Labirynt Downa
Byłem wczoraj na ,,Nie bój się ciemności". Chciałbym zauważyć, ze to nieprawdopodobnie rozczarowująca szmira. Uległem złudzeniu, że reżyserią zajął się del Toro (to że nie sprawdziłem tego wcześniej to inna sprawa) i gdy w czołówce zobaczyłem inne nazwisko, wiedziałem że nieźle wdepnąłem. Każdy film reklamujący się ,,film producentów czegośtam" zawsze okazuje się badziewiem. Fakt, del Toro napisał scenariusz, ale najwyraźniej w jego głowie działo się dużo więcej niż na filmie. Obsługa kina też wiedziała, że to kicha, bo nawet nie pofatygowali się żeby wyłączyć światła w sali. Zepsuli w ten sposób jedyne co dobre w tym filmie, czyli wstęp. Później jest już tylko gorzej. Widza czeka dwugodzinny maraton potwornej nudy, przerywanej wybuchami śmiechu na widok tego czego mieliśmy się bać. A jest to chmara prastarych gryzoni, wyglądających jak skrzyżowanie małpy z chomikiem, wrednych niczym elektorat PISu. Całe zagrożenie z ich strony polega na irytującym szeptaniu z otworów wentylacyjnych, a gdy przyjdzie co do czego, oplatają bohaterów niczym liliputy Guliwera. Naprawdę, wszystkie kłopoty związane z ich obecnością w domu możnaby rozwiązać odpowiednią ilością pułapek na myszy. Największym czarnym charakterem filmu okazała się jednak grająca główną rolę dziewczynka. Nazwanie jej gry aktorskiej drewnianą byłoby obrazą dla tego szlachetnego materiału. Jej poczynania graniczą z upośledzeniem umysłowym, a rzucane na lewo i prawo durne miny sprawiły, że zacząłem nabierać sympatii do wspomnianych wyżej gryzoni. Łyżką dziegciu do beczki sików jest też Katie Holmes, która wymęczona przez swego męża wygląda jak w późnym stadium raka. Pewnie nie poświęciłbym tej kupie nawet dwóch linijek, gdyby nie nieopisane rozczarowanie jakiego doznałem idąc na film firmowany nazwiskiem reżysera ,,Labiryntu Fauna". Wszystko co straszne zmieściło się w zwiastunie, a i tak tam wypada lepiej, bo jest krótkie. Nie ma co się bać ciemności. Jest piekielnie nudna.
2/10
Byłem wczoraj na ,,Nie bój się ciemności". Chciałbym zauważyć, ze to nieprawdopodobnie rozczarowująca szmira. Uległem złudzeniu, że reżyserią zajął się del Toro (to że nie sprawdziłem tego wcześniej to inna sprawa) i gdy w czołówce zobaczyłem inne nazwisko, wiedziałem że nieźle wdepnąłem. Każdy film reklamujący się ,,film producentów czegośtam" zawsze okazuje się badziewiem. Fakt, del Toro napisał scenariusz, ale najwyraźniej w jego głowie działo się dużo więcej niż na filmie. Obsługa kina też wiedziała, że to kicha, bo nawet nie pofatygowali się żeby wyłączyć światła w sali. Zepsuli w ten sposób jedyne co dobre w tym filmie, czyli wstęp. Później jest już tylko gorzej. Widza czeka dwugodzinny maraton potwornej nudy, przerywanej wybuchami śmiechu na widok tego czego mieliśmy się bać. A jest to chmara prastarych gryzoni, wyglądających jak skrzyżowanie małpy z chomikiem, wrednych niczym elektorat PISu. Całe zagrożenie z ich strony polega na irytującym szeptaniu z otworów wentylacyjnych, a gdy przyjdzie co do czego, oplatają bohaterów niczym liliputy Guliwera. Naprawdę, wszystkie kłopoty związane z ich obecnością w domu możnaby rozwiązać odpowiednią ilością pułapek na myszy. Największym czarnym charakterem filmu okazała się jednak grająca główną rolę dziewczynka. Nazwanie jej gry aktorskiej drewnianą byłoby obrazą dla tego szlachetnego materiału. Jej poczynania graniczą z upośledzeniem umysłowym, a rzucane na lewo i prawo durne miny sprawiły, że zacząłem nabierać sympatii do wspomnianych wyżej gryzoni. Łyżką dziegciu do beczki sików jest też Katie Holmes, która wymęczona przez swego męża wygląda jak w późnym stadium raka. Pewnie nie poświęciłbym tej kupie nawet dwóch linijek, gdyby nie nieopisane rozczarowanie jakiego doznałem idąc na film firmowany nazwiskiem reżysera ,,Labiryntu Fauna". Wszystko co straszne zmieściło się w zwiastunie, a i tak tam wypada lepiej, bo jest krótkie. Nie ma co się bać ciemności. Jest piekielnie nudna.
2/10
02-09-2011, 16:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-09-2011, 16:49 przez Hubert.)






