Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria
25-08-2016, 22:40
|
The Nice Guys (2016)
|
|
Muszę powiedzieć, że najnowszy film Shane'a Blacka (autora m.in. rewelacyjnego "Kiss Kiss Bang Bang") to naprawdę dobra produkcja, którą przyjemnie się ogląda i którą śmiało można ustawić w jednym szeregu ze wspomnianym przeze mnie wcześniej tytułem. Mamy tu bowiem idealne kino rozrywkowe, na które składają się: kapitalne dialogi, autentycznie zabawny humor, urzekająca oldschoolowa atmosfera przywodząca na myśl choćby "Zabójczą Broń", interesująca fabuła, lekkość a przede wszystkim wyśmienite aktorstwo. I nie mam tu na myśli tylko Russela Crow i Ryana Goslinga tworzących najlepszy ekranowy duet tego roku, ale przede wszystkim kradnącą każdą scenę, w której się pojawi młodziutką Angourie Rice. Krótko mówiąc: Gorąco polecam!
Najlepszy film 2021: Titane
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood Najlepszy film 2019: Parasite Najlepszy film 2018: Suspiria 25-08-2016, 22:40
Ależ zajebisty film! Pretekstowość fabuły, o której sporo ludzi zdążyło tu napomknąć, w ogóle mi nie przeszkadzała. Bo była funkcjonalna - tworzyła suspens i wciąż się rozwijała, dążyła do czegoś. Stawiała parze protagonistów przeszkody i zagadki do rozwiązania. No i była podana mocno ironicznie, co pasowało do konwencji.
Ryan Gosling był fenomenalny (momenty gdy mówi albo robi coś kretyńskiego, po czym z zadowoleniem mruga do partnera - rewelka), idealnie zgrany z Russelem, który wygląda równie groźnie z posturą misia. No i dziewczynka bardzo dobrze zagrała, a Matt Bomer był klimatyczny. Dialogi inteligentne, błyskotliwe, zabawne, idealnie zgrane z humorem sytuacyjnym. Między postaciami jest chemia, jest intryga, każdy ma dobre i złe strony, własne motywacje - obu protagonistów da się polubić. Świetnie się bawiłem - 9/10. Jeden z lepszych filmów tego roku póki co. 29-08-2016, 21:04 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-08-2016, 21:09 przez Capt. Nascimento.)
Zaczął się świetnie, a potem zjazd w dół, w dół, w dół... W końcu przestało mnie to obchodzić. Gosling i Crowe to duet trzy klasy gorszy niż Downey Jr i Kilmer. Fabuła nie płynie tak żwawo, nie zaangażowała mnie; brakło jej lekkości i bezpretensjonalności tej z KKBB. W ogóle brakło mi motywacji do tego, żeby przejmować się czymkolwiek w tym filmie. Nie wiem w sumie, czemu bohaterowie się tak narażali od chwili, kiedy odkryli, o co tak naprawdę chodzi - żeby pomóc przeforsować wprowadzenie wydajniejszych katalizatorów do samochodów produkowanych w Detroit? Wow, do dzieła, chłopcy, jestem z wami w 100%!
Ten film za bardzo starał się być zabawny, ale większość dialogów jak dla mnie nie trafiała. Zmęczenie materiału widać po Blacku, tak samo jak i po Tarantino. Gość tak wierzy w zajebistość swoich tekstów, że są one aż męczące. Pretensjonalne. Wymuszone. Poza tym fakt, że wszystko, co stara się zrobić Gosling lub jego córka, wychodzi odwrotnie, zaczął być przewidywalny i irytujący. Próbuje się popisywać - oczywiście, że się spierdoli z górki. Próbuje zabłysnąć dedukcją - oczywiście, że się myli. Próbuje wyjąć ukryty pistolet - oczywiście, że go nie znajdzie. Próbuje oblać kogoś gorącą kawą - oczywiście, że jest zimna. Ten sam gag powtórzony 40 razy. Mnie przestał śmieszyć za trzecim. Black tak bardzo chciał iść naprzeciw hollywoodzkim kliszom, że stworzył nową. Film lepszy od Iron Mana 3, ale niewiele. 4/10 P.S. Tak, wiem, co chcesz napisać. Nie musisz. 14-09-2016, 22:45 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-09-2016, 22:47 przez military.)
Mi ten film wydawał się w 100% bezpretensjonalny (przecież jest zrobiony z kompletnym przymrużeniem oka), teksty zajebiste, a duet porażający charyzmą (szczególnie Gosling). Przebłysk dedukcji z wielkim failem to Gosling miał chyba tylko 1?
Czepiasz się momentu z oblaniem kawą, albo sięganiem po pistolet... Przecież to była najlepsza scena w filmie. Ja tam się uśmiałem po pachy. 16-09-2016, 11:24
Ona byłaby śmieszna, gdyby nie powielała tego schematu. Śmiałem się z tych wiks w pierwszej połowie, ale z czasem się na to po prostu znieczuliłem. Mam wrażenie, że gdyby gagów było mniej, każdy śmieszyłby mnie bardziej, nawet gdyby ich nie zmieniać. A tak to już nie były gagi - to był styl postaci, coś przewidywalnego.
Poza tym denerwowało mnie to familyguyowe przeciąganie dowcipów. Opowieść o Nixonie nie kończy się puentą, tylko długą, niby chaotyczną rozmową o tym, jak długa i niepotrzebna była cała historyjka - a bohaterowie mówią jeden przez drugiego. To tak, jakby po jednym z dłuższych monologów w Pulp Fiction czy Reservoir Dogs ktoś zareagował: i po co taka długa ta opowieść? Myślisz, ze ona była fajna? Dlaczego nie mogłeś od razu przejść do rzeczy? A druga postać na to: tak... ale... tak, ale myślałem... No nie podoba mi się to i już. Cóż, to komedia. Akurat mnie nie śmieszyła. O niebo lepszy był KKBB. I Inherent Vice też, aż mam ochotę powtórzyć. 16-09-2016, 15:49 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-09-2016, 15:49 przez military.) Powtórzyłem sobie Równych gości na blu i serio, teraz oglądało mi się ich jeszcze lepiej niż w kinie. Moim zdaniem w ostatnich latach rzadko udaje się zrobić tak dobre komedie i w dodatku, w których nie ma jakiegoś kiblowego poczucia humoru, tylko po prostu jest zabawnie. W kinie śmiałem się cały czas, teraz znając już śmieszne sceny, robiłem to mniej, ale to zmieniła tego, że oglądało mi się dużo fajniej, może dlatego, że nie chodzi tylko o humor, który jest udany, ale fabułę, która mnie cały czas wciąga i jest bardzo fajna. A najjaśniejszym punktem tego filmu jest oczywiście duet bohaterów, nawet trudno mi powiedzieć, którego bardziej polubiłem, bo obaj wymiatają, każdy na swój sposób..., Chciałbym zobaczyć kolejne części.
Ocena rośnie o oczko w górę, w porównaniu do tej po kinie: 9/10.
"It can't be bargained with. It can't be reasoned with. It doesn't feel pity, or remorse, or fear. And it absolutely will not stop... ever, until you are dead!" - Kyle Reese
Baretto - Filmweb 01-01-2017, 11:54
Obejrzałem wczoraj film po raz pierwszy, genialny, umarłem ze śmiechu :D No fantastyczna komedia a przy okazji nie głupia. Fenomenalny Gosling.
01-01-2017, 12:40
Chris Stuckmann opublikował listy 10 najgorszych i 15 najlepszych filmów ubiegłego roku. Nice Guys to jego [ spoiler] numero uno!
01-01-2017, 13:50
Jak to u Blacka: dziwne.
Buddy movie który spokojnie mógłby się obyć bez jednej połowy tego duetu czyli spasionego Crowe'a. Komedia w której strasznie mało jest humoru choć jak jest to jest on autentycznie zabawny. Kryminał z intrygą tak denną, że w pewnym momencie zaczęła mnie męczyć. Oglądało się niby fajnie (Gosling, córa, wspomniany humor, lata 70-te) ale mam wrażenie że Black napisał ten scenariusz z nudów obudowując kiepską fabułą kilka świetnych gagów. 6/10 16-04-2017, 18:38
Ja zachęcona zachwytami, które docierały do mnie z różnych stron (znajomi, recenzje, forum KMF) nastawiłam się na świetne kino. Po około 30 minutach na mojej twarzy rysowała się mina w stylu "WTF?" a po 40 minutach byłam już tak zirytowana tym filmem, że go wyłączyłam. Nie skreślam go jeszcze. Może miałam wtedy gorszy dzień. Dam mu jeszcze kiedyś drugą szansę. Ale to pierwszy film od chyba czterech lat, który wyłączyłam z własnej woli podczas seansu.
16-04-2017, 19:19
Drogi Juby, doczekam się odpowiedzi? Policzyłeś już że w pierwszym akcie Nice Guys jest mniej humoru niż w samej czołówce Deadpoola?
19-04-2017, 00:15
No super, ale z czym dokładnie masz problem? Bo ja nie napisałem że żarty w tym filmie są nieśmieszne, tylko że w skali całego filmu jest ich mało.
19-04-2017, 11:23
Zgadzam się Phil, tylko że ja po prostu zwróciłem na to uwagę choćby dlatego, że trailery kładły nacisk właśnie na aspekt komediowy tego filmu, więc to nawet nie jest zarzut z mojej strony. Jeśli tak to wygląda to może źle to sformułowałem, nie wiem.
19-04-2017, 11:40 (16-04-2017, 20:50)Mierzwiak napisał(a): W tym filmie jest mało gagów, to nie opinia tylko stwierdzenie faktu.Faktu? Rozwiń mi swoją analizę, prosze. Ile to jest mało gagów? Masz może jakieś wykresy pomocnicze? :) Bo procentowo jest ich dużo. :) Większość scen z Goslingiem jest wypelnionych chwytami komediowymi i całkiem sporo tych z Crowe'em. Choc Crowe oczywiscie jest tutaj tym powaznym dla równowagi. 19-04-2017, 12:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-04-2017, 12:09 przez Gal Anonim.)
Niezłe. Choć dosyć wtórne. Często morda się cieszy i tak do 3/4 naprawdę dobry, pod koniec trochę pada.
7-/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 31-07-2017, 22:09 |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |