Nadrobione, bo uzupełniłem filmografię Berga właśnie o tę pozycję, której dotąd nie widziałem. Etatowy mark Walhberg u tego reżysera to oczywiście plus, podobnie jak tematyka. Niestety, po Battleship to jego najsłabszy film. Berg ma niebywałą smykałkę do prowadzenia historii opartych na faktach - bez wątpienia, ale w Lone Survivor miałem nieodparte wrażenie, że "to już było".
Foki w liczbie 4 idą na misję odstrzelić watażkę. Na miejscu się dowiadują, że we wiosce jest więcej ludzi niż myśleli (było), łączność siada (było), demaskują ich pastuchy (było), jest dylemat moralny (było), zła decyzja (było), ucieczka przed liczniejszym wrogiem (było) i klastyczny wpierdziel (było). Momentami miałem wrażenie że oglądam połączenie Helikopter w Ogniu + Siły Specjalne, i raczej ze wskazaniem na tę drugą produkcję. Nie mogę odmówić Bergowi dobrej realizacji naparzanki i wymiany ognia ale nawet na tym polu niekonsekwencja jest porażająca: pocisk z RPG uderza w kamień obok głowy sealsa i jest "poof", z tego samego RPG trafia w ścianę i jest boom jakby to hellfire przyjebał. Abstrahując od fabuły - czy Sealsi, mając wiedzę o liczebności talibów, nie przewidzieli że w tak ciasnym terenie nie mają szans? Od razu albo powinni przejść do misji (zmienić pozycję) albo wycofać się po puszczeniu pastuchów i wyjść na równiny. Co prawda mówią o tym kilka razy w filmie, ale to jest takie gadanie bagatelizujące sprawę.
Gdy ość fabuły przemienia się w ucieczkę (turlanie jest złe!) i gdy cała grupa rozkminy robi sobie w jednym miejscu siedząc jak przysłowiowe kaczki do odstrzału, robi się to mało wiarygodne. Ogólnie "bleee" i nuda. Dopiero we wiosce zaczyna być ciekawie ale cała akcja trwa kilka minut. I smutne jest to, że przez kodeks seals przetrwał, bo w sumie nie powinien i pewnie wiele istnień by uratował tracąc głowę :)
5/10
Foki w liczbie 4 idą na misję odstrzelić watażkę. Na miejscu się dowiadują, że we wiosce jest więcej ludzi niż myśleli (było), łączność siada (było), demaskują ich pastuchy (było), jest dylemat moralny (było), zła decyzja (było), ucieczka przed liczniejszym wrogiem (było) i klastyczny wpierdziel (było). Momentami miałem wrażenie że oglądam połączenie Helikopter w Ogniu + Siły Specjalne, i raczej ze wskazaniem na tę drugą produkcję. Nie mogę odmówić Bergowi dobrej realizacji naparzanki i wymiany ognia ale nawet na tym polu niekonsekwencja jest porażająca: pocisk z RPG uderza w kamień obok głowy sealsa i jest "poof", z tego samego RPG trafia w ścianę i jest boom jakby to hellfire przyjebał. Abstrahując od fabuły - czy Sealsi, mając wiedzę o liczebności talibów, nie przewidzieli że w tak ciasnym terenie nie mają szans? Od razu albo powinni przejść do misji (zmienić pozycję) albo wycofać się po puszczeniu pastuchów i wyjść na równiny. Co prawda mówią o tym kilka razy w filmie, ale to jest takie gadanie bagatelizujące sprawę.
Gdy ość fabuły przemienia się w ucieczkę (turlanie jest złe!) i gdy cała grupa rozkminy robi sobie w jednym miejscu siedząc jak przysłowiowe kaczki do odstrzału, robi się to mało wiarygodne. Ogólnie "bleee" i nuda. Dopiero we wiosce zaczyna być ciekawie ale cała akcja trwa kilka minut. I smutne jest to, że przez kodeks seals przetrwał, bo w sumie nie powinien i pewnie wiele istnień by uratował tracąc głowę :)
5/10
loading podpis...
05-04-2019, 05:34






