Cóż, na mnie też kiedyś Requiem robiło wrażenie, ale obejrzałem niedawno i mogłem się już jedynie śmiać. Jeszcze wątek Burstyn jakoś się klei, ale reszta jest okropnie słaba, płaska i efekciarska. Zresztą sam Darren w wywiadach się chwalił, że powkładał różne rzeczy do tego filmu "bo tak"/"bo mu się podobały"/"bo są cool" (niepotrzebne skreślić). To jest właśnie takie podejście i taki rodzaj kina - forma i niewiele poza tym. Po kolejnej kaszance pod tytułem "Źródło" (która notabene wyglądała jakby Darren na pół godziny przed napisaniem scenariusza przeczytał książkę streszczającą filozofię Dalekiego Wschodu) powstał jednak "Zapaśnik", który (choć moim zdaniem niespecjalnie udany) daje jakieś nadzieje na przyszłość. Z drugiej jednak strony Aronofsky gdzieś po drodze potracił właściwy sobie styl, który był w końcu jego znakiem firmowym.
BTW - dla mnie Requiem nigdy nie było filmem o narkotykach. W końcu nic na ten temat nie mówi, a to, że bohaterowie filmu korzystają z używek nie oznacza od razu, że im poświęcony jest film. Nie odbierałem więc tego filmu nigdy jako proste "narkotyki są ble", ja bym to raczej nazwał filmem o utracie złudzeń, o american dream -> w końcu tytuł filmu tłumaczyć można jako "Requiem dla marzenia".
Inna sprawa jak to wszystko jest wyegzekwowane, jak pisałem: płasko, by nie rzec dziecinnie.
BTW - dla mnie Requiem nigdy nie było filmem o narkotykach. W końcu nic na ten temat nie mówi, a to, że bohaterowie filmu korzystają z używek nie oznacza od razu, że im poświęcony jest film. Nie odbierałem więc tego filmu nigdy jako proste "narkotyki są ble", ja bym to raczej nazwał filmem o utracie złudzeń, o american dream -> w końcu tytuł filmu tłumaczyć można jako "Requiem dla marzenia".
Inna sprawa jak to wszystko jest wyegzekwowane, jak pisałem: płasko, by nie rzec dziecinnie.
24-08-2010, 18:15






