No i stało się, Aronofsky rozczarował. Nie chcę się rozpisywać bo nie mam na to ani ochoty (zły jestem na niego), ani czasu teraz. Obejrzałem i nie otrzymałem praktycznie nic prócz tego co już pokazano mi w trailerze. Gorzki zawód, oj, gorzki. Portman ze wszystkich sił walczyła o uratowanie tego obrazu w moich oczach (rola zagrana brawurowo i jednocześnie prawdziwie, parafrazując film: perfekcyjnie), ale jej wysiłki były daremne i skazane na porażkę od samego początku, bo przyszło jej niestety grać w filmie o, kurna, niczym. Naprawdę, totalnie nie spodziewałem się po Darennie czegoś tak banalnego, dosłownego i (o zgrozo) płytkiego. I pisząc "banalny" nie mam na myśli, że wszytko było "podane na tacy", tylko coś znacznie gorszego - w filmie nie ma właściwie czego "podawać". Black Swan to świetnie zagrana i nakręcona wydmuszka (z genialnym, jak zwykle u Aronofsky'ego, soundtrackiem), iście podręcznikowy przykład koszmarnego przerostu formy nad treścią (czy może raczej brakiem treści). Źródło hipnotyzowało piękną, poetycką formą, ale równoważyło ją świetnym scenariuszem i pełną przemyślanych alegorii opowieścią. BS natomiast jest chyba sposobem reżysera na sprawdzenie, czy wypracowany dotychczasowymi filmami "image" pozwala mu już kręcić cokolwiek, byleby miało to muzykę Mansella (najlepiej wykonywaną przez Kronos Quartet) i świetne zdjęcia (co składa się na coś zwanego "klimatem"), żeby zbierać świetne recenzje. I Łabędź jest właśnie takim filmem z "klimatem" - jeśli dla kogoś to wystarczy to na pewno będzie wniebowzięty. Jeśli jednak komuś potrzebna jest do szczęścia jeszcze ciekawa treść, to niestety ma problem.
Portman - 10/10 (I love you:*)
Darren - 3/10 (Shame on you!)
Wyciągam średnią i daję ocenę za całokształt, 6.5/10
EDIT:
Jeszcze jedno - film jest MEGA przewidywalny, od początku do końca. Idzie jak po sznurku wg "schematu filmu o kimś kto ma schizy", zobaczycie, o co mi chodzi.
EDIT 2:
Przejrzałem recenzje na pomidorach (top critics) i tak jak sądziłem (niestety), zdecydowana większość wychwala film za "artyzm" i wszelkie jego przejawy (bleee), jednak jest też kilka "zgniłych", których autorzy zachowali zdolność trzeźwiego myślenia. Fragmenty:
Portman toils slavishly to realize Aronofsky's mad vision. It isn't her fault that, despite Black Swan's visual splendor and bursts of grand guignol excess, this emotionally inert movie never does grow wings.
...
It's high-art trash, a kind of "When Tutu Goes Psycho" that so prizes hysteria over sanity that it's worth your life to tell when its characters are hallucinating and when they're not.
I jeszcze:
Darren Aronofsky's pretentious 'Black Swan' is a giant step down from 'The Wrestler.'
So true...
Portman - 10/10 (I love you:*)
Darren - 3/10 (Shame on you!)
Wyciągam średnią i daję ocenę za całokształt, 6.5/10
EDIT:
Jeszcze jedno - film jest MEGA przewidywalny, od początku do końca. Idzie jak po sznurku wg "schematu filmu o kimś kto ma schizy", zobaczycie, o co mi chodzi.
EDIT 2:
Przejrzałem recenzje na pomidorach (top critics) i tak jak sądziłem (niestety), zdecydowana większość wychwala film za "artyzm" i wszelkie jego przejawy (bleee), jednak jest też kilka "zgniłych", których autorzy zachowali zdolność trzeźwiego myślenia. Fragmenty:
Portman toils slavishly to realize Aronofsky's mad vision. It isn't her fault that, despite Black Swan's visual splendor and bursts of grand guignol excess, this emotionally inert movie never does grow wings.
...
It's high-art trash, a kind of "When Tutu Goes Psycho" that so prizes hysteria over sanity that it's worth your life to tell when its characters are hallucinating and when they're not.
I jeszcze:
Darren Aronofsky's pretentious 'Black Swan' is a giant step down from 'The Wrestler.'
So true...
25-12-2010, 02:01





