę z tym polemizować. Brak gorzkiego śmiechu? WTF? Przebieg historii można przewidzieć na samym początku? W Źródle? O rly? Na pewno nie pomyliło Ci się z Black Swan?
No przecież nie pomyliłabym filmu z Rachel Weisz z filmem z Natalie Portman :P

Cytat:Nigdzie czegoś takiego nie napisałem. Napisałem, że nawet w scenie łóżkowej (w której seksualność, siłą rzeczy, musiała się pojawić) Portman była stroną bierną i zdominowaną. Nie ona miała w tej scenie "magnetyzować".
Ale ja miałam na myśli trochę szersze znaczenie tego magnetyzowania. Nie zrozumieliśmy się. Chodziło o "parowanie" seksualnością jako taką.

Cytat:Pożądanie postaci Niny jest upersonifikowane w postaci Lily (Kunis). Oczywiście tyczy się to scen, w których Lily jest wyobrażeniem/halucynacją Niny (zatem od Niny "biło pożądanie", ale grała je Kunis, nie Portman). Zostało to pokazane tak łopatologicznie, że nie wiem czemu to w ogóle piszę.
Tylko że Lily "jest Niną" przez ile, pięć minut? To raz.
Dwa, piszemy o tym samym. Tak łopatologiczne wykorzystanie motywu sobowtóra, by główna aktorka mogła przez dwie godziny grać to samo, woła o pomstę do nieba. Ja wiem, że wszystko da się przecisnąć przez klucz interpretacyjny pt. Strach, ale to takie, kurna, łatwe!

Cytat:To już jest problem ogólnej słabości filmu, nie Portman. "Przełomem" był oczywiście taniec czarnego łabędzia i był on zagrany bardzo dobrze, a że w kontekście całego filmu ów "przełom" wyszedł blado i nieciekawie, to już wina reżysera.
Ja żadnego przełamania nie widzę, a balet sam w sobie nie robi na mnie wrażenia (znowu: mam wrażenie, że nie znaleziono 'metody' na ciekawe przedstawienie spektaklu i tańca jako takiego). Postacią Cassela bym się nie przejmowała, on takie pierdoły mówi od samego początku, że szkoda na to decybeli.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
Artemis napisał(a):
shamar napisał(a):PS - ta scena seksu jest... lajtowa. O co tyle szumu ?
Portman! Kunis! Liżą się! Ojejku!!
Ta scena jest nawet nie tyle lajtowa, co po prostu słaba (chociaż trzeba przyznać, że podkład muzyczny ma świetny). Na niej też się zawiodłem :P

Artemis napisał(a):Chodziło o "parowanie" seksualnością jako taką.
No to Kunis "paruje", a Portman nie, bo nie taką Aronofsky miał wizję.

Artemis napisał(a):Tak łopatologiczne wykorzystanie motywu sobowtóra, by główna aktorka mogła przez dwie godziny grać to samo, woła o pomstę do nieba. Ja wiem, że wszystko da się przecisnąć przez klucz interpretacyjny pt. Strach, ale to takie, kurna, łatwe!
A, że to jest banalne i kiepskie to ja wiem. Dlatego Aronofsky ma ode mnie ocenę niedostateczną za ten film.

Artemis napisał(a):mam wrażenie, że nie znaleziono 'metody' na ciekawe przedstawienie spektaklu i tańca jako takiego
To też fakt. I znowu, jest to porażka Aronofsky'ego, bo Portman swoje partie taneczne odpracowała rewelacyjnie.

Odpowiedz
Z tą rewelacyjnością to bym nie przesadzał. Z tego co mi wiadomo, ludziska siedzący w temacie jechali po niej równo; niestety, zgubiłem gdzieś linka.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Zapewne "ludziska siedzący w temacie" mieli ku temu swoje powody, ale zważywszy na dwa istotne fakty:

- Portman nie jest tancerką baletową
- 99,8% widowni "nie siedzi w temacie" tańca baletowego

stwierdzam, że Portman odpracowała swoje partie rewelacyjnie, bo ja jako laik ją kupiłem.

EDIT:
Zresztą oczywistym jest, że wszystkim dogodzić się nie da. Gdyby Aronofsky chciał skupić się na maksymalnej wierności w oddaniu baletu to pewnie Portman nie zostałaby nawet zaproszona na casting :P

Odpowiedz
Artemis napisał(a):
shamar napisał(a):PS - ta scena seksu jest... lajtowa. O co tyle szumu ?
Portman! Kunis! Liżą się! Ojejku!!

So ? Ja to liczyłem, że tam wargi i wargi bedą latać przed kamerą a tu jakaś zwykła mineta.
Jest tyle mainstreamowych filmów z mocnymi scenami seksu, że zaprawde powiadam Wam nie wiem o co tyle szumu. To byla zagrywka marketingowa i tyle.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Artemis napisał(a):Portman! Kunis! Liżą się! Ojejku!!

dla ciebie może to niewarty wzmianki szczegół, ale dla takiego konesera jak ja szczegół kluczowy, a zarazem jedyny, który skłonił mnie do obejrzenia tego, nie bójmy się mocnych słów - cienkiego jak siur skunksa filmu ;] poza tym ja również liczyłem na jakieś ostre lesbijskie fiku-miku, a dostałem pg-13 soft porn ;]

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Karate Kid (2010) Hitch 107 22,820 22-05-2025, 20:49
Ostatni post: marsgrey21
  Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Złodziej Pioruna (2010) hanc 25 6,417 17-11-2023, 13:48
Ostatni post: yacajackowski
  Black Dynamite Craven 34 9,037 24-01-2018, 13:28
Ostatni post: Szaman
  I Saw the Devil - Ji-woon Kim - 2010 slepy51 8 4,646 10-06-2016, 07:18
Ostatni post: military
  Black Mass (2015) (Reż. Scott Cooper) Lawrence 35 11,056 12-03-2016, 02:14
Ostatni post: Mefisto
  Ironclad (2010) reż. Jonathan English Mental 96 24,082 17-01-2016, 23:06
Ostatni post: Bucho
  Enter the Void - 2010 - Gaspar Noé Luis Cyfer 22 8,472 27-04-2015, 01:34
Ostatni post: Mefisto
  Super - James Gunn - 2010 slepy51 27 10,083 06-07-2014, 19:59
Ostatni post: Lawrence
  Repo Men 2010 vast 162 24,286 10-05-2014, 15:16
Ostatni post: RandoMan
  13 Zabójców (2010) Snappik 20 7,663 04-05-2013, 18:13
Ostatni post: Wawrzyniec



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości