Ja tam nie uważam, żeby rola Leo była mniej wartościowa przez to, że jest bardziej fizyczna, zwracałem tylko uwagę na to, że dostanie przez to prędzej Oscara niż chociażby za rolę maklera giełdowego, bo akademia lubi takie wyzwania na planie. Inna kwestia, że nie jest to rola wybitna, jest bardzo dobra, taka po prostu jest moja ocena.
Cytat:nie do końca mogę się zgodzić. Dobra kreacja aktorska, jak i zawód aktora odnosi się też do fizyczności.
Chodzi o to, że potrzeba dużo większego kunsztu, aby pokazać na ekranie skomplikowane, subtelne uczucia postaci, natomiast trochę mniej kunsztu, a więcej poświęcenia wymaga wejście do lodowatej wody i trzęsienie się z zimna.
26-02-2016, 10:38 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-02-2016, 11:48 przez simek.)
OGPUEE napisał(a):a broń palna nie rozwiązuje problemu (Ha! Widzisz Mental?)
:) Bo nie ma miłości. Tylko miłość rozwiązuje problemy.
simek napisał(a):Zdecydowanie za długi, zbyt rozwleczony i przyozdobiony artystycznymi bzdetami (sny...boshe, czemu???!?!?!) film
Byłem wczoraj w kinie z rodzicami i muszę się zgodzić: do wywalenia co najmniej 20 minut ze środka, w tym wszystkie artystyczne wizje. Wymiana Leosia na innego aktora też by się przydała. Ale poza tym to ciągle bardzo dobry film. Już nie "drugie Apocalypto", jak pisałem w przypływie euforii parę miechów temu, ale solidny survival.
Plus widzę, że już się niektórzy wycofują z nad zachwytów, czemu? To samo było z Avatarem, gdzie na początku wielki hype, wszyscy walą 10/10, a potem po hipstersku nagle stało się "cool" mówić, że "nie było się na Avatarrze", czy tez, że film Camerona się nie podobał.
Wiem, że może słabe porównanie, ale widzę, że i teraz nagle coś "modne" staje się umniejszanie "The Revenant" jak i roli Leo.
Trochę to przykre. :(
HISHE jeszcze OK, ale przy Honest Trailer, to widać, że znowu odezwało się ich komiksowe ADHD, gdzie po prostu ciągle music coś się dziać i nie są w stanie wytrzymać przy krótszym przerywniku z ładnym ujęciem przyrody, czy nieba.
To raczej nie jest film do nabijania się, a jak już to przydałby się bardziej wyszukany humor.
Dwie i pół godziny czołgającego się i charczącego Leo. Film jak na tak mało treści jest stanowczo za długi. O Leo praktycznie nic nie wiadomo, ma syna i to wszystko. Przez tak słabe naszkicowanie postaci jego walka o przetrwanie była mało angażująca. Oscar za ten film to jest jakiś żart. Już zdecydowanie lepszą postacią był John Fitzgerald, ten przynajmniej miał jakiś charakter. Film ładny i oczywiście dobrze zrobiony, ale zdjęcia to nie wszystko. Nie mam pojęcia skąd tak wysokie oceny, ja się zawiodłem na tym filmie.
(06-05-2016, 14:38)Azgaroth napisał(a): O Leo praktycznie nic nie wiadomo, ma syna i to wszystko. Przez tak słabe naszkicowanie postaci jego walka o przetrwanie była mało angażująca.
Rzeczywiście mało o nim wiadomo >> wojsko wymordowało całą wioskę Indian, do których kiedyś przynależał (dzięki temu między innymi posiada zajebiste umiejętności survivalowo - trakingowe ) , łącznie z jego żoną która ukazuje mu się przez większą część filmu. Ocalał tylko jego syn dla którego zrobi wszystko, łącznie z wykończeniem typa który go brutalnie zamordował na jego oczach. Rzeczywiście mało zarysowana postać , naprawdę niektórzy chyba oglądali ten film dupą :P
Dla mnie sam pomysł na postać jest spoko, zresztą mi nie potrzeba żadnego tła i zmarłej żony w wizjach - wystarczy wkurw na to, że go zostawili na śmierć, problem mam z tym co Leo robi (czego nie robi i czego nam nie pokazują), o czym pisałem we wcześniejszych postach.
Niezły film ale... bez szału. Dlatego jedynie "niezły". Przez 4/5 idzie w jedną stronę i miewa NIESAMOWITEGO farta, przez 1/5 idzie w inną stronę. Szczerze, po niektórych zachwytach spodziewałem się jakiegoś mocnego "filmu zemsty".
Poczatkowa sekwencja? Świetna. Szkoda, że dalej już nic lepszego nie ma
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
O jest sporo, jak chociażby ucieczka konna przed Indianami zwieńczona upadkiem prosto w drzewo. Plus wszystkimi kadrami jestem się w stanie zachwycać w nieskończoność.
Może i wyglądało to fajnie ale takie coś "przeżywałem" już grając w "Call of Juarez" lata temu ;)
A po drugie - to właśnie chyba scena z największym fartem.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
Kawał solidnego kina, którego głównymi zaletą są realistycznie przedstawione sceny wszelkiego rodzaju walk (pomijam kwestię obrażeń Glassa i tego czy byłby w stanie tak walczyć w finale) oraz rewelacyjne zdjęcia. Te ostatnie sprawiają, że film ogląda się z przyjemnością pomimo dosyć wolnego tempa. Chwilami tylko drażniło mnie nadużywanie tego rozbłysku słońca w obietywie, który w dodatku przypominał mi trochę ten z mojej amatorskiej kamery. No i sposób w jaki podkolorowano te wydarzenia do oryginalnych nie należy, no ale wiadomo, film się rządzi swoimi prawami i przedstawienie tej oryginalnej wersji mogłoby nie dać Leo Oskara.
Tak czy inaczej - mocne 8/10, choć gdybym to oglądał na DVD mogłoby być o punkt mniej.
Cytat: zresztą mi nie potrzeba żadnego tła i zmarłej żony w wizjach - wystarczy wkurw na to, że go zostawili na śmierć