Nie chce mi się tego oglądać, bo 240p i prezenter klaskający w mikrofon mnie krzywdzą, ale wow, Walt to już duży chłop :)
Kumpel zaczął ostatnio oglądać LOST od początku, natchniony jego relacjami przypominam sobie muzykę Giacchino z różnych sezonów. To chyba jeden z niewielu elementów, które mnie ostatecznie w tym serialu nie zawiodły do samego końca. Śliczna rzecz.
Ja sobie teraz oglądam wersję, do której dałem linka parę postów wyżej. Ogólnie bardzo fajna i ciekawa rzecz. Choć w paru momentach autor zbyt dosłownie potraktował chronologiczny układ. Np. fragment serialu z lat '70 jest przed rozbiciem się samolotu, co bardzo zaburza ciąg przyczynowo-skutkowy. Za to świetnym patentem było wsadzenie na początek jako swoistego prologu akcji ze starożytności itp. Nadaje to niesamowitego, mindfuckowego klimatu. Nawet jak widziało się już klasyczną całość nie raz. Kolejną fajną rzeczą jest uporządkowanie i puszczenie po sobie retrospekcji, bez których właściwa fabuła nabiera znacznie dynamiki.
W całość wmontowane są też mini epizody, co sprawia, że projekt to chyba najbardziej komplementarna wersja "Lostów". Pomimo zastrzeżeń co do montażu w kilku momentach (rzeczy dziejące się w tym samym czasie są... pokazane w tym samym czasie na podzielonym - częstokroć w dziwaczny sposób - ekranie) i umiejscowienia zdarzeń związanych z Dharmą w latach '70, gorąco polecam. No ale jak ktoś nie kuma angielskiego może mieć problemy, bo napisów raczej do tego nie znajdzie :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi
19-03-2014, 07:54 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-03-2014, 07:55 przez Hitch.)
Dziesięciolecie pomysłu chyba, bo przecież serial miał premierę we wrześniu. Chyba dotknął ich głód dużej imprezy.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
Dla mnie w ogóle 3 pierwsze sezony to serialowa czołówka wszech czasów. I gdyby się na trzech sezonach skończyło to byłoby pięknie.
Wystarczyłoby kilka wątków rozwiązać i byłoby to idealne zakończenie serialu w iście WTFowym stylu. Szkoda że później się to zesrało i do dziś nie mogę uwierzyć że można było cisnąć tak ch*jowy finał.
21-03-2014, 23:47 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-03-2014, 23:48 przez Grievous.)
(21-03-2014, 23:47)Grievous napisał(a): Dla mnie w ogóle 3 pierwsze sezony to serialowa czołówka wszech czasów. I gdyby się na trzech sezonach skończyło to byłoby pięknie.
Co ty, w czwartym i piątym sezonie są jedne z najlepszych odcinków w całej serii. Nawet w szóstym znalazloby się ich parę.
Czwarty sezon nie podobał mi się z prostego powodu- postaci opuściły wyspę. Dla mnie to było coś co powinno się dopiero wydarzyć w finałowym odcinku serialu. Klimat znacząco się zmienił, wprowadzono także wiele nowych, dosyć irytujących postaci i nieciekawych wątków. Na dodatek od tego sezonu budżet został zmniejszony, więc serial zaczął wyglądać znacznie gorzej i taniej. Piąty był już znacznie lepszy, o ile zaakceptowało się idiotyczny pomysł na podróż w czasie. Szósty to dla mnie wiocha od początku do końca, z czego finałowy odcinek to dla mnie najgorsze co spotkało ten serial. Nie podam teraz konkretnych przykładów bo widziałem go tylko raz 4 lata temu, ale pamiętam że stężenie idiotyzmów, zjebanie klimatu, miernota realizacyjna oraz ogólna ch*joza tego epizodu zostawiła mi gorzki posmak do dziś.
Doceniam to ze scenarzyści faktycznie dali odpowiedzi na właściwie wszystkie pytania, nie będę się z tym spierał, ale problem w tym że mi one kompletnie nie podeszły. Jest aż nadto odczuwalne że ogólny zamysł był co najwyżej na sezon do przodu, i nikt mi nie wkręci że to wszystko było zaplanowane od początku. I to chyba była największa wada LOST i powstałych na fali popularności potworków- dawanie tajemnicy rodzącej wiele pytań by podkręcić zainteresowanie widza, a dopiero potem dopisywanie odpowiedzi.
Do tego bawi mnie ciągłe przywoływanie tego że twórcy znali zakończenie serialu od początku produkcji i że jego pomysłodawcą był sam J. J. Abrams. Jest to poniekąd prawda... ale chodzi tylko i wyłącznie o finałową scenę- serial rozpoczął się otwarciem oka przez Jacka i zakończył jego zamknięciem. I tyle, podczas pierwszego sezonu nikt nie miał w głowie żadnych "światełek i koreczków".
Mimo wszystko muszę serial zakupić wreszcie na Blu by sobie go powtórzyć. Sezony 1-5 widziałem kilkukrotnie, ale od czasu 6 już do niego nie wracałem, więc jestem nieco ciekaw jak się to teraz prezentuje po znajomości całości.
22-03-2014, 01:12 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-03-2014, 01:38 przez Grievous.)
(21-03-2014, 23:47)Grievous napisał(a): Wystarczyłoby kilka wątków rozwiązać i byłoby to idealne zakończenie serialu w iście WTFowym stylu.
Juliet uderzająca kamieniem w bombę i białe światło to byłoby najlepsze zakończenie ever i będę to powtarzać zawsze: dla mnie LOST kończy się na piątym sezonie i jeśli kiedyś zdecyduję się poświęcić mu czas, to właśnie na tym momencie skończę oglądanie.
O Boże... jeszcze kontynuacje bym jako tako przeżył , ale to już totalna bzdura ;] Chyba przez to tajemnicze zniknięcie samolotu niedaleko Australii poprzewracało im się w głowie :P
Filmweb robi z igły widły. Lindeof powiedział tylko że ON wierzy że kiedyś LOST może powrócić, ale już pewnie z inną ekipą. I tyle. Nie ma żadnych prac nad takowym projektem.
Zabawne jaki ten serial zabawny. Nie obejrzałem kilku odcinków 3ciego sezonu i w następnych nie miałem już pojęcia o co tam chodzi. I... olałem to całkowicie.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
A ja dziś z nudów cofnąłem się do tych stron z tego tematu, gdzie dyskutowano o sezonach 3-5 i przypomniało mi się to fanowskie podniecenie, snucie teorii, wiara, że wszystko zostanie idealnie i w satysfakcjonujący sposób domknięte... Trzeba przyznać, że LOST jak rzadko który chyba serial potrafił świetnie działać na wyobraźnię i autentycznie intrygował. To już prawie 9 lat od czasu, jak zacząłem oglądać pierwszy sezon, ale do dziś pamiętam, że kolejne odcinki oglądane na TVP to była niemal ceremonia - zresztą i późniejsze śledzenie kolejnych sezonów, już na komputerze, też zawsze wprowadzało przyjemny dreszczyk emocji i zmuszało do rozmyślania przez tydzień, co może wydarzyć się dalej. Nawet się wstawało w nocy, żeby jak najszybciej obejrzeć.
Tak więc co się kurna stało z twórcami w 6 sezonie, to ja nie wiem. Przecież jeszcze nawet w finale piątki potrafili zaserwować scenę, która do dzisiaj przywołuje olbrzymie ciary (upadek wiadomo kogo), a potem przyszła 6 seria i bezpłciowe flaki z olejem. Największy plus tego sezonu to to, że mogłem robić do niego napisy :D straszna szkoda.
Scenarzysta Prison Break'a potwierdza coś co w sumie wiedzieliśmy do dawna:
Cytat:We had an expression in the room and which was, “No Polar Bears,” which was a reference to Lost. I had friends that were writing on Lost, I can’t say who they were. And I was watching football with one of them and I was telling them how much I loved the show…and I’m like, “How are you going to pay all this stuff off?” And he looked at me and goes, “We’re not.” And I go, “What do you mean you’re not?” He said, “We literally just think of the weirdest most f*cked up thing and write it and we’re never going to pay it off.” And I look at him and I’m like, “That’s such bullshi*t! You are completely f*cking with the audience.” I want to bring a class-action lawsuit on behalf of everyone who watched Lost all those years. Nina Hartley jerked people off less that Lost did.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
Oglądam se teraz powtórki na TVNie i... Jakiż to był świetny serial. 8 lub nawet 9/10. Ale piszę to z perspektywy osoby, która dobrze pamięta tylko 2 pierwsze sezony, obejrzała chyba ze 4 (wiem, ze dalej było już gorzej) i w ogóle nie widziała zakończenia :)
No i go nie znam, choć słyszałem, że jest denne. Poczekam i sam ocenię całość.
Póki co - za 2 pierwsze sezony 9/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
Mam podobnie jak shamar. Do 3 sezonu oglądałem regularnie. Miałem na to ostrą fazę. Chyba nawet pierwsze forum na którym się zarejestrowałem i aktywnie uczestniczyłem w dyskusjach było na stronie hataka w temacie o LOST.
Niezliczone teorie i godziny dyskusji. Tak, to był fenomen. Niestety później zrobili przerwę w połowie 4 sezonu, chyba po 8 odcinku, kiedy Sayid i jeszcze ktoś wyruszyli helikopterem na statek zacumowany przy wyspie. Później było pół roku przerwy i już nie wróciłem, a teraz nie mam ochoty. Nie mniej sezony 1-3 wspominam bardzo dobrze. Jakie to było cholernie pomysłowe. Scena z włazem pod koniec pierwszego sezonu, scena otwierający drugi sezon, scena na pomoście na koniec drugiego sezonu, sezon 3 i "Kate! We have to go back!". Masa fajnych postaci, cała ta otoczka tajemnicy. Ech szkoda, że tak to zjebali później (obejrzałem kilka odcinków z 5 i 6 serii, ale raczej na wyrywkę, no i finał).
(20-11-2016, 07:35)Arahan napisał(a): Niestety później zrobili przerwę w połowie 4 sezonu, chyba po 8 odcinku, kiedy Sayid i jeszcze ktoś wyruszyli helikopterem na statek zacumowany przy wyspie. Później było pół roku przerwy i już nie wróciłem...
A bo to chyba był ten strajk scenarzystów, czy coś :)
Kończę 3ci sezon. Póki co, z malutkimi wyjątkami, jeden z najlepszych seriali SF w historii (ogólnie też). Szpeku coś tam bredził, że serial za drugim razem nudzi. Że co? Jakież to jest świetnie skomponowane z tymi retrospekcjami z życia bohaterów.
Do tego momentu, do sezonu 3- ciągle 9/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
07-01-2017, 20:37 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-01-2017, 20:38 przez shamar.)
Ja tam zdania nie zmienię. Obok "X-Files" jest to najlepszy serial jaki miałem okazję oglądać, choć nie twierdzę, że widziałem wszystko.
Ostatnio dwóch znajomych nakręciło mnie na obejrzenie serialu "The 100". Nawciskali mi kitu jakie to niesamowite i dałem się nabrać. Męczę z żoną już drugi sezon, głównie dlatego, że koncepcyjnie przypomina to "Lost", ale z każdym odcinkiem utwierdzam się w przekonaniu jak doskonale zrobieni byli Zagubieni. Ileż kapitalnych i zapadających w pamięć było tam momentów, jak świetnie to było skrojone i sfilmowane. Do tego muzyka, która nie wyleci mi z głowy chyba do końca życia. Pieprzyć to! Szukam jakiegoś tłustego wydania na Blu i kupuję.
I was always criticized for style and content, but I enjoy trying to tell stories a different way - Tony Scott