Boyhood (2014)
#61
Des, tylko tu właśnie jest jak dla mnie problem, bo mam wrażenie, że wszelkie zachwyty wokół "Boyhood" ograniczają się do paru zdań - że niezwykły eksperyment, że wspaniale widać upływ czasu, że bezpretensjonalnie, że o życiu itd., ale nigdy chyba nie usłyszałem o tym filmie żadnego konkretu. I nie mówię tego złośliwie - ja fenomenu tego filmu po prostu nie jestem w stanie ogarnąć, bo dla mnie jest on co najwyżej średni i staram się napisać dlaczego. Tymczasem chciałbym zrozumieć, co wszystkich tak u Linklatera zachwyca, ale ilekroć biorę się za czytanie jakichś recenzji/innych tekstów, trafiam na te same frazesy.
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast

Odpowiedz
#62
Po prostu odbiór tego film to sprawa czysto emocjonalna - jeśli u kogoś Linklater uderza w odpowiednie struny, to pewnie nietrudno się zachwycić.

Ja na początku seansu (gdzieś do 40 minuty) byłem przekonany, że wystawię Boyhood ocenę pozytywną, ale im dłużej trwał film, tym bardziej czułem się znużony i zniechęcony, bo przestało mnie obchodzić to, co działo się na ekranie. Nie znalazłem w tym filmie nic dla siebie, bo on sprzedaje taniochę. Życiową taniochę.

Odpowiedz
#63
Pewnie masz rację, tylko że:

nawrocki napisał(a):bo on sprzedaje taniochę. Życiową taniochę.

Nie do końca potrafię zrozumieć, jakim cudem tyle osób się na tę taniochę złapało.
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast

Odpowiedz
#64
Co to takiego ta "życiowa taniocha"?

Nie mogę wyjść z podziwu jak bardzo wyżej od głównego bohatera stawia się każdy krytykujący ten film, jakby z góry zakładając, że film o ich życiu byłby jakąś niesamowitą, głęboką historią, a ich charyzma i złożoność charakteru po prostu zwaliłyby widzów z nóg. To ego czy zbyt wyidealizowany obraz własnego dzieciństwa? :)

Odpowiedz
#65
Całe szczęście to twój, Grzechu, kłopot, nie mój :)
Nie wiem jakich konkretów oczekujesz? Film gra na odpowiedniej nucie, którą słyszę, rozumiem i mnie wzrusza. Nie opowiada o czymś nieoczywistym, nie jest odkrywczy, ale ja wcale tego nie oczekuję. Wiem, że to banały i frazesy o zyciu, ale nie uważam, że Boyhood jest z tego powodu banalne.
Majmurek fajnie napisał: http://www.dwutygodnik.com/artykul/5402-linklater-w-krysztalach-czasu.html

Odpowiedz
#66
(11-01-2015, 11:29)Mierzwiak napisał(a): Nie mogę wyjść z podziwu jak bardzo wyżej od głównego bohatera stawia się każdy krytykujący ten film, jakby z góry zakładając, że film o ich życiu byłby jakąś niesamowitą, głęboką historią, a ich charyzma i złożoność charakteru po prostu zwaliłyby widzów z nóg. To ego czy zbyt wyidealizowany obraz własnego dzieciństwa? :)
O czym ty mowisz? Bo jezeli odnosisz sie do osob krytykujacych ten film tutaj to przeciez jest całkowicie odwrotnie do tego, co mowisz. Nikt chyba nie zarzuca "bohaterowi", ze ma nudne życie, tylko Linklaterowi, że przedstawił życie w jego najnudniejszych momentach. Bo kazdy ma emocjonujace albo dramatyczne momenty w zyciu (nie tylko, dlatego że sa subiektywnie odbierane), ael Linklater ich wydaje się celowo unikac i w trzygodzinnym filmie znajda sie może z dwa.

Poza tym Linklater przedstawił życiowe życie żyjących życiem ludzi w Before Sunrise, a opowiedział historie miliard razy głębszą i bardziej niesamowitą niż to. A przeciez wcale nie pokazal niczego wydumanego, bo takie historie - albo bardzo podobne - się zdarzają.


Odpowiedz
#67
(11-01-2015, 11:29)Mierzwiak napisał(a): Co to takiego ta "życiowa taniocha"?

Nie mogę wyjść z podziwu jak bardzo wyżej od głównego bohatera stawia się każdy krytykujący ten film, jakby z góry zakładając, że film o ich życiu byłby jakąś niesamowitą, głęboką historią, a ich charyzma i złożoność charakteru po prostu zwaliłyby widzów z nóg. To ego czy zbyt wyidealizowany obraz własnego dzieciństwa? :)
Ale tu nie chodzi o to, że stawiam się wyżej (chociaż powinienem, bo tak nudnego, bezpłciowego i irytującego bohatera nietrudno przebić). Idzie mi o to, że do mnie to po prostu nie trafia. Wiem, jaki zamysł miał Linklater, wiem co chciał pokazać, ale zwyczajnie tego nie kupuję i tyle. Kino obrodziło już w wiele obyczajowych opowiastek, które mają o wiele większą siłę oddziaływania, niż jego film i nie potrzebowały do tego eksperymentalnych wygibasów.

Odpowiedz
#68
Cytat:Nie mogę wyjść z podziwu jak bardzo wyżej od głównego bohatera stawia się każdy krytykujący ten film, jakby z góry zakładając, że film o ich życiu byłby jakąś niesamowitą, głęboką historią
Nie mówimy o tym, że przedstawione życie przeciętnego nastolatka (w miarę podobne do naszego) powinno układać się w jakąś zgrabną i mającą cel historię, tylko o tym, że w życiu przeciętnego nastolatka jest dużo więcej ważnych, ciekawych, emocjonujących momentów, scen, które wpływają na bieg życia, na kształtowanie osobowości - takich w Boyhoodzie brakuje. Nawet jak ktoś nie ma zbytnio ciekawego życia, to przecież wewnętrznie każdy sporo przeżywa, uczy się, ma jakieś konflikty, z biegiem czasu zmienia się mu podejście do świata - sposób kręcenia zdawał się dawać znakomite możliwości do pokazania tej zmiany, rozwoju emocjonalnego, a w ogóle tego nie wykorzystano, bo ja nie mam pojęcia jaki był Mason gdy miał 10 lat, a jaki gdy 16, potrafi ktoś powiedzieć jak on się zmienił przez kilka lat? Oprócz tego, że urósł?

Odpowiedz
#69
(11-01-2015, 12:14)Crov napisał(a): O czym ty mowisz?
O osobach piszących jakiego to Boyhood ma nudnego bohatera wiodącego nudne życie, w przeciwieństwie do ich samych, ich dzieciństwa i życia. Kilka osób na forum tak pisało.

Ale ja się nie zamierzam wykłócać. To jest tak specyficzny film, że albo go kupujesz, albo nie i tak jak pisałem, to był dla mnie niesamowicie przyjemny seans i nie chciałem, by film się skończył. To ma dla mnie większą wartość niż analizowanie na chłodno scenariusza czy charakteru głównego bohatera.

Odpowiedz
#70
(11-01-2015, 14:12)Mierzwiak napisał(a):
(11-01-2015, 12:14)Crov napisał(a): O czym ty mowisz?
O osobach piszących jakiego to Boyhood ma nudnego bohatera wiodącego nudne życie, w przeciwieństwie do ich samych, ich dzieciństwa i życia. Kilka osób na forum tak pisało.
Bo pewnie mają ciekawsze życie niż bohater Boyhood. W życiu bohatera tego filmu nic ciekawego wlasciwie sie nie dzieje. Twierdzenie filmu, że życie to tylko łażenie, gadanie, siedzenie, żadnego większego dramatu, poza jednym alkoholikiem rzucającym szklanką, nie brzmi prawdziwie. Boyhood nie przedstawia jakiegos przypadkowego łikendu 5-cio latka, tylko 12 lat z życia chłopaka. Oczywiscie, ze nie kazdy dzien jest przygodą - czasem są całe miesiące nudy czy rutyny, ale to nie znaczy, ze w roku nic się nie dzieje. Bo nawet w rutynie pojawiaja sie ciekawe elementy - w nudnej szkole jest dziewczyna, ktora ci się podoba, koles, ktoremu chce spuscic łomot, kumpel, z którym planujecie wyścigi rowerowe. Cokolwiek.

I ja mysle, ze Linklater intencjonalnie pomija te ciekawe momenty. Jakby na złość Hitchcockowi pokazuje te momenty, ktore są nudne. Wszystkie ciekawe momenty życia bohatera tylko sugeruje. Na przyklad czy zwrociliscie uwage na dziwne zachowanie kobiety na imprezie po zakończeniu szkoły przez bohatera? Czy tylko ja odnioslem wrazenie, ze miedzy nią a Andrew coś było, zwlaszcza, gdy zaproponowała, że go podwiezie?

Te nude mozna lubic albo nie, ale nie udawajmy, ze film pokazuje normalne albo ciekawe życie. Pokazuje jakis generyczny szkielet, ktory kazdy moze wypelnic swoimi wspomnieniami. Dla niektorych to pewnie sila.

Odpowiedz
#71
W końcu obejrzałem. Po bardzo mieszanych opiniach jakie można na forum przeczytać, miałem pewne obawy co do tego filmu. I po seansie mogę napisać, że za cholerę nie dałbym mu tych wszystkich nagród, które zdobywa. Nagradzanie za formę, a nie za jakość jest chujowe, gdyby nie to jak został nakręcony ten film, pewnie nawet nikt poważnie by go nie traktował w walce o Globy czy Oscary.

Sam film uważam za dobrą obyczajową historię z trochę nudnawym głównym bohaterem, ale to tyle, nic więcej. To co mnie w nim wkurzało to to, że jak coś sie już miało zacząć, jakiś konflikt cos w ten deseń, to nagle był przeskok o kilka miesięcy/lat. Pod tym względem przypominało mi to trochę Godzillę, gdzie coś jeszcze sie dobrze nie zaczęło, to już kończyło. "Boyhood" sobie spokojnie sunie niczym życie, ale w tym snuciu reżyser mógłby pokazać coś co sprawiłoby, że móglbym powiedzieć "Wow, faktycznie, zajebisty film". A tutaj ani jakichś większych emocji nie doświadczyłem, nie poruszyło mnie to, oglądało mi się to fajnie, nie nużyło pomimo długości.

Dwie sceny zapadły mi jedynie w pamięci - drugi mąż robi po pijaku awanturę i rzuca szklankami po jadalni. A ten wątek też ostatecznie chujowo zakończony - co sie stało z tamtymi dzieciakami? Zostali z ojcem pijakiem? Przecież oni mieszkali ze sobą kilka lat, matka ostatecznie miała na nich wyjebane i je zostawiła na pastwę losu? Momentami miałem wrażenie, że ten film jest pocięty za bardzo, niektóre wątki są urywane w połowie.
Druga to końcówka filmu jak gość, który naprawiał rury podchodzi do rodzinki i mówi, że matka głównego bohatera zmieniła mu życie.

Kolejna sprawa to główny bohater, a raczej aktor który go gra. Co za irytujący gość. Im był starszy tym bardziej jego morda mnie wkurzała. Smęcił coś pod nosem, miałem ochotę wejść w telewizor i przyjebać mu wychowawczego. Jestem raczej pewny, że z gościem, który tak zamula ciężko byłoby mi się zakumplować.

6 albo 7/10, jeszcze nie wiem.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
#72
Mierzwiak napisał(a):Co to takiego ta "życiowa taniocha"?

Między innymi dobranie wydarzeń i problemów w taki sposób, by pokrywały się z doświadczeniami dosłownie wszystkich, którzy dzieciństwa nie spędzili w pokoju bez klamek, zrezygnowanie ze snucia jakiejkolwiek opowieści po to, żeby film był odpowiednio niekonkretny i sprowadzał się do wywoływania emocji na tak samo ordynarnie prostej zasadzie, na jakiej emocje wywołuje na przykład wideo z Komunii.

Cytat:Nie mogę wyjść z podziwu jak bardzo wyżej od głównego bohatera stawia się każdy krytykujący ten film, jakby z góry zakładając, że film o ich życiu byłby jakąś niesamowitą, głęboką historią, a ich charyzma i złożoność charakteru po prostu zwaliłyby widzów z nóg. To ego czy zbyt wyidealizowany obraz własnego dzieciństwa? :)

Ależ kompletnie nie o to chodzi :). Nie chodzi o to, że wydarzenia z życia Masona są nudne, chodzi o to, że Mason jest nudny i bezpłciowy. Już o tym pisałem wyżej - Mason nie reaguje na nic, co się dzieje wokół niego, nie jara się niczym, niczym się nie martwi. Ma tak samo w dupie rozwód matki, jak to, że poderwał jakąś fajną dupę. Gdyby go nie było w tym filmie, a całość nazywałaby się "American Family", to film by na tym nic nie stracił.

Desjudi napisał(a):Całe szczęście to twój, Grzechu, kłopot, nie mój :)

Niby tak, ale - jak widać po tym temacie - nie tylko mój :)

Cytat:Nie wiem jakich konkretów oczekujesz? Film gra na odpowiedniej nucie, którą słyszę, rozumiem i mnie wzrusza.

No właśnie... nie takich :). Bo to można napisać o dosłownie każdym filmie. A jakich konkretów oczekuję? Przede wszystkim dotyczących tego, gdzie w tym filmie jest ten geniusz, o którym wszyscy piszą, ale którego nikt jakoś nie potrafi wskazać. Co w tym filmie jest niezwykłego poza tym, że powstawał przez 12 lat. Jaki właściwie pomysł miał Linklater na bohatera i co chciał za jego pomocą osiągnąć. Jaki był pomysł na konstrukcję filmu, poza tym, że składa się z 12 fragmentów. Tak na początek.

Tekst Majmurka jest chyba najlepszym w polskim Internecie, ale to nadal nie to.
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast

Odpowiedz
#73
(11-01-2015, 20:10)Pelivaron napisał(a): co sie stało z tamtymi dzieciakami? Zostali z ojcem pijakiem? Przecież oni mieszkali ze sobą kilka lat, matka ostatecznie miała na nich wyjebane i je zostawiła na pastwę losu?

To nie były jej dzieci, nie miała do nich praw, więc mogła co najwyżej nasłać na gościa jakichś urzędasów. Ale sam film nie jest o nich, tylko o Masonie, więc nawet, jeśli coś tam się później działo, to najwyraźniej już się nie spotkali.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#74
(11-01-2015, 21:03)Mefisto napisał(a):
(11-01-2015, 20:10)Pelivaron napisał(a): co sie stało z tamtymi dzieciakami? Zostali z ojcem pijakiem? Przecież oni mieszkali ze sobą kilka lat, matka ostatecznie miała na nich wyjebane i je zostawiła na pastwę losu?

To nie były jej dzieci, nie miała do nich praw, więc mogła co najwyżej nasłać na gościa jakichś urzędasów. Ale sam film nie jest o nich, tylko o Masonie, więc nawet, jeśli coś tam się później działo, to najwyraźniej już się nie spotkali.

No, ale to właśnie chujowe było. Nie wierzę, że dzieciaki, które żyły ze sobą kilka lat i na pewno się zżyły, nie spróbowały się skontaktować.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
#75
(11-01-2015, 20:24)Motoduf napisał(a): No właśnie... nie takich :). Bo to można napisać o dosłownie każdym filmie. A jakich konkretów oczekuję? Przede wszystkim dotyczących tego, gdzie w tym filmie jest ten geniusz, o którym wszyscy piszą, ale którego nikt jakoś nie potrafi wskazać. Co w tym filmie jest niezwykłego poza tym, że powstawał przez 12 lat. Jaki właściwie pomysł miał Linklater na bohatera i co chciał za jego pomocą osiągnąć. Jaki był pomysł na konstrukcję filmu, poza tym, że składa się z 12 fragmentów. Tak na początek.

Tekst Majmurka jest chyba najlepszym w polskim Internecie, ale to nadal nie to.

No przecież o większości tych rzeczy, o które prosisz, Majmurek pisze.
Poza tym odnoszę wrażenie, że nie istnieje argumentacja, która mogłaby cię przekonać. Zresztą, ja nie mówię, że Boyhood jest genialne, że jest tworem jakiegoś niezwykłego mózgu filmowego. Linklater to nie Welles czy Hitchcock. ten film działa na innych falach, angażując emocje, sentymenty - czuję podobnie jak podczas filmów takiego von Triera, który sięga przede wszystkim po to, aby wywołać konkretne reakcje u odbiorcy. Lubię ten stan, bo odczuwam go rzadko.
Ty się temu nie poddałeś, jak ja nie poddałem się Godzilli, którą uważasz za najlepszy film roku albo Lucy, którą ty kojarzysz z Kubrickiem, a ja, no cóż, nie potrafię tego dostrzec. Temat, czas, miejsce - mi w Boyhood pasuje wszystko, układa mi się ten film w głowie odpowiednie dobrze, bo stymuluje zwoje. Wiem, że z wieloma osobami również to robi, co niejako sugerują oceny choćby na Pomidorach, ale naprawdę nie warto sobie zadawać pytania, dlaczego innym, w tym tobie, nie pasuje. Przy okazji nie wiem dlaczego ten film wywołuje tak skrajnie odmienne reakcje u osób (ja, ty), które - tak zakładam - są wyczulone na fałsz i banał. Podobna sytuacja jest z Her, którą ty miażdżysz, a ja uwielbiam. A Birdmana w równym stopniu uwielbiamy ;)




Odpowiedz
#76
(11-01-2015, 21:34)Pelivaron napisał(a): No, ale to właśnie chujowe było. Nie wierzę, że dzieciaki, które żyły ze sobą kilka lat i na pewno się zżyły, nie spróbowały się skontaktować.

Przecież oni mieli 10 lat, a chłopak z matką uciekł do innego stanu :) Poza tym ja tam wielkiego zżycia nie widziałem.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#77
Cytat:No, ale to właśnie chujowe było. Nie wierzę, że dzieciaki, które żyły ze sobą kilka lat i na pewno się zżyły, nie spróbowały się skontaktować.

Ale narracja skacze co jakiś czas i oczywistym jest, że nie pokazuje wszystkich interesujących wydarzeń z życia głównego bohatera. O pewne rzeczy zahacza, a później ich nie podsumowuje, np. wątek studentki uczęszczającej na zajęcia matki Masona, z którą rozmawia w pokoju w czasie imprezy - byłem pewien, że wyniknie z tego jakaś głębsza relacja i może wynikła, ale reżyser już tego nie pokazuje. I to jest dla mnie piękne - ta bezcelowość, o której pisze Desjudi. Wszystko tu jest takie zwyczajne, przeciętne, wręcz nudne i prze do przodu tak spontanicznie. Nawet nie umiałbym wydestylować z tej historii jakiejś przewodniej myśli, ale gdy dziś oglądałem Boyhood to czułem, że jest w tym jakaś prawda i magia. Większa dawka dramatyzmu tylko zabiłaby naturalność Boyhood.

Odpowiedz
#78
Boyhood to najlepsze oszustwo ostatniej dekady - jezeli nie wiecej niż dekady. Ludzie chwalą film za to, że o niczym nie mówi, niczego nie pokazuje i traktuje wątki po łebkach. ;)

"Większa dawka dramatyzmu tylko zabiłaby naturalność Boyhood" - mówisz tak, jakby w zyciu nie było dramatyzmu czy dramatycznych sytuacji.

Odpowiedz
#79
Nadmierny dramatyzm prowadzi do hollywoodzkich uproszczeń i efekciarstwa ;)

Odpowiedz
#80
Moje życie wcale nie jest dramatyczne, więc Boyhood bardzo mi się podoba:D

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Grand Budapest Hotel (2014, reż. Wes Anderson) PropJoe 34 10,310 16-02-2026, 10:19
Ostatni post: shamar
  Zbaw nas ode złego (2014) Capt. Nascimento 1 1,460 07-07-2025, 18:07
Ostatni post: Debryk
  Fury (2014, reż. David Ayer) Kaczor 155 42,536 11-09-2023, 09:40
Ostatni post: Corn
  Dzika droga / Wild (2014) Gieferg 5 2,674 20-07-2022, 09:41
Ostatni post: simek
  The Guest (2014) reż. Adam Wingard Gal Anonim 253 52,022 13-05-2022, 19:55
Ostatni post: Crash
  Edge of tomorrow (reż. Doug Liman) 2014 Martinipl 382 87,162 27-08-2020, 23:13
Ostatni post: Lawrence
  Transcendence (2014) (Reż. Wally Pfister) Lawrence 156 29,101 02-04-2020, 23:00
Ostatni post: Dr Strangelove
  Whiplash (2014) reż. Damien Chazelle Capt. Nascimento 131 30,390 21-01-2020, 21:14
Ostatni post: Pelivaron
  The Judge (2014) reż. David Dobkin Capt. Nascimento 14 3,950 01-01-2019, 15:35
Ostatni post: Mierzwiak
  Sabotage (2014) reż. David Ayer vast 93 17,778 21-12-2017, 15:50
Ostatni post: Martinipl



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości