05-04-2011, 15:51
|
Deadwood - serial (HBO, 2004-2006) i film (2019)
|
|
Milosc jej zycia skonczyla z kulka w glowie i reka umarlaka w garsci, wiec sila rzeczy bedac twarda, bezkompromisowa sztuka zaciesnila swoj flirt z gorzala i wyladowala w rynsztoku. Milch to za wielki geniusz, zeby trzymac ja bez powodu w serialu : )
najlepsze, co można zrobić z dobrą radą, to podać ją dalej
Mental napisał(a):Kurwić się?Właśnie to robiła prawdziwa Calamity Jane. I to u samego Ala Swearengena :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi 05-04-2011, 16:39
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=4KsU89R1A8M[/youtube]
1:17-1:27 - przy tym fragmencie prawie zlałem się w gacie ze śmiechu <ok>
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
08-04-2011, 10:22 Było? Nie było? Taka ciekawostka, jako odpowiedź na post Snappika :) Szalenie mi się podoba zestawienie TAKIEJ muzyki z TAKIM serialem. To jest... po prostu genialne. 19-04-2011, 22:36
To nie tylko wykorzystanie pewnej muzyki, ale nawiazanie do zwiastuna Powrotu do przyszlosci 3. W kazdym razie genialne w istocie. ;)
20-04-2011, 09:08
Deadwood w 1888 roku, 12 lat po wydarzeniach pokazanych w serialu:
Rozwój miasteczka był nieprawdopodobny - od zapyziałej górskiej osady poszukiwaczy złota przez 12 lat do tego przy ówczesnym stanie techniki - robi mega wrażenie. Dwa lata później: Więcej zdjęć: http://blogs.denverpost.com/captured/2011/02/23/from-the-archive-frontier-life-in-the-west/2713/ 01-07-2011, 20:46 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-07-2011, 20:49 przez Mental.)
Fotka grobu Hickocka <ok>
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
01-07-2011, 21:08
Ciekawostka - gra planszowa Deadwood - http://www.galakta.pl/artykul_270.html. Z tego co widziałem raczej niezwiązana z serialem.
Listen to them. Children of the night. What music they make.
12-08-2011, 18:26 (03-01-2012, 12:28)Artemis napisał(a): ?? Prostytutki, które są takimi samymi postaciami jak faceci chlejący w saloonie; Trixie i Joanie Stubbs, które nie dają się uprzedmiotowić i z całą stanowczością walczą o swoje; Calamity Jane, która w ogóle jest zaprzeczeniem "kobiety w telewizji" (dla mnie jeden z najlepszych wątków alkoholizmu ever); i w ogóle pokazanie życia kobiet w czasach zmitologizowanych przez westerny, tego, jak one sobie radzą z pier... patriarchatem :) Prostytutka czy Wdowa nie są już kartonowymi podpórkami na piersi, tylko pełnoprawnymi postaciami; wystarczy? ;) To, że nie są "kartonowymi podpórkami na piersi" wynika z przyłożenia się do swojej pracy scenarzystów i stworzenia wielu ciekawych postaci, ale żeby od razu miał to być feminizm? :) W całym Deadwood nie było kobiety niezależnej, kobiety sukcesu, która sama stanowiła o sobie. Trixie była prostytutką pracującą w burdelu, którego właścicielem był facet. Jej egzystencja zależała głównie od Ala. Jak nie chciała być już prostytutką to uciekła do innego mężczyzny, bo sama nie miała by jak sobie poradzić. Dalej Alma Garrett - 3/4 serialu chodziła naćpana. Jej wysoką pozycje w mieście zawdzięcza jedynie urodzeniu i swojemu mężowi. Po jego śmierci biegała od jednego faceta do drugiego, bo sama sobie z niczym nie dawała rady. Calamity Jane - no jeżeli dla ciebie feminizm to prawo do schlania się w rynsztoku to ok :) Joanie Stubbs patrz Trixie. Reszta kobiet nic nie znaczyła była całkowicie podporządkowana, a najwięcej z nich to były prostytutki, które nie miały czasu na feminizm, bo pracowały.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
03-01-2012, 14:28 (03-01-2012, 14:28)Azgaroth napisał(a):Tak, to jest feminizm. Spojrzenie na kobietę na Dzikim Zachodzie (hihi), jako na postać równorzędną postaciom męskim. WIDOCZNOŚĆ kobiet. Itd.(03-01-2012, 12:28)Artemis napisał(a): ?? Prostytutki, które są takimi samymi postaciami jak faceci chlejący w saloonie; Trixie i Joanie Stubbs, które nie dają się uprzedmiotowić i z całą stanowczością walczą o swoje; Calamity Jane, która w ogóle jest zaprzeczeniem "kobiety w telewizji" (dla mnie jeden z najlepszych wątków alkoholizmu ever); i w ogóle pokazanie życia kobiet w czasach zmitologizowanych przez westerny, tego, jak one sobie radzą z pier... patriarchatem :) Prostytutka czy Wdowa nie są już kartonowymi podpórkami na piersi, tylko pełnoprawnymi postaciami; wystarczy? ;) Cytat:W całym Deadwood nie było kobiety niezależnej, kobiety sukcesu, która sama stanowiła o sobie. Trixie była prostytutką pracującą w burdelu, którego właścicielem był facet. Jej egzystencja zależała głównie od Ala. Jak nie chciała być już prostytutką to uciekła do innego mężczyzny, bo sama nie miała by jak sobie poradzić.Bo to nie jest feministyczna bajka do poduszki dla małych dziewczynek, aby zaciskały od małego piąstki, tylko obraz pewnej rzeczywistości, w której kobiety miały taką właśnie pozycję, i jak trudne było jej przekraczanie (patrz Joanie Stubbs). To raz. Dwa, pan Milch jest ewidentnie zainteresowany sytuacją kobiet w pewnym kontekście społecznym, a to też zdradza feministyczną wrażliwość. Cytat:Dalej Alma Garrett - 3/4 serialu chodziła naćpana. Jej wysoką pozycje w mieście zawdzięcza jedynie urodzeniu i swojemu mężowi. Po jego śmierci biegała od jednego faceta do drugiego, bo sama sobie z niczym nie dawała rady. Calamity Jane - no jeżeli dla ciebie feminizm to prawo do schlania się w rynsztoku to ok :) Joanie Stubbs patrz Trixie. Reszta kobiet nic nie znaczyła była całkowicie podporządkowana, a najwięcej z nich to były prostytutki, które nie miały czasu na feminizm, bo pracowały.Ale ja nie mam na myśli feminizmu w sensie "Kazia Szczuka siedzi na kanapie w telewizji i mówi o prawie do aborcji", tylko o podmiotowości tych postaci, badaniu sytuacji kobiet, tego, jak funkcjonują w pokazanej społeczności. I tak, tam jest mnóstwo anonimowych prostytutek, ale na takiej zasadzie, na jakiej jest mnóstwo anonimowych kolesi utytłanych błotem i pijanych rumem.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
03-01-2012, 15:35 (03-01-2012, 15:35)Artemis napisał(a): Tak, to jest feminizm. Spojrzenie na kobietę na Dzikim Zachodzie (hihi), jako na postać równorzędną postaciom męskim. WIDOCZNOŚĆ kobiet. Itd. Dostrzeżenie, że kobiety istniały na dzikim zachodzie to dla mnie jeszcze nie jest feminizm, a raczej chęć jak najszerszego spojrzenia na czasy w których toczy się akcja Deadwood. Jak już można by mówić o demitologizacji gatunku, ale to już wcześniej zrobił Eastwood w Bez przebaczenia. (03-01-2012, 15:35)Artemis napisał(a): To raz. Dwa, pan Milch jest ewidentnie zainteresowany sytuacją kobiet w pewnym kontekście społecznym, a to też zdradza feministyczną wrażliwość. Albo historyczną ciekawość :) Jak dla mnie nad interpretujesz. (03-01-2012, 15:35)Artemis napisał(a): tylko o podmiotowości tych postaci, badaniu sytuacji kobiet, tego, jak funkcjonują w pokazanej społeczności. W serialu pojawia się również wątek imigrantów z Chin. Idąc twoim tokiem rozumowania to nie tylko serial feministyczny, ale również sinologiczny. Ambitnie.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
03-01-2012, 21:09 Azgaroth napisał(a):Jak dla mnie nad interpretujesz.Bez urazy, ale ty po prostu jakoś wąsko i nieciekawie definiujesz feminizm ;) Cytat:W serialu pojawia się również wątek imigrantów z Chin. Idąc twoim tokiem rozumowania to nie tylko serial feministyczny, ale również sinologiczny. Ambitnie.Ale widzisz różnicę pomiędzy komiczną, pojedynczą postacią Chińczyka-od-świń, a szerokim przeglądem kobiecych charakterów, które funkcjonują w scenariuszu na równych prawach z postaciami męskimi?
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
04-01-2012, 00:29 Azgaroth napisał(a):Jej wysoką pozycje w mieście zawdzięcza jedynie urodzeniu i swojemu mężowi. Który był cipą i Bullock spuścił mu zasłużony wpierdol, po czym odesłał z powrotem do NYC, pieprzony burżujek ze złotym zegarkiem ;) Alma Garrett otworzyła bank. Trixie wypaliła z rewolweru i zraniła Hearsta. Calamity Jane żłopała wódę z większa werwą niż niejeden poganiacz bydła - to sięgnięcie godne kronik ;) 04-01-2012, 01:03 (03-01-2012, 15:35)Artemis napisał(a): Dwa, pan Milch jest ewidentnie zainteresowany sytuacją kobiet w pewnym kontekście społecznym, a to też zdradza feministyczną wrażliwość. Racja, to jest właśnie ważne. To jest tak, że w Deadwood jest granicą nie tylko prawa, ale poczucia bezpieczeństwa, jakie w normalnym, uporządkowanym świecie gwarantowała kobietom tradycyjna pozycja żony/matki. Każda z nich próbuje się jakoś wobec tej utraty odnaleźć. Alma do niezależności dojrzewa stopniowo, najpierw czepia się ramienia Bullocka, potem Eliswortha dlatego, bo po prostu nie przychodzi jej do głowy, że mogłaby poradzić sobie sama (zwłaszcza z umysłem zamąconym przez laudanum). Potem jednak stoi w miarę pewnie na własnych nogach. Joanie próbuje uniezależnić się do Tollivera mimo wątpliwości, czy da radę. W przypadku Trixie rzeczywiście nie ma mowy o opuszczeniu Ala - ale przyczyna leży raczej nie w tym, że się go boi (bo umie z nim postępować), tylko fascynacji jego osobą, specyficznym Hasseliebe dziwki do swojego alfonsa. Mimo to podejmuje decyzje, na które ówczesna typowa uległa kobieta nigdy by się nie zdobyła, np. zamach na Hearsta, dopingowanie Almy. W specyficznych warunkach kobiety mają do wyboru albo opuścić Deadwood, albo coś próbować same. Główne bohaterki Deadwood wybierają to drugie. Z drugiej strony mamy męski świat, który reaguje na to różnie: albo stara się kobiety wspierać i przyznaje im prawo do własnego zdania (Bullock, Sol, w pewnym sensie nawet Al), albo tego prawa nie szanuje, ale nie może go lekceważyć (Furnham, Tolliver, klienci banku których nie pamiętam), albo stara się je złamać (Hearst). W każdym razie zaczynają być świadomi, że coś się zaczyna dziać i na to reagują. Właściwie taką naprawdę niezależną kobietą, pracującą na swój rachunek i nie wahającą się robić użytek ze swojego rozumu, była ta agentka Pinkertona. Co prawda feministyczna za bardzo chyba nie była, bo jako wabika na Adamsa użyła własnego ciała, ale na pewno nie brakowało jej zimnej krwi, pewności siebie i umiejętności negocjacji - Al jej nawet powiedział, że chciałby mieć do dyspozycji 20 takich ludzi jak ona. W każdym razie serial na pewno właśnie jest prokobiecy w tym sensie, że daje kobietom miejsce na pierwszym planie, co jest niespotykane w westernach. 05-01-2012, 16:38
Dobra, niech wam będzie :) Ale na pewno nie zgodzę się, że Deadwood jest na czele seriali feministycznych i mam parę zastrzeżeń.
(05-01-2012, 16:38)Quay napisał(a): Joanie próbuje uniezależnić się do Tollivera mimo wątpliwości, czy da radę. Zakładając kolejny burdel, mało to feministyczne :D (05-01-2012, 16:38)Quay napisał(a): albo stara się je złamać (Hearst). W każdym razie zaczynają być świadomi, że coś się zaczyna dziać i na to reagują. Tu się kompletnie nie zgadzam. Hearstowi zależało tylko na kopalni i nie miało znaczenia kto ją prowadzi. Równie dobrze mógł to być Marsjanin. (04-01-2012, 00:29)Artemis napisał(a): Ale widzisz różnicę pomiędzy komiczną, pojedynczą postacią Chińczyka-od-świń, a szerokim przeglądem kobiecych charakterów, które funkcjonują w scenariuszu na równych prawach z postaciami męskimi? Nie było tylko jednego wątku o jednej postaci. Handel opium, handel kobietami, warunki przewożenia imigrantów i ich życia, walka o wpływy w chińskiej dzielnicy itd. Wątek chiński też jest całkiem spory.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
05-01-2012, 17:19 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-01-2012, 17:20 przez Azgaroth.) (05-01-2012, 17:19)Azgaroth napisał(a): Zakładając kolejny burdel, mało to feministyczne :D No mało. Ale co innego mogła Joanie założyć z takim doświadczeniem? Własna inicjatywa to własna inicjatywa, jak by na to nie patrzeć :) (05-01-2012, 17:19)Azgaroth napisał(a): Tu się kompletnie nie zgadzam. Hearstowi zależało tylko na kopalni i nie miało znaczenia kto ją prowadzi. Równie dobrze mógł to być Marsjanin. Deadwood oglądałam dawno, ale pamiętam, że w scenie negocjacji sprawiło dziadowi przyjemność poniżenie jej i wystraszenie. Na pewno starałby się wytrącić z równowagi każdego innego przeciwnika, ale miałam wrażenie, że miał satysfakcję z pokazania babie, gdzie jej miejsce. Jeszcze a propos Calamity Jane. Czytałam niedawno artykuł o Mattie Ross (Prawdziwe męstwo), w którym autorka udowadnia, że Mattie nie była tak naprawdę feministką, bo starała się dorównać facetom, zachowując się jak oni, zamiast wykorzystywać swoją kobiecość (cokolwiek to znaczy). W przypadku Mattie nie do końca tak było (dziewuszka miała po prostu taką specyficzną osobowość), ale przypomniało mi to zachowanie Jane. To że chlała i łaziła w męskich łachach nie świadczyło o jej pewności siebie, raczej o potrzebie akceptacji. Patrząc na Jane nie widziałam kobiety świadomej własnej wartości, raczej kogoś, kto po prostu bardzo potrzebuje przyjaciela. W rezultacie nie była do końca akceptowana ani przez kobiety, ani przez facetów, zagubiona, i chyba jest tak naprawdę najmniej feministyczną postacią w serialu. 09-01-2012, 11:47 Azgaroth napisał(a):Mylisz pewne rzeczy.(05-01-2012, 16:38)Quay napisał(a): Joanie próbuje uniezależnić się do Tollivera mimo wątpliwości, czy da radę. 1) Serial nie musi pokazywać feministek, aby być feministycznym - feministyczna musi być perspektywa, np. odkrywająca i analizująca znaczenie kobiet w danym kontekście. 2) Przykładasz współczesne możliwości do tamtych czasów. 3) O ocenę pracy prostytutek, mam wrażenie, nadal leje się krew. (W sensie takich Adler jak w najnowszym Szerloku, ofkors). Cytat:Nie było tylko jednego wątku o jednej postaci. Handel opium, handel kobietami, warunki przewożenia imigrantów i ich życia, walka o wpływy w chińskiej dzielnicy itd. Wątek chiński też jest całkiem spory.Okej, tu masz rację, trochę już pozapominałam. Co nie zmienia faktu, że kobiet jest znacznie więcej - i to na pierwszym planie. Quay, daję głowę, ze przez ostatnie lat przynajmniej kilka badaczek doktoryzowało się z oceny postaci Calamity Jane :) Ale powiedzenie, że "ona nie kobieca, chciała być jak mężczyźni, więc wejść w system", wydaje mi się mocno przestarzałe (chociażby dlatego, że wychodzi z pojęcia esencjonalnej "kobiecości")
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
09-01-2012, 13:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-01-2012, 16:51 przez Artemis.) (09-01-2012, 11:47)Quay napisał(a): To że chlała i łaziła w męskich łachach nie świadczyło o jej pewności siebie, raczej o potrzebie akceptacji. Patrząc na Jane nie widziałam kobiety świadomej własnej wartości, raczej kogoś, kto po prostu bardzo potrzebuje przyjaciela. W rezultacie nie była do końca akceptowana ani przez kobiety, ani przez facetów, zagubiona, i chyba jest tak naprawdę najmniej feministyczną postacią w serialu. Nie zgadzam się :) Jane chlała bo; na dzikim zachodzie się chleje, lubiła to i nie miała nic lepszego do roboty. I bez przesady z tym zagubieniem i brakiem akceptacji. Miała dwóch przyjaciół Dzikiego Billa i Uttera. Załamała się , ale nie ma tu mowy o jakimś wątku kobiety na dzikim zachodzie. (09-01-2012, 13:48)Artemis napisał(a): 2) Przykładasz współczesne możliwości do tamtych czasów. Tam możliwości były większe. Nie było biurokracji, regulacji, koncesji, podatków, ani Unii Europejskiej. Nikt nikomu nie mówił jak ma żyć, a wolny rynek istniał faktycznie, a nie tylko z nazwy.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
09-01-2012, 20:39 Azgaroth napisał(a):Tam możliwości były większe. W osadach górniczych na Dzikim Zachodzie możliwości dla kobiet był większe? Tzn. jak one niby miały się tam "realizować", skoro to były osady zakładane w 100% przez mężczyzn celem szybkiego wzbogacenia się na drodze ciężkiej fizycznej pracy? Osady górnicze tego typu to nie było to samo co średniowieczna, "dzika", wolnorynkowa, kapitalistyczna Brugia. 09-01-2012, 21:25 (09-01-2012, 13:48)Artemis napisał(a): Quay, daję głowę, ze przez ostatnie lat przynajmniej kilka badaczek doktoryzowało się z oceny postaci Calamity Jane :) Ale powiedzenie, że "ona nie kobieca, chciała być jak mężczyźni, więc wejść w system", wydaje mi się mocno przestarzałe (chociażby dlatego, że wychodzi z pojęcia esencjonalnej "kobiecości") Chodziło mi o to, że Jane nie "pasowała" ani do świata męskiego, ani kobiecego, ale z tych dwóch czuła się pewniej jednak w tym pierwszym. Minimalnie pewniej. Chociaż jej samoocena była bardzo niska, wolała skryć się za męskim przebraniem - może sądziła, ze jako kobieta jest już w ogóle do niczego. Styl twardej kowbojki byłby albo rodzajem maski albo alternatywnym pomysłem na kobiecość, bardziej jednak wierzę w tę pierwszą opcję. (09-01-2012, 20:39)Azgaroth napisał(a): Nie zgadzam się :) Jane chlała bo; na dzikim zachodzie się chleje, lubiła to i nie miała nic lepszego do roboty. I bez przesady z tym zagubieniem i brakiem akceptacji. Miała dwóch przyjaciół Dzikiego Billa i Uttera. Załamała się , ale nie ma tu mowy o jakimś wątku kobiety na dzikim zachodzie. Na Dzikim Zachodzie się chleje, ale nie wszystkie babki chodziły zachlane. Przyczyny takiego wyboru stylu życia przez nią nie są wprost nazwane w serialu, można się ich tylko domyślać: na początku może po prostu mierziła ją tradycyjna rola kobiety i chciała być wolna, udowodnić, że może być tak samo dobrym kowbojem jak facet. Potem zniszczyła ją wojna, potem pomógł jej Bill - Z zagubieniem nie przesadzam, odebrałam tę postać jako najbardziej samotną w całym serialu. Ona taka strasznie biedna była, mimo pozowania na twardzielkę. Dlatego nie bardzo nadaje się na sztandary feministek. 10-01-2012, 11:11 |
|
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |

Spoiler




