shamar napisał(a):PS - ta scena seksu jest... lajtowa. O co tyle szumu ?Portman! Kunis! Liżą się! Ojejku!!
Cytat:Nie mogę z tym polemizować. Brak gorzkiego śmiechu? WTF? Przebieg historii można przewidzieć na samym początku? W Źródle? O rly? Na pewno nie pomyliło Ci się z Black Swan?No przecież nie pomyliłabym filmu z Rachel Weisz z filmem z Natalie Portman :P
Cytat:Nigdzie czegoś takiego nie napisałem. Napisałem, że nawet w scenie łóżkowej (w której seksualność, siłą rzeczy, musiała się pojawić) Portman była stroną bierną i zdominowaną. Nie ona miała w tej scenie "magnetyzować".Ale ja miałam na myśli trochę szersze znaczenie tego magnetyzowania. Nie zrozumieliśmy się. Chodziło o "parowanie" seksualnością jako taką.
Cytat:Pożądanie postaci Niny jest upersonifikowane w postaci Lily (Kunis). Oczywiście tyczy się to scen, w których Lily jest wyobrażeniem/halucynacją Niny (zatem od Niny "biło pożądanie", ale grała je Kunis, nie Portman). Zostało to pokazane tak łopatologicznie, że nie wiem czemu to w ogóle piszę.Tylko że Lily "jest Niną" przez ile, pięć minut? To raz.
Dwa, piszemy o tym samym. Tak łopatologiczne wykorzystanie motywu sobowtóra, by główna aktorka mogła przez dwie godziny grać to samo, woła o pomstę do nieba. Ja wiem, że wszystko da się przecisnąć przez klucz interpretacyjny pt. Strach, ale to takie, kurna, łatwe!
Cytat:To już jest problem ogólnej słabości filmu, nie Portman. "Przełomem" był oczywiście taniec czarnego łabędzia i był on zagrany bardzo dobrze, a że w kontekście całego filmu ów "przełom" wyszedł blado i nieciekawie, to już wina reżysera.Ja żadnego przełamania nie widzę, a balet sam w sobie nie robi na mnie wrażenia (znowu: mam wrażenie, że nie znaleziono 'metody' na ciekawe przedstawienie spektaklu i tańca jako takiego). Postacią Cassela bym się nie przejmowała, on takie pierdoły mówi od samego początku, że szkoda na to decybeli.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
25-12-2010, 23:49





