Crazy, stupid, love. (2011 r.)
#21
(24-10-2011, 17:02)Mierzwiak napisał(a): Moim zdaniem jest lepszy. Dasz radę z tym żyć?

No nie, mimo, że sam założyłem ten temat to dla mnie "500 days of summer" jest o klasę, jak nie o dwie, lepsze od "Crazy, Stupid...". I w ogóle 500 Dni to moja ulubiona komedia romantyczna na pewno ostatniej dekady, a może i w ogóle.

Odpowiedz
#22
to nie jest komedia romantyczna!
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#23
To co, dramat społeczny? :) Czy może nowy gatunek indie hipster rom-kom? :) Mimo, że ogólny wydźwięk tego filmu jest bardziej refleksyjny i poważny niż większości rom-komów to nadal jest to rom-kom i nadal jest to film bardzo zabawny.

Odpowiedz
#24
to, że film prawi o miłości, a przy okazji ma trochę śmiesznych fragmentów nie klasyfikuje go od razu jako komedię romantyczną, bo na takiej zasadzie do gatunku możemy przypisać nawet i Armageddon
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#25
Ale głównym obiektem zainteresowania Armageddon nie jest miłość tylko wielki meteoryt, który chce pierdolnąć w Ziemię. A w "500 dni" - jest to właśnie miłość. I jest pokazana w bardzo ironiczny, gorzki i prawdziwy sposób, ale jednak nadal zabawny, postacie i dialogi są zbudowane tak, żeby były zabawne, a widzowie w czasie filmu mają się głównie śmiać. Jeśli film o miłości, na którym się śmiejemy nie jest komedią romantyczną to nie wiem co nią jest. I fakt, że "500 dni" nagina nieco gatunkowe reguły nie świadczy o tym, że nie jest komromem, ale raczej jak szeroki i giętki jest to gatunek. Zresztą, powtarzam pytanie - jeśli "500 dni" nie jest komromem to czym jest Twoim zdaniem? :)

A żeby nie było offtopa - Crazy Stupid Love to już stuprocentowy komrom i co do tego nie ma żadnych wątpliwości :P

Odpowiedz
#26
dlaczego obraza?! bo jest perłą wśród gówien?

Odpowiedz
#27
Bez jaj. To, że jest o mnie ma automatycznie oznaczać, że nie jest zabawne? Albo vice versa? No wtf? I nie czaję czemu niby bycie komromem ma być obrazą. To komrom tak samo jak wiele innych tego typu (gorszych lub lepszych) refleksyjnych filmów o miłości, które aspirują do czegoś wyższego, ale wciąż zachowują gatunkowe ramy. Tak samo sprawa się ma z filmami Judda Apatowa, tak samo chociażby z "Annie Hall" Woody'ego Allena i tak samo z wieloma innymi tytułami, które na pierwszy rzut oka są zbyt gorzkie/prawdziwe, żeby nazywać je komediami romantycznymi po czym się okazuje, że jednak nimi są.

(27-10-2011, 00:40)Phil napisał(a): A jeśli nie jest komromem to czym? "This is a story of boy meets girl".

Aha, super, no to mamy nowy gatunek filmowy.

Odpowiedz
#28
(27-10-2011, 00:34)Rodia napisał(a): Ale głównym obiektem zainteresowania Armageddon nie jest miłość tylko wielki meteoryt, który chce pierdolnąć w Ziemię.

You are soooo wrong...

Cytat:A w "500 dni" - jest to właśnie miłość.

W co drugim filmie masz miłość, więc może wszystkie wrzućmy do tego samego wora?

Cytat:Zresztą, powtarzam pytanie - jeśli "500 dni" nie jest komromem to czym jest Twoim zdaniem? :)

Filmem o miłości, ale NIE kom-romem. Tak samo jak i Annie Hall nim nie jest.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#29
(27-10-2011, 13:35)Phil napisał(a): Jak mnie irytuje, jak ktoś za wszelką cenę chcę zamknąć w ramy gatunku, coś co z ram się wymyka : ).

To, że komrom opowiada o miłości szczerze, bez upiększeń i w prawdziwy sposób nie oznacza od razu, że przestaje być komromem. To rzygowinowy poziom taśmowo produkowanych filmów z tego gatunku w USA wytworzył stereotyp komedii romantycznych jako filmów głupich, przesłodzonych i pozbawionych jakiejkolwiek więzi z widzem. I jak się pojawia coś dobrego to od razu się twierdzi, że to nie komrom, bo to takie dobre i oryginalne. A to wciąż komrom - tylko, że dobry :)

(27-10-2011, 16:03)Mefisto napisał(a):
(27-10-2011, 00:34)Rodia napisał(a): Ale głównym obiektem zainteresowania Armageddon nie jest miłość tylko wielki meteoryt, który chce pierdolnąć w Ziemię.

You are soooo wrong...

Możliwe, nie widziałem :P

(27-10-2011, 16:03)Mefisto napisał(a): W co drugim filmie masz miłość, więc może wszystkie wrzućmy do tego samego wora?

Dzizas krajst. Mówię o filmach, których GŁÓWNYM tematem jest miłość i które są stricte o niej, tak? Bo chyba o takich mówimy czy może coś przeoczyłem? :P

(27-10-2011, 16:03)Mefisto napisał(a): Filmem o miłości, ale NIE kom-romem. Tak samo jak i Annie Hall nim nie jest.

Director Webb has described the film as more of a "coming of age" story as opposed to a "rom-com". He stated, "We arrive at a different conclusion, for one thing. Plus, most romantic comedies are more loyal to a formula than to emotional truth. It's about happiness, and learning that you'll find it within yourself, rather than in the big blue eyes of the girl in the cubicle down the hall. I wanted to make an unsentimental movie and an uncynical movie. In my mind, I wanted it to be something you could dance to. That's why we put a parenthesis in the title - it's like a pop song in movie form. It's not a big film. It's not about war or poverty. It's about 500 days in a young guy's relationship, but it's no less deserving of scrutiny. When your heart is first broken, it consumes you. And it's an emotion I wanted to make a movie about, before I forgot how it felt".

Jak dla mnie różnica jest kosmetyczna i sam Webb nie przywiązuje do niej wagi. Oczywiście można się kłócić, ale ja nadal będę uparcie zaliczać "500 dni" jako komroma. Bardzo dobrego i nietypowego, ale wciąż komroma. Annie Hall zresztą też - ten film został nawet zaliczony przez AFI jako drugi najlepszy komrom w historii :)

Odpowiedz
#30
(27-10-2011, 21:06)Rodia napisał(a): Możliwe, nie widziałem :P

No to Ci powiem, że 1/2 jest o asteroidzie, a 1/2 o związku Afflecka i Tyler i oczywiście miłość musi zwyciężyć asteroidę :)

Cytat:Dzizas krajst. Mówię o filmach, których GŁÓWNYM tematem jest miłość i które są stricte o niej, tak? Bo chyba o takich mówimy czy może coś przeoczyłem? :P

No dobra, to w takim razie co trzeci film.

Cytat:Jak dla mnie różnica jest kosmetyczna i sam Webb nie przywiązuje do niej wagi. Oczywiście można się kłócić, ale ja nadal będę uparcie zaliczać "500 dni" jako komroma.

Skoro różnica jest i sam reżyser ją przyznaje, to po co chcesz się kłócić? :P

Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#31
Bo wygląda mi to bardziej na różnicę umowną niż formalną. Różne wersje się w necie znajdzie, choć na większości "500 dni" klasyfikuje się jako kom-roma.

Odpowiedz
#32
A większość w końcu zawsze ma racje...

500 to nie kom-rom, to obyczajowa historia, to zdecydowanie opowieść o dojrzewaniu (coming-of-age) emocjonalnym (choć zakończenie troche to psuje, ale w sumie jest dość otwarte). I przede wszystkim: to nie jest historia o miłości (a tą jest na przykład Forgetting Sarah Marshall czy film z tego tematu), to historia o zauroczeniu.

Odpowiedz
#33
Niesamowicie nijaki film, przez który przeprawa jest męcząca i bardzo nieprzyjemnie żmudna, gdyż seans to niekończące się pasmo ziewania na przemian z face-palmami. Nic tu nie zostaje w pamięci na dłużej. Oglądałem to to wczoraj, a już nie pamiętam imion bohaterów, ani o co w ogóle "poszło". Na niesmaczny deser obleśna Moore, niewiele lepsza Stone oraz Gosling, którego robi się z czasem szkoda patrząc na jego denną postać (mając świeżo zarazem w pamięci go z "Drive"). Najgorszy rodzaj filmu - masakryczny do bólu średniak, który spływa całkowicie bez emocji.
5/10
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#34
Chyba Ty.

Odpowiedz
#35
Bez jaj, w tak na serio z tą wielkością CSL? Obejrzałem i cóż, bardzo przyjemny seans, bez większych zgrzytów, co bardzo dobrze świadczy o znajomości romantycznej materii przez twórców i o tym, czego warto unikać, a co się zawsze świetnie sprzedaje. I to jest dokładnie droga środka - zapewnić komfort w oglądaniu znanych twarzy oczekując na spodziewane zwroty akcji i zapewnić trochę śmiechu, trochę łez podług znanych od wieku schematów gatunku. No naprawdę, w sposobie narracji, prowadzenia fabuły, konstrukcji bohaterów to prawie komromowy klasyk, który wyróżnia się dużą wysokim poziomem dialogów, aktorstwa i do tego jest skuteczny w namawianiu do codziennego spojrzenia w lustro (i we własne życie). Jednak z oryginalnością takich ?500 dni miłości? - filmie wielokrotnego użytku - nie ma co zestawiać, nie ten poziom. Już bliżej mu do "Love actually", ale tu też poziom nieporównywalny, brytole jankesów zostawiają daleko w tyle.

Niemniej, biorąc pod uwagę typowe jankeskie komromy na wieczór z dziewczyną/żoną, "Crazy Stupid Love" wyróżnia się z tłumu wyraźnie będąc jego częścią.

6

Odpowiedz
#36
(14-11-2011, 13:01)desjudi napisał(a): Bez jaj, w tak na serio z tą wielkością CSL?
Kto mówi o wielkości? Dla mnie to po prostu miła odmiana i - mimo przewidywalności - powiew świeżego powietrza w gatunku, który jest bardziej zatęchły niż grobowiec Tutenchamona.

A że ktoś 500 Days of Summer uważa za wielkość, od którego to filmu wolę CSL? Dla mnie to nie wielkość, więc proszę nie przypisywać mi czegoś, czego nigdy nie powiedziałem :)

Odpowiedz
#37
A ja już mam dosyć tego ciągłego przyrównania tego filmu do "500 dni..". Tak to wygląda: nie wiem o co takie halo, to słabszy film od "500 dni miłości".

Odpowiedz
#38
A mnie się nawet podobał. Strasznie przewrotny - z jednej strony momentami śmieszny, ale w sumie bardziej gorzki i smutny. Aktorsko całkiem dobrze (myślałem, że Carell będzie mnie irytował, a tu niespodzianka). Jednakże pozytywne wrażenie zaciera strasznie zepsuty finał, po prostu szkoda nerwów. Mimo wszystko dla całości:

7/10
"I have a competition in me. I want no one else to succeed. I hate most people." - Daniel Plainview

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Geneza Planety Małp i jej sequele (2011 - 2024) Gieferg 490 123,595 07-05-2026, 11:58
Ostatni post: shamar
  Conan the Barbarian (2011) Gieferg 336 84,854 23-02-2024, 16:39
Ostatni post: Gieferg
  Love Actually jarod 25 7,541 28-01-2024, 18:22
Ostatni post: Bucho
  A Lonely Place to Die - Julian Gilbey - 2011 slepy51 32 12,851 14-08-2023, 00:08
Ostatni post: Mental
  FRIGHT NIGHT (2011) Gal Anonim 12 4,578 31-10-2022, 19:22
Ostatni post: OGPUEE
  The Raid 2011 (reż. Gareth Evans) Snappik 125 32,271 11-01-2022, 10:25
Ostatni post: marsgrey21
  Seeking Justice (2011) reż. Roger Donaldson military 22 8,104 24-10-2017, 19:22
Ostatni post: Gieferg
  Take Shelter (2011) reż. Jeff Nichols Snuffer 15 6,558 07-05-2017, 08:14
Ostatni post: Louis Cyphre
  Haywire (2011) nawrocki 33 11,848 27-01-2017, 11:14
Ostatni post: Corn
  Love (2015) reż. Gaspar Noé simek 26 9,715 19-03-2016, 05:09
Ostatni post: Mefisto



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości