(25-01-2020, 21:54)Mierzwiak napisał(a): Gdy kamera wyjrzała przez okno ukazując oświetlane flarą ruiny miasteczka, z tymi tańczącymi cieniami, łzy napłynęły mi do oczu. Jeszcze nigdy w życiu żaden film nie poruszył mnie do tego stopnia na tak podstawowym poziomie jak samo połączenie obrazu i muzyki, ujęciem, które jest wizualną maestrią samą w sobie, nawet w oderwaniu od reszty filmu. Wiem że oglądam coś wyjątkowego, skoro moja reakcja jest dla mnie samego zaskakująca i niespodziewana.
No właśnie. We mnie to też wywołało jakieś emocje krańcowe. Nie chodzi tu o żadne analizy, ocenę warsztatu, a o wpływ obrazu i dźwięku na emocje. Nie wiem za bardzo do czego to porównać. Może do obserwowania jakichś zórz polarnych. Zachwyca i tyle. Nie ma czego tu nawet zbytnio tłumaczyć.
.
26-01-2020, 16:38





