Dark Universe zaliczyło solidną wpadkę na samym początku. Co prawda sumując wyniki z kin "The Mummy" osiągnęło wynik ponad 400 milionów dolarów to nie da się ukryć, że sam film był wielką klęską artystyczną. Odpowiadali za nią zapewne w równym stopniu reżyser Alex Kurtzman oraz główna gwiazda, Tom Cruise, jak bowiem głoszą dziennikarze, Alex poprosił aktora o wsparcie na planie przez co ten dostał dużą kontrolę nad projektem. W międzyczasie zmieniły się także założenia uniwersum jak i samego filmu i skończyło się na nieoglądalnym potworku.
Dlatego też oczy wszystkich (nie żeby było ich wielu) entuzjastów tego ciekawego projektu Universala zwracają się na kolejny film z tego uniwersum, najważniejszy film tego uniwersum czyli "Bride of Frankenstein", przed tym filmem naprawdę wielkie wyzwanie, nie tylko powinien wreszcie przynieść Universalowi finansowy sukces, ale również przekonać publikę, że ta ekipa ma coś ciekawego do pokazania i opowiedzenia. Zmieniły się założenia filmów i zgodnie z doniesieniami Universal chce aby ten film jak i kolejne ("The Invisible Man", "The Wolfman", "Van Helsing") były raczej bardziej kameralnymi horrorami, stawiającymi na klimat, za mniejsze pieniądze, nie da się ukryć, że to dobre podejście.
Już na starcie "Bride of Frankenstein" zapowiada się znacznie lepiej, przypomnę opis oryginalnego filmu na którym ten zapewne będzie również bazować:
Potwór stworzony przez doktora Frankensteina wychodzi cało z katastrofy młyna, która miała miejsce w filmie Frankenstein z 1931 roku. Tymczasem jego twórca prowadzi spokojne życie u boku ukochanej żony. Nie wie, że w tym samym czasie inny naukowiec, doktor Pretorius prowadzi eksperymenty nad ożywieniem zwłok ludzkich. Chce stworzyć kobietę, która będzie partnerką dla potwora.
Oczywiście, na pewno ujrzymy (oby przyśpieszony) origin samego Potwora, cieszy mnie jednak fakt, że twórcy od razu idą dalej. W samego Frankensteina wcieli się Javier Bardem, czyli zdecydowanie bardziej charyzmatyczny i utalentowany aktor od Toma Cruise, istnieje więc szansa na to, że będzie zdecydowanie lepiej przynajmniej pod względem gry aktorskiej. Aktorkę która odegra tytułową rolę poznamy (tak chyba czytałem) w ciągu najbliższych miesięcy, zdaniem prasy kandydatkami są Angelina Jolie oraz Jennifer Lawrence.
Reżyseruj człowiek który zdecydowanie zna te klimaty, czyli Bill Condon (Saga Zmierzch, "Piękna i Bestia" czy "Mr. Holmes"). Nie jest to twórca z najwyższej półki, ale przynajmniej znacznie lepszy od Alexa Kurtzmana a temat zdaje się dawać mu spore pole do popisu, zwłaszcza, że obraca się w podobnych klimatach.
Za scenariusz odpowiada czołowa ekipa Dark Unvierse, więc niestety, mamy tu Alexa Kurtzmana (którego rola była już jednak ograniczona), ale również Chrisa Morgana ("Szybcy i wściekli 7"), Davida Koeppa ("Życie Carlita", "Jurrasic Park") czy Neila Burgera ("Jestem Bogiem", "Iluzjonista").
Za zdjęcia odpowiada Tobias A. Schliessler który pracował wraz z Condonem przy "Pięknej i Bestii" oraz odpowiadał za operatorkę w "Ocalonym". Muzykę skomponuje Carter Burwell ("Fargo", "Carol", "Big Lebowski"). Film zmontuje Virginia Katz która także pracowała z Billem przy ostatnim projekcie.
Premiera 14 lutego 2019 roku. No czekam, jeszcze mi trochę brakuje do jarania, ale naprawdę czekam. Przede wszystkim widzę szansę na to aby Dark Universe (któremu kibicuje jak ŻADNEMU innemu uniwersum filmowemu) wreszcie było tym czym chce, aby zaskoczyło, zaprezentowało kameralny horror z dobrą historią na którym z ekranu klimat wylewać będzie się całymi falami. Solidny reżyser, genialny aktor w jednej z ważniejszych ról. Jaram się i mam nadzieje, że znajdą się inni entuzjaści tego projektu których gówniana "Mumia" jeszcze nie odrzuciła.
Tak w ogóle, ciekawi mnie czemu tylu rewelacyjnych aktorów tak ciągnie do Dark Universe, albo tyle im płacą albo przekonują ich swoją wizją, MCU na start nie miało takiej ekipy, oby tylko reszcie chciało grać się ciut bardziej niż Russelowi i Cruisowi.
Co ciekaw Condon napisał kiedyś scenariusz do filmu o twórcy oryginalnej "Bride of Frankenstein" za który dostał statuetkę. Więc film na pewno ma dla niego spore znaczenie.