Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Seans w kinie zaliczony.
Już jakiś czas temu obniżyłem ocenę z 9 do 8 i kino tylko mnie w tym utwierdziło, aczkolwiek nie dlatego, że film wydał mi się słabszy, tylko dlatego że moja początkowa ocena była zbyt entuzjastyczna : )
Co do samego filmu to wciąż bardzo fajny eksperyment polegający na ubraniu tandetnej, b-klasowej historyjki w pseudoartystyczne ciuszki. Portman znakomita, Cassel i mamuśka również, rola Kunis za drugim razem wydała mi się lepsza, chociaż wciąż nie wiem za co ta nagroda w Cannes.
Teoria o Ninie molestowanej przez matkę o której pisano jakiś czas temu na /Film wydaje się całkiem trafna.
29-01-2011, 23:54
Stały bywalec
Liczba postów: 10,277
Liczba wątków: 5
Mierzwiak napisał(a):Co do samego filmu to wciąż bardzo fajny eksperyment polegający na ubraniu tandetnej, b-klasowej historyjki w pseudoartystyczne ciuszki.
Problem z tym filmem i Aronofskym w ogóle, polega moim zdaniem na tym, że tandeta jest raczej efektem ubocznym, aniżeli umyślnym zabiegiem. Taki to reżyser lubujący się w melodramatycznym kiczu, i nie inne są w tym względzie "Requiem dla snu" i "Źródło" chociażby. Nic tu raczej nie wskazuje, aby reżyser celowo chciał się wpisać w campową estetykę, chociaż o silniejsze skierowanie w tę stronę aż się prosi. Jeszcze lepiej by to pasowało w przypadku "Zapaśnika", którego bohater stanowił przecież sam w sobie taką kiczowatą, b-klasową podróbkę prawdziwego zapaśnika. Będę się trzymał tego, że on się stara, ale mu nie wychodzi. Nie zaś, że umyślnie celuje w przesadę i b-klasowe historyjki.
Mierzwiak napisał(a):wciąż nie wiem za co ta nagroda w Cannes.
W Wenecji. Też nie wiem.
30-01-2011, 00:01
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Albertino napisał(a):Nic tu raczej nie wskazuje, aby reżyser celowo chciał się wpisać w campową estetykę.
Celowo, nie celowo - mnie ten film satysfakcjonuje w zupełności z całym tym swoim przedramatyzowaniem (użycie muzyki, finał) i dosłownością ocierającą się, czy nawet popadającą w kicz.
Albertino napisał(a):W Wenecji. Też nie wiem.
Ups, mój błąd.
30-01-2011, 00:06
Kubek-Marzyciel
Liczba postów: 277
Liczba wątków: 1
Danus napisał(a):Nawet wtedy gdy już gra czarnego Łabędzia który miał być przeciwieństwem białego(miała emanować seksualnością i uwodzić ciałem, zachowaniem), jest totalnie obrzydliwa:\
Skoro tak, to tak. Chociaż ja chyba nie mam takiego wrażenia. Baletnica jest tak naprawdę piękna tylko na scenie: postać z bajki, zjawa, która nie chodzi, a płynie. Na ulicy natomiast nikt by się za nią nie obejrzał. Jednak skoro jest tak odbierana przez Ciebie, kiedy tańczy na scenie, to by znaczyło, że rola ta nie została jednak dopracowana. Pamiętać jednak należy, że Natalie Portman nie jest prawdziwą tancerką. A bycie baletnicą to kawał ciężkiej i wieloletniej pracy. A zatem nie jest może aż tak źle :wink:
30-01-2011, 12:57
Agent Mossadu
Liczba postów: 32,068
Liczba wątków: 4
Kubeczek napisał(a):Na ulicy natomiast nikt by się za nią nie obejrzał.
Wiem, zecytuje pod postem, ale juz po raz kolejny to podkreslasz. Straszne glupoty pleciesz - jest jakies niepisane prawo mowiace, ze baleriny musza byc szczuple gibkie, ale totalnie nieatrakcyjne?! Widziales Ty chlopie kiedys baletnice na zywo?
Nie musisz odpowiadac ;)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
30-01-2011, 15:17
Stały bywalec
Liczba postów: 2,696
Liczba wątków: 0
Ten film mógłby mi się podobać. Mógłby, gdyby wywalić to całe "to dzieje się tylko w jej umyśle" mambo dżambo. Można by z tego zrobić fajny thriller osadzony w świecie filigranowych baletnic bezwzględnie walczących o główną rolę. Do tego fajny wątek psychomatki - niespełnionej baletnicy. Najmocniejsza scena w filmie(jak dla mnie) to moment, w którym Natalie wywala matce kawę na ławę.
Niestety mamy to co mamy.
30-01-2011, 19:46
Dużo pisze
Liczba postów: 541
Liczba wątków: 4
Bucho napisał(a):Straszne glupoty pleciesz - jest jakies niepisane prawo mowiace, ze baleriny musza byc szczuple gibkie, ale totalnie nieatrakcyjne?!
Wiesz, niby rzecz gustu. Jak lubisz długie, chude patyki (a muszą takie być) to wydadzą Ci się atrakcyjne.
Ja nie widzę nic atrakcyjnego w przekrzywionych nogach, zrytych paznokciach, wypadających od wielu lat zaczesywania w kok włosach. Ale jedno trzeba im przyznać - trzymają się prosto.
Baleriny widoczne na zdjęciach obok rosyjskich oligarchów można uznać za wyjątkowo piękne, a nie standardowo ładne
"I think we can put our differences behind us. For science. You monster."
31-01-2011, 13:30
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,320
Liczba wątków: 29
Niesamowite , że ten sredniak wyzwala tyle dyskusji. Co w tym filmie takiego dobrego ? Wyrzucilem go z glowy po obejrzeniu.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
01-02-2011, 00:52
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
shamar napisał(a):Niesamowite , że ten sredniak wyzwala tyle dyskusji. Co w tym filmie takiego dobrego ?
Gdybyś przyjrzał się tej "tyle dyskusji" zauważyłbyś, że głosy krytyczne przeważają.
No i chyba jednak nie wyrzuciłeś go z głowy tak szybko, skoro zaglądasz do tematu mu poświęconemu.
01-02-2011, 01:56
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,320
Liczba wątków: 29
Mierzwiak napisał(a):Gdybyś przyjrzał się tej "tyle dyskusji" zauważyłbyś, że głosy krytyczne przeważają.
No i chyba jednak nie wyrzuciłeś go z głowy tak szybko, skoro zaglądasz do tematu mu poświęconemu.
Coś tam nabazgrałem na podstronie chyba 3. Patrze a tu juz jest 9. To mnie zainspirowało do napisania tego kolejnego bezwartosciowego posta :smile:
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
01-02-2011, 11:39
I Wicemiss Avatara 2010
Liczba postów: 992
Liczba wątków: 5
Obejrzałem w końcu i... tak jak mi się Requiem dla Snu za grosz nie podobało, Zapaśnik był w porządku i ten film jest też niezły. Pomysł wyjściowy jak z dobrego podręcznika dla młodych scenarzystów - cała fabuła opiera się na tym, że główny bohater czegoś chce, a inni mu w tym przeszkadzają i tak samo jest tutaj - główna bohaterka Nina Sayers chce zagrać główną rolę w Jeziorze Łabędzim i się dobrze z tego zadania wywiązać, a na jej drodze stają różne przeszkody. Ale to wszyscy wiemy.
Oprócz tego film jest kolażem klisz z innych filmów. Mamy zaborczą matkę jak w Pianistce Hanekego, mamy psychologizację i obsesję bohaterki jak w Wstręcie albo Lokatorze Polańskiego i wreszcie mamy na koniec metasztukę - film o tworzeniu, byciu artystą i tak dalej, motyw, który znamy z tysiąca innych filmów czy powieści.
Film, oglądało mi się całkiem przyjemnie nie powiem. Miło mi się patrzyło na słodką i niewinną Natalie Portman. Do niektórych scen również z przyjemnością wracam jak na przykład taniec Czarnego Łabędzia ale to wszystko jest takie nijakie - dobrze wygląda na zewnątrz, a jak zaczniemy grzebać w tym i dokładniej to wszystko analizować to wychodzą bzdury. Kolejną wadą filmu jest właśnie ta jego pusta wielowymiarowość. Owszem, na pierwszy rzut oka dobrze to wygląda ale jak się temu przyjrzeć to wychodzi na to, że za dużo rzeczy poupychał w tym filmie - wątek tożsamości seksualnej i jej poszukiwania, wątek metasztuki, wątek manii prześladowczej, wątek zaborczej matki, wątek miłości, piękna i szaleństwa, wątek zatracania się i składania samego siebie na ołtarzu sztuki i tak dalej - i co gorsza, nic z tego wszystkiego nie wynika.
Podsumowując, dobrze mi się oglądało, film jest całkiem w porządku i nawet bym sobie go obejrzał za jakiś czas ale chyba nic poza tym. A mogło to być Wielkie Kino, a tak jest tylko niezłe.
7/10
Natalie Portman <3
Oczywiście zapomniałem o świetnym Vincencie Casselu. Fajnie, że Aronofski korzysta z europejskich aktorów.
Zauważyłem, że nie tylko ja spostrzegłem korelacje z metodą Stanisławskiego i jej pochwałą w tym filmie, a również gościnny recenzent KMFu :).
Jeszcze jedno przemyślenie - gdyby scenariusz filmu dostał Polański jakiego znamy z wyżej wspomnianego Lokatora czy Wstrętu, odpowiednio by go przerobił i nakręcił film to nie dość, że byłby to pewnie 100 razy lepszy film to jeszcze by wszyscy wyszli sini z kina :).
"Więcej socjalizmu - znaczy więcej demokracji." - Michaił Gorbaczow
"Istnieje marksizm dogmatyczny oraz marksizm twórczy. Ja stoję na istocie tego ostatniego." - Józef Stalin
02-02-2011, 17:56
Dużo pisze
Liczba postów: 463
Liczba wątków: 7
Jak krótko można opisać moje wrażenia po seansie "Black Swan"? Szału nie ma.
Aronofsky siadł i wymyślił, że będą dwie warstwy- rzeczywistość i psychodeliczne wizje, które będą się przeplatać i tworzyć dla bohaterki jeden świat. W świecie realnym bohaterka musi zerwać z niewinnością, poznać swoją wyuzdaną część osobowości (przez nocne imprezy, masturbację i ogólnie odkrywanie seksualności- Hell Yeah! Włdze kościelne będzą zachwycone takim podejściem do tematu... sztampa i najlżejsza linia oporu), aby tchnąć w swoją rolę prawdziwe emocje.
No i tutaj okazuje się, że prawdziwe życie bohaterki jest paralelą sztuki "Jezioro łabędzi". Niewinna baletnica to oczywiście biały łabędź, nieskalany, piękny, skromny, nieodporny na brutalność tego świata, której personifikacją jest niejako jej trener. Jednak w poszukiwaniu namiętności, którą będzie mogła przelać w rolę, odkrywa czarnego łabędzia, będącego mroczną częścią jej osobowości (czyli tak jak w sztuce, gdzie grany jest on przez tę samo osobę). Swoje skrywane pragnienia uosabia w postaciach z jej otoczenia- bunt przeciwko bezgranicznemu poświęceniu w byłej baletnicy Beth, seksualne fantazje w koleżance z pracy itd. Jednak wszystko to oblane jest sosem dosłowności, reżyser palcem pokazuje sceny i niemal krzyczy z ekranu "Symbolika! Symbolika!".
W końcu docieramy do finału. Bohaterka osiąga sukces, jej występ staje się perfekcyjny, wszyscy są zachwyceni, ale okazuje się, że ceną za jego osiągnięcie była największa ofiara. Brzmi banalnie? I tak jest. W tym momencie można przeprowadzić ostateczną analizę symboliki filmu, która będzie przypominać licealną rozprawkę (i chyba na to liczył reżyser):
Bohaterka w sztuce gra rolę księżniczki zaklętej w białego łabędzia oraz jej konkurentki- czarnego łabędzia, z którą walczy o względy księcia, o pocałunek, który zdejmie czar. Finalnie książę wybiera czarnego- zwycięża cielesność, seksualność, a biały łabędź rzuca się ze skały, gdyż nic więcej mu nie pozostaje. Fabuła filmu Darena to parafraza tej historii- Nina jest niczym łabędź zaklęty w ciele człowieka, jej księciem jest trener baletu, którego uwieść pragnie cielesna, seksualna część bohaterki. Im bardziej "mroczna" część jej osobowości przejmuje kontrolę nad Niną, tym jej występ staje się doskonalszy. Kulminacją jest uwiedzenie księcia, przez czarnego łabędzia- pocałunek, który Nina składa na ustach trenera. Ujawnia się dualizm historii. Nina staje się łabędziem (co Daren A. pokazał dosłownie), zostaje odczarowana, ale okazuje się być czarnym łabędziem, a nie białym- niewinność umiera, a z nią bohaterka. Krytycy zachwyceni, ja mniej.
Nie można się nie zgodzić, że historia skrojona jest pod symbolikę, prosta i nie pozostawiająca zbyt wiele pola dla wyobraźni, nie mająca zbyt wielu niedopowiedzeń. Trudno powiedzieć, czy taki był zamysł reżysera, by fabułę cechowała wręcz klasyczna prostota, gdzie wszystko jest symbolem. Do głowy przychodzi mi rodzime Wesele, gdzie mamy właśnie taką dosłowną Symbolikę z niespodziewanymi gośćmi, a także Szekspirowski Makbet- może Aronofsky chciał złożyć hołd tego typu sztuce. Możliwe jest również, że w pogoni za głębią, gdzieś się zgubił i powstała historyjka niczym niezaskakująca widza.
W imię przyzwoitości wypadałoby napisać coś o niekwestionowanych zaletach i wadach filmu.
Do pierwszych na pewno zaliczyć można aktorstwo: Natalie Portman dała po prostu niesamowity popis swoich umiejętności. Dawno nie widziałem tak naturalnej sceny radości, jak ta, gdy Nina ukrywa się w toalecie, by podzielić się z matką informacją o otrzymaniu głównej roli. Obok Portman bardzo dobrze wypada również Mila Kunis będąca przeciwieństwem czystości Niny. Jednakże postać ta nie jest banalna- zamiast złej, zepsutej wiedźmy, otrzymujemy pogodną, ale i "szaloną" dziewczynę czerpiącą z życia garściami. Kunis w tej roli czuje się bardzo swobodnie i naturalnie wypada na ekranie. Na uznanie zasługuje również muzyka, która w bardzo emocjonalny sposób podkreśla kadry- jest to wyraźny ukłon w stronę baletu, w którym właśnie muzyka w dużej mierze opowiada widzowi o emocjach bohaterów.
Film ma również niestety wady. Największa jest wspomniana wcześniej dosłowność- Aronofsky wpycha wszędzie efekty specjalne mające na celu ukazać obłęd Niny. Z początku jest to subtelne, jednak z biegiem czasu staje się nachalne i jest niczym paluch Darena wskazujący do znudzenia "głębię i symbolikę". Drażniące jest również użycie kamer cyfrowych, które atakują widza brzydkim, cyfrowym szumem w ciemnych scenach (kolorowe plamy, zamiast o wiele bardziej strawnego analogowego ziarna), co ewidentnie wpływa na odbiór materiału.
Ogólnie "Black Swan" można opisać słowami "bez szału" czyli jakieś 7/10. Można sie zastanowić, czemu Aronofsky nie poszedł na całość, nie zrezygnował z dosłowności, efektów specjalnych, czemu nie starał się stworzyć historii bardziej intrygującej, pozostawiającej więcej niedopowiedzeń. Czemu nie zrobił czegoś na miarę drugiego Mechanika lub Mulholland Drive. Może nie umiał... A może dobrze przekalkulował i stworzył film dla wszystkich (a szczególnie dla krytyków), co wyraźnie widać po liczbie zdobytych już nagród. W przypadku Mechanika (El Maquinista) było pod tym względem bardzo skromnie, a dla Mulholland Drive skończyło się głównie na nominacjach.
08-02-2011, 13:04
Stały bywalec
Liczba postów: 1,858
Liczba wątków: 48
Byłem na BS 2 razy, bo strachliwy jestem i na pierwszym seansie skupiałem się bardziej na tym, w których momentach zaraz coś wyskoczy zza kadru niż na samym filmie :oops: Tym niemniej ocena po pierwszym seansie specjalnie się nie zmieniła.
Ja mam z kolei wrażenie, że ten film jest tak naprawdę odbiciem chorobliwie ambitnej osobowości samego Darrena, który postanowił, zdaje się, stworzyć jakieś swoje życiowe magnum opus i postawił wwalić do BS wszystko co tylko może i co w dodatku uatrakcyjni film w oczach zarówno widzów jak i krytyków. No bo przecież mamy tu:
a) dramat psychologiczny, i tego nawet nie będę tłumaczyć;
b) trochę dramatu społecznego, bo w paru scenach jest wskazane jakim trudnym i w sumie patologicznym środowiskiem jest społeczność baletowa;
c) pod koniec filmu dominuje stylistyka horroru;
d) w dosłownie 2-3 scenach Darren pojechał komedią i próbuje być zabawny;
e) soft porn, czyli wiadoma scena minetki.
Widzicie ile tego tu jest? Darren uznał, że jak weźmie fajny scenariusz (bo jest fajny), wrzuci do jednego kotła i wymiesza to będzie fajnie. W dodatku niektóre elementy są tu użyte wyjątkowo cynicznie, bo Aronofsky bez pardonu wykorzystuje wątek odkrywania seksualności Niny, żeby wstawić mega hot scenę seksu coby facetom zrobiło się gorąco.
A niestety nie wszystko tu ze sobą gra, za duże ambicje Darren miał i chyba sam nie do końca zapanował nad tym, parę rzeczy ostro mi tu zgrzyta. Czy film jest oryginalny? - oczywiście nie, choć to akurat mi nie przeszkadza. Dosłowny? - aż za bardzo, i rozumiem tych co psioczą na to. Mi też to trochę ciążyło, choć od dosłowności bardziej denerwująca była toporność, zwłaszcza pod koniec filmu - i w przejściach między halucynacjami i rzeczywistością i w samych halunach (Cassel kochający się z Kunis i dosłownie ZAMIENIAJĄCY się w czarnego łabędzia - wtf?). Strasznie mi to zgrzytało i nie pasowało, a Darren z uporem godnym maniaka i pewien swoich zdolności brnął w to dalej. I przesadził, końcowy overdrive to zwyczajne przegięcie. Stylistyka campu? - bardzo trafne spostrzeżenie, ale niestety wątpię czy została użyta w sposób zamierzony. Sądzę, że niestety nie.
Natomiast sorry, ale Black Swan to dla mnie absolutny majstersztyk reżyserski - użycie muzyki Czajkowskiego, aby z filmu zrobić parafrazę jego baletu; użycie ujęć z ręki, zza pleców, a zwłaszcza luster; SCENY BALETU - miodzio, totalnie wyborne danie. Darrenowi bez trudu udaje się wrzucić widza w rozedrgany i rozpadający się świat Niny (np. ujęcie jak Nina podczas treningu robi piruety, Cassel krzyczy "Atakuj!" a kamera obraca się pokazując salę z punktu widzenia tancerki - mega! Ja lubić takie rzeczy :)). Poza tym, za drugim razem zauważa się fajne rzeczy, np. właściwie przez cały film w tle słychać od czasu do czasu dziwne chichoty i szepty - to oczywiście Ciemna Strona Mocy Niny przebija się przez podświadomość. A tego jest na pewno jeszcze więcej.
Więc sorry, można narzekać, że jest dosłownie, że pretensjonalnie, że wtórnie, że forma nie taka, że tandeta, ale ja zwyczajnie wszystko to Aronofskiemu wybaczam, bo BS jest naprawdę niesamowitym filmem do oglądania, wciągnięcia się i zatracenia w nim. I mimo, że na Oscarach kibicuję Fincherowi to w sumie nie obrażę się jeśli to Darren odbierze statuetkę za reżyserię. A że uznał się za geniusza tworzącego swoje magnum opus, wrzucił za dużo i gdzieś się pogubił? Trudno, bywa; ja przyjmuję BS takim jakim jest, filmem którego seans daje mi to co oferuje tak mało filmów - pragnienie, że kiedyś sam się nauczę tak sprawnie robić filmy jak ten tu reżyser :)
Aha, aktorsko jest przyzwoicie, Natalka zagrała fajnie, ale niestety ta jej postać jest wyjątkowo jednowymiarowa; a jak już miała pod koniec pokazać pazurki to też w ogóle w to nie uwierzyłem. Nie jest źle, ale żeby od razu Oscar? No nie wiem, ale nie widziałem jeszcze pozostałych nominowanych aktorek. Kunis poza niesamowitym wręcz seksapilem też niewiele pokazuje, Cassell niby niezły, a jednak coś mi w nim przez cały czas zgrzytało.
8/10
11-02-2011, 04:48
Chrissie Watkins' arm
Liczba postów: 6,210
Liczba wątków: 71
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
15-02-2011, 13:42
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Ale co ma ten artykuł do Black Swan bo nie rozumiem? W opowieści tej baletnicy nie ma nic związanego z filmem. Ach tak, to The Sun :roll:
15-02-2011, 16:38
Początkujący
Liczba postów: 3
Liczba wątków: 0
Mnie film ani grzeje ani ziębi - zwłaszcza z perspektywy czasu. Nie sądzę, że jest zły, bo aktorsko było naprawdę dobrze. Po prostu nie wywarł na mnie takiego wrażenia jak inne filmy Aronofskiego.
24-03-2011, 11:16
Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
Film był niezły... ale spodziewałem się dużo więcej.
Świetny pomysł, *naprawdę* dobra Natalie Portman, niezła Mila Kunis... To mógł być niesamowity film.
Mam wrażenie, że Aronofsky próbował zbudować atmosferę i siłę oddziaływania podobną jak w "Requiem dla snu", ale mu to nie wyszło (szczególnie w scenach halucynacji). Te wszystkie zwidy, fanaberie mogły być pokazane jakoś... inaczej. Wydają się zbyt prostackie, banalne. Szkoda, że "Czarny Łabędź" nie był pokazany bardziej od strony psychologicznej, zamiast psychiatrycznej... żeby bliżej było mu do "Za Wszelką Cenę", niż do "Pi".
13-04-2011, 16:46
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Aronofski próbował pojechać Lynchem, ale bardziej mi się to kojarzyło z Wesem Cravenem. Serio, te horrorowe zabiegi byłyby fajne, ale w horrorze, bo BS wygląda momentami jak pomieszanie dramatu z co bardziej kuriozalnymi fragmentami Koszmaru z ulicy Wiązów. No i nie dość, że film był mega-przewidywalny (w mniej więcej 5 minucie streściłem dalszą fabułę - i okazało się, że miałem rację, nawet w szczegółach, takich jak zwidy z Milą Kunis), to na dodatek operował niedorzeczną ilością twistów. Scenarzystów było trzech - mam wrażenie, że kiedy kolejny dostawał scenariusz, patrzył na napisane fragmenty i mówił: a wcale że nie! Tutaj okaże się, że ta scena to kolejny zwid!
Ogólnie: rozumiem intencje reżysera, ale zwyczajnie nie wyszło. Ten film jest niby spójny, ale jednocześnie sprawia wrażenie nieprzemyślanego. Wszystko wrzucono do jednego kotła i wymieszano w totalnie randomowy sposób. Na przykład scena z obrazami... Ogólnie jest to nawet nie jest operowanie prostą symboliką, ale zwyczajne wprowadzanie widza w błąd dla samego wprowadzania w błąd. Zaskakiwanie dla zaskakiwania, niemające pokrycia w fabule, bo reżyser przekazał, co miał do przekazania, w pierwszych piętnastu spośród siedmiu tysięcy takich zabiegów. Film za bardzo sili się na tajemniczość, twisty, metaforyczność, oniryczność. Aronofski krzyczy mi w twarz: patrz, ja też umiem tak jak Lynch!
Ale realizacja jest świetna, a tematyka bardzo ciekawa. Gdyby nie ta wysilona otoczka, która zwłaszcza w końcówce przyprawiała mnie o facepalmy (kiedy to sprawdzały się ironiczne komentarze w stylu "a teraz pewnie okaże się, że jej tam nie ma"), byłoby super. A tak - 5/10. Ładny banał udający wielkie, mądre kino.
01-11-2012, 21:51
|